*Dziennik*
Dzisiaj znów miałem okazję obserwować ten spektakl. Moja żona, Kasia, stała w kuchni jej teściowej, Elżbiety Kowalskiej, która z miną dyrektorki szkoły mówiła:
Wiesz, dziecko, musisz się bardzo postarać, żeby zasłużyć na miejsce w naszej rodzinie.
Kasia ledwo powstrzymała uśmiech. To było tak przewidywalne. Teściowa od razu wymierzała nowej uczennicy symboliczną linijką, zanim ta zdążyła usiąść w ławce.
Ja, siedząc obok, odwróciłem wzrok. Chciałem mruknąć no i zaczęło się, ale się nie wtrącałem. I słusznie. To nie była moja walka.
Postarać? powtórzyła Kasia z pobłażliwym uśmiechem. Proszę wyjaśnić, w jakim kierunku. Zapisać się na kurs szycia? A może taniec towarzyski?
Rozmowa toczyła się w kuchni Elżbiety. Wszystko tu było drogie i wystawne: firanki z lambrekinami, czekoladki w kryształowych wazach, masywny dębowy stół i krzesła w kolorze szampana. Piękne, ale Kasia nie mogłaby tu mieszkać. Zbyt doskonałe, jakby to nie był dom, a plan filmowy.
Kasiu, my jesteśmy rodziną inteligencką ciągnęła Elżbieta, udając, że nie słyszy ironii w głosie synowej. Jesteśmy ludźmi z klasą. Tu przypadkowi obcy się nie przyjmują.
Kasia skinęła głową, ale już nie słuchała. Ta rola była jej aż za dobrze znana. Przeżyła to już raz, tylko wtedy nie miała ani doświadczenia, ani zdrowej samooceny.
…Piętnaście lat temu Kasia była zupełnie inna młoda, posłuszna, z ufnymi oczami i wiarą, że trzeba być dobrą żoną. Swojego męża, Tomka, bardzo kochała.
Tomek natomiast kochał tylko swoją matkę.
Pierwsza teściowa, Barbara Nowak, czuła się gwiazdą lokalnego formatu. Miała aktywną postawę życiową, donośny głos i opinię na każdy temat. Już przy drugiej kolacji oświadczyła:
Kurczak suchy jak wiór. Nic nie szkodzi, pokażę ci, jak się piecze, skoro twoja matka cię nie nauczyła.
Kasia wtedy tylko się uśmiechnęła. Wierzyła, że jeśli będzie cierpliwa i grzeczna, to to docenią. Więc nazywała teściową mamą, robiła dla niej sałatkę jarzynową z mięsem zamiast kiełbasy (jak ta chciała) i pozwalała krytykować wszystko od koloru szminki po czystość podłóg.
Gdy urodziła się córka, było jeszcze gorzej. Teściowa bez przerwy wygłaszała wykłady o wychowaniu prawdziwej kobiety. Wszystko z pobłażliwym uśmiechem, z sugestią, że Kasia to kiepski nauczyciel. Szewc bez butów.
Pampersy to znęcanie się nad dzieckiem! oświadczyła Barbara pewnego dnia, wręczając synowej pieluchy. To dla leniwych. A ty będziesz dobrą matką, prawda?
Tomek nigdy się nie wtrącał. Nawet gdy ich córka, która jeszcze nie wymawiała r, zapytała:
Mamo, a dlaczego ty jesteś głupia?
Kasia oniemiała.
Co? Kto ci to powiedział?
Babcia Basia.
Gdy Kasia poprosiła męża, żeby interweniował, ten tylko wzruszył ramionami.
No co ty. Powiedziała i powiedziała. Była może zdenerwowana. Znasz jej charakter.
Kasia znała. Wcześniej się starała. Siedziała przy stole i słuchała, jak oszczędzała na serze i zepsuła danie. Kupowała drogie prezenty, licząc na pochwałę. Zachowywała się idealnie, aż zrozumiała, że w oczach Barbary ideałem zawsze będzie ktoś inny.
Po tym wszystkim Kasia poważnie pomyślała o rozwodzie i wkrótce złożyła papiery. Trudny charakter? Dla niej to brzmiało jak przyznanie się do bycia nieznośną i braku chęci zmiany.
Na dworcu zdechniesz! Będziesz żyć tylko z kotami! prorokowała teściowa.
Kotów nie miała, ale mieszkanie, pracę i zdrowy rozsądek tak.
A potem poznała mnie. Spotkaliśmy się przez znajomych, wymieniliśmy numery i zaczęliśmy rozmawiać. Może nie zakochałem się po uszy i nie obiecywałem złotych gór, ale szanowałem jej uczucia. Wiedziałem o jej przeszłości i akceptowałem jej córkę.
Chciałem się ożenić. Kasia nie odmówiła, ale zwlekała i obserwowała. Kochała mnie, ale nie chciała znów wpaść w sidła obcej rodziny, gdzie nigdy nie będzie swoją. Ale ja byłem inny. Nie stawiałem matki na pierwszym miejscu, więc Kasia zaryzykowała.
Teraz, siedząc w domu mojej matki, znów słuchała tego samego monologu, ale nie czuła już upokorzenia ani strachu. Tylko lekkie déjà vu i nudę.
My, wiesz, nie przyjmujemy byle kogo ciągnęła Elżbieta. Wojtek jest miękki, może nie widzieć pełnego obrazu. Ale ja widzę. Więc… postaraj się, dziewczynko.
Dziękuję za wskazówki odparła Kasia chłodno. Ale pozwoli pani, że na razie zostanę po prostu żoną pana syna. Mam już swoją rodzinę. Córkę, męża. To mi wystarczy.
Nie czekała na koniec wieczoru i wstała. Ja poszedłem za nią. Na zewnątrz wziąłem ją za rękę.
W porządku? spytałem cicho.
W porządku. To dla mnie już klasyka.
Tym razem Kasia wiedziała, kim jest. Jeśli teściowa jej nie polubi? Trudno. Nie musiała. I Kasia też nic jej nie była winna.
…Minęły prawie dwa lata od tamtego ostrzeżenia. Ku rozpaczy Elżbiety, synowa nawet nie próbowała się starać. Żadnych wizyt, ukłonów ani przedstawień. Po cichu żyliśmy w jej mieszkaniu. Ja nawet znalazłem wspólny język z Zosią, jej córką.
Kontakt z Elżbietą był, ale czysto formalny. Jeśli trzeba było złożyć życzenia, to przez telefon. Prezenty przekazywałem tylko ja i tylko od siebie. Nie było awantur, ale też nie było prób zbliżenia.
Kasia nie zabraniała mi kontaktów z matką. To przecież moja matka. Ale nie wpuszczała jej do nas. Szanowałem to sam byłem świadkiem tamtej rozmowy.
Przypomniał mi się jej pierwszy mąż.
Mama mówi, że za dużo wydajesz. Może pomoże ci z listą zakupów? rzucił kiedyś.
I Kasia się wtedy zgodziła. Naprawdę była głupia. Chciała, żeby Barbara uznała ją za część rodziny. Nigdy tego nie zrobiła.
Ja byłem inny. Miałem kręgosłup i nie mieszałem relacji z


