— Dlaczego pozwalasz mu się tak traktować, Iwo? Nie jesteś jego własnością! Jesteś silna, możesz się uwolnić — szepnęła Zosia, zwinięta w kłębek na kanapie.
Iwona westchnęła ciężko i cicho odpowiedziała:
— To mój ojciec. Ma dokument z pieczęcią, gdzie czarno na białym stoi: „niepoczytalna”. Dlatego tu jestem. To nie tylko człowiek z pieniędzmi — to człowiek z władzą. Bez względu na to, gdzie ucieknę, i tak mnie znajdzie. To błędne koło…
— Skoro już tu jesteś — pomóż mi. Zapłacę, wszystko w porządku. Sprawiedliwie — mrugnęła porozumiewawczo Iwa.
— Pomogłabym ci i tak — uśmiechnęła się Zosia. — Ale nie odmówię. Pieniądze przydadzą mi się, gdy znów będę wolna. Nie potrzebuję magii, by wiedzieć, co się dzieje. Ale żeby potwierdzić sen — potrzebuję twojego włosa.
Zosia szybko wyciągnęła mały nożyk i zręcznie odcięła kilka kosmyków.
— Dziś w nocy wszystko się wyjaśni. Co ci podali, dlaczego zamiast ochrony dostałaś zieloną melancholię — dowiemy się.
Następnego ranka Iwa nie mogła znaleźć Zosi. Ta unikała jej, chowała się po kątach, znikała na zabiegach.
— Dlaczego przede mną uciekasz? — złapała ją Iwa w ogrodzie. — Dogadałyśmy się!
— Nie uwierzysz mi — szepnęła ponuro Zosia. — Pomyślisz, że opowiadam bajki dla pieniędzy.
— Koniec tego. Mów, co widziałaś.
Zosia zaprowadziła Iwę w najodleglejszą alejkę i usiadła obok.
— Słuchaj uważnie. Śniło mi się…
Konstanty przeciągnął się słodko w łóżku.
— Wstawaj, śpiochu! Znalazłam nową ofiarę.
— Daj mi się wyspać… — jęknął.
— Wyśpisz się później. Otwórz oczy. Widzisz tę kobietę? To nasz przyszły łup. Nazywa się Iwona. Współwłaścicielka firmy, bez rodziny, poza… przyszłym mężem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem — będziesz nim ty.
— Żenić się? — zaschło w gardle Kostkowi.
— Tak. Ale najpierw — rozkochaj ją. Bądź troskliwy, skromny, niby biedny, ale pracowity. Zacznie ci pomagać, zainwestuje w twój „biznes”.
— A potem wszystko przepuścisz? I ty się pojawisz?
— Tak, kochanie — Julka pogłaskała go po głowie. — A gdy zgodzi się na rytuał, myśląc, że pomaga tobie — wcisnę jej urok. Demon pochłonie jej rozum. Potem — „nieszczęśliwy wypadek”. Cały majątek będzie twój.
— Jeśli się uda…
— Damy radę. Mamy magię. Ty i ja.
Gdy Zosia skończyła, Iwa milczała, zaciskając usta.
— I co powiesz? — nie wytrzymała dziewczyna.
— Powiem, że zacznę działać. Najpierw pozbędziemy się demona. Potem — rozliczenie.
— Uprzedzam: jeśli będziesz zwlekać, uciekną. Tacy nie czekają.
— Jestem gotowa. Pomóż mi go wygnać.
Zosia znów odcięła kosmyk.
— Bądź przygotowana. Gdy odejdzie, Julka to poczuje. Będziesz miała mało czasu.
Nocą Iwa niemal nie zmrużyła oka. Trzęsła się, budziła, szepty brzmiały jej w uszach. Ale rano — wszystko zniknęło. Świat stał się jaśniejszy. Ludzie — zwyczajni.
— Milena! Odszedł! — rzuciła się do pokoju przyjaciółki. Ale Zosię przeniesiono do innej sali. Coś się stało tej nocy.
— Gdy tylko jej stan się poprawi, wróci — obiecała pielęgniarka.
Iwa nie mogła się dodzwonić ani do Julki, ani do Kostka. Telefony milczały. Uciekli. Teraz ważniejsze było wyjść stąd. I podziękować Zosi.
— Żyjesz! — krzyknęła radośnie Iwa, gdy Zosia wróciła.
— Zdążyłam. Odesłałam demona, ale mało nie zostałam tam z nim — zachichotała chrapliwie. — A ty jak?
— Oni zniknęli. Wyprowadzam się. Lekarz mówi — wkrótce wypis.
— Ja zostaję. Ojciec przedłużył. Ale przyjedziesz do mnie, tak?
— Oczywiście. A telefon?
— Oto mój sposób — Zosia znów wyciągnęła nóż, odcięła warkoczyk i podała. — Położysz pod poduszkę — usłyszę.
— A zemsta?
— Nie chcę brudzić rąk. Chcę, by sprawiedliwość się wypełniła.
— Zaufaj mi. Poproszę tych, co wyżej. Niech osądzą, kto na co zasłużył.
Pół roku później
Iwa siedziała na sofie z kieliszkiem wina. W ręku — teczka od detektywa.
Julka i Kostek uciekli. Iwa wróciła do pustego mieszkania. Konta były puste. Wszystko, co włożyła w „biznes” — wyparowało.
Julka rzuciła pracę i zniknęła. Z Kostkiem odlecieli. Ale sielanka szybko się skończyła. Pieniądze nie uratowały. Pokłócili się. Podzielili łup — i rozeszli się.
Julka wpakowała się nie tam, gdzie trzeba. Detektyw powiedział, że znaleziono ją… a może nie. Prawdopodobnie — dno morza.
— Magia ci nie pomogła, Julka — szepnęła Iwa.
A Kostek? Znów wplątał się w oszustwa. Przegrał. Został z długami. Nie miał czym spłacić. Ostatnie, co miał wartościowego — organy.
— Ale komuś życie uratował… — Iwa pochyliła głowę. — Wszystko po sprawiedliwości.
A Zosia? Mieszkała teraz w głuszy, gdzie ojciec Iwy chciał budować dacze. Iwa podarowała jej działkę. Schronienie. Dom.
Iwa wyjęła z pudełka warkoczyk i uśmiechnęła się:
— No to co, przyjaciółko… Pogadamy? Niedługo przyjadę. Będzie magiczny urlop…



