Wiesz, moje dziecko, będziesz musiała się bardzo postarać, żeby wpasować się do naszej rodziny oświadczyła Jadwiga Stanisławowska z miną surowej egzaminatorki.
Krystyna ledwo powstrzymała uśmiech. To było przewidywalne. Teściowa-dyrektorka już na wstępie wymierza nowej uczennicy linijką po rękach, choć lekcja jeszcze się nawet nie zaczęła.
Tomek, siedzący obok, odwrócił wzrok. Widać było, że ma ochotę mruknąć coś w stylu no i się zaczęło. Nie wtrącał się jednak. I słusznie. To nie była jego walka.
Postarać? powtórzyła Krystyna z pobłażliwym uśmiechem. Proszę sprecyzować, w jakim kierunku. Zapisać się na kurs kroju i szycia? A może na taniec towarzyski?
Rozmowa toczyła się w kuchni Jadwigi Stanisławowskiej. Wszystko tu było drogie i wystawne: firanki z lambrekinami, cukierki w kryształowych wazonach, duży drewniany stół i krzesła w kolorze szampana. Pięknie, ale Krystyna nie mogłaby tu mieszkać. Wszystko zbyt idealne, jakby nie żyli tu ludzie, tylko kręcono program.
Krysiu, u nas to rodzina inteligencka wyjaśniła Jadwiga, udając, że nie słyszy ironii w głosie synowej. Jesteśmy ludźmi wychowanymi, u nas żadne przypadkowe osoby się nie zadomowią.
Krystyna skinęła głową automatycznie, ale już nie słuchała. Ta rola była jej boleśnie znajoma. Już przez to przechodziła, tylko wtedy nie miała ani doświadczenia, ani zdrowej samooceny.
…Piętnaście lat temu Krystyna była zupełnie inna: młoda, posłuszna, z ufnymi oczami i wiarą, że trzeba być dobrą żoną. Męża, Darka, bardzo kochała.
Ale Darek kochał tylko swoją matkę.
Pierwsza teściowa, Halina Bronisławówna, wyraźnie czuła się gwiazdą lokalnego formatu. Miała aktywną postawę życiową, bardzo donośny głos i opinię na każdy temat. Już przy drugiej rodzinnej kolacji oświadczyła:
Kurczak suchy jak szmata. No nic, pokażę ci, jak się piecze, skoro twoja matka cię nie nauczyła.
Krystyna wtedy tylko się uśmiechnęła. Wierzyła, że jeśli będzie cierpliwa i uprzejma, to to docenią. Dlatego nazywała teściową mamą, gotowała jej sałatkę jarzynową z mięsem zamiast kiełbasy (jak prosiła) i pozwalała krytykować wszystko: od koloru szminki po czystość podłóg.
Kiedy urodziła się córeczka, stało się jeszcze gorzej. Teściowa bez przerwy wygłaszała wykłady na temat jak wychować porządną kobietę. Wszystko z pobłażliwym uśmiechem i aluzjami, że Krystyna jest kiepskim nauczycielem. Jak to mówią, szewc bez butów chodzi.
Pampersy to znęcanie się nad dzieckiem! oznajmiła pewnego dnia Halina, wręczając synowej pieluszki tetrowe. To wymyślili dla leniwych. A ty będziesz dobrą matką, prawda?
Darek nie wtrącał się w nic. Nawet gdy córeczka, jeszcze nie umiejąca wymówić r, zapytała:
Mamo, a dlaczego ty jesteś głupia?
Krystyna aż się zagapiła.
Co? Kto ci to powiedział?
Babcia Hala.
Gdy Krystyna poprosiła męża, żeby interweniował i porozmawiał z teściową, ten tylko wzruszył ramionami.
No daj spokój. Powiedziała i powiedziała. Była zdenerwowana, może. Znasz jej charakter.
Krystyna znała. Wcześniej się starała. Siedziała przy świątecznym stole i publicznie wysłuchiwała, że oszczędziła na serze i zepsuła danie. Kupowała drogie prezenty, bo chciała choć raz usłyszeć pochwałę. Zachowywała się idealnie, aż zrozumiała, że w oczach Haliny ideałem zawsze będzie ktoś inny.
Po tym incydencie Krystyna poważnie zaczęła myśleć o rozwodzie i wkrótce złożyła papiery. Trudny charakter? Dla niej brzmiało to jak przyznanie się do paskudnego zachowania i braku chęci poprawy.
Na dworcu zdechniesz! Teraz już tylko z kotami będziesz żyła! prorokowała teściowa.
Ale kotów nie miała, za to mieszkanie, pracę i zdrowy rozsądek tak.
A potem do tego zestawu dołączył Tomek. Poznali się przez wspólnych znajomych, wymienili numery i zaczęli rozmawiać. Tomek może nie zakochał się po uszy i nie obiecywał gruszek na wierzbie, ale szanował jej uczucia. Wiedział o jej przeszłości i spokojnie zaakceptował jej córkę.
No i chciał się ożenić. Krystyna nie odmawiała, ale zwlekała i obserwowała. Kochała Tomka, ale nie chciała znów wpaść w obcą rodzinę, w której nigdy nie będzie swoją. Jednak Tomek był inny. Nigdy nie stawiał matki na pierwszym miejscu, więc Krystyna zaryzykowała.
Teraz, siedząc w domu jego matki, znów słyszała ten sam monolog z przeszłości, ale nie czuła już upokarzającego wstydu ani strachu. Tylko lekkie déjà vu i znudzenie.
Wiesz, u nas nie przyjmujemy byle kogo ciągnęła Jadwiga. Tomek to człowiek łagodny, może nie widzieć całego obrazu albo milczeć. A ja widzę wszystko. Więc… postaraj się, dziewczyno.
Dziękuję za cenne wskazówki odparła Krystyna chłodno. Ale, jeśli pozwolicie, na razie zostanę po prostu żoną waszego syna. Rodzinę już mam. Córkę, męża. To w zupełności wystarczy.
Nie czekała na zakończenie wieczoru i wstała. Tomek podniósł się za nią. Gdy wyszli, pierwsze, co zrobił, to wziął ją za rękę.
W porządku? spytał cicho.
W porządku. Nie martw się. Dla mnie to już klasyka gatunku.
Tym razem Krystyna wiedziała, kim jest i na co ją stać, więc się nie bała. Nie polubi jej obca matka? No to trudno, nie musi. Ale i Krystyna nic jej nie jest winna.
…Minęły prawie dwa lata od tamtego ostrzeżenia, że Krystyna będzie musiała się postarać. Ku wielkiemu zmartwieniu teściowej, synowa nawet nie próbowała. Żadnych wizyt, ukłonów i pokazowych występów. Po prostu spokojnie żyli z Tomkiem w jej mieszkaniu. Mąż nawet znalazł wspólny język z Marysią, córką Krystyny z pierwszego małżeństwa.
Kontakt z Jadwigą Stanisławowską oczywiście był, ale czysto formalny. Jeśli już trzeba było złożyć życzenia, to przez telefon. Prezenty przekazywał tylko Tomek i tylko od siebie. Nie było kłótni ani awantur, ale


