Syn przyjechał do Stanisławy na kilka dni. Pracował w dużej firmie, ale Stanisława nie mogła zapamiętać nazwy jego stanowiska. Szybko zjadł zupę, zjadł kotlety, porozmawiał z matką i poszedł spać. Dużo pracował, więc był bardzo zmęczony. Stanisława patrzyła na swojego śpiącego syna i nie mogła się cieszyć. W końcu może jej za niedługo nie być. Dzieciństwo Stanisławy było trudne. Wraz z rodzicami mieszkali w hotelu robotniczym, w małym pokoju. Chłopaki zawsze biegali po korytarzach, były ciągłe starcia z innymi lokatorami hotelu, kto zjadł ciasto w kuchni lub kto zapomniał wyłączyć światło w toalecie. Mieli sąsiadkę, miłą kobietę, panią Kasię.
Mieszkała tymczasowo w hotelu podczas remontu mieszkania. Ale kiedy tam mieszkała, przywiązała się do małej Stasi. Kiedy Stasia poszła do szkoły, często odwiedzała Kasię po lekcjach. Pani Kasia była dla niej jak babcia. Stanisława dorastała, ale wcale nie była piękna. Nie udało jej się z chłopakami. Mając 26 lat nie była jeszcze w żadnym związku. Matka zaczęła na nią naciskać:
– Co. mam Cię utrzymywać do starości? Kiedy znajdziesz dla siebie normalnego mężczyznę i wyjdziesz za mąż?
I znalazł się mężczyzna, to był kierowca autobusu, Borys. Nie było między nimi miłości, po prostu Borysowi było wygodnie, a Stanisława liczyła na niego jak na koło ratunkowe.
Borys spotkał się ze Stasią w zależności od nastroju, chciał, to ją zawołał, nie chciał-odpędzał. Stanisława zrozumiała, że to nie jest normalne, ale nie ma nic do roboty. Okazało się, że Stanisława jest w ciąży, ale Borysowi dziecko wcale nie było potrzebne. W domu wszyscy źle zareagowali, nawet starszy brat.
– My sami nie mamy wystarczająco dużo miejsca, a Ty jeszcze dzieciaka wyłaziłaś – odpowiedziała matka. Cała rodzina nalegała na aborcję. Stanisława poszła do przychodni połozniczej, aby zrobić badania krwi, a kiedy stamtąd wyszła wyszła, usiadła na ławce przed przychodnią i zaczęła płakać. Obok przechodziła ta sama znajoma Kasia.
– Co Ci się stało? Co masz, chora jesteś?
Ale Stasia niczego nie mogła nic wyjaśnić z powodu łez. Potem Kasia zabrała dziewczynę do siebie. Stasia uspokoiła się i powiedziała wszystko: – jeśli chcesz zostawić dziecko, to rozumiem, ale pomogę Ci. Zamieszkaj ze mną, razem damy radę. Jak widzisz, nie mam swojej rodziny, ale chcę usiąść z małym dzieckiem, zaopiekować się nim. A jak ja się zestarzeję, to Ty mi pomożesz, zaopiekujesz się mną. Tak się stało. Matka i wszyscy krewni zaczęli przeklinać Staszki, ale nie uważała ich już za krewnych, ponieważ chcieli zabić jej syna.



