Sprawiedliwe Ustalenia

Justyna odchodziła powoli i boleśnie. Jej zmęczony ciągłą chemią organizm nie dostał już siły na walkę z chorobą. Sama też marzyła tylko o tym, by wreszcie uwolnić się od cierpienia, które towarzyszyło jej od miesięcy. Leki przeciwbólowe trzymały ją w półśnie – czasem wynurzała się na chwilę, jakby z głębin, by zaraz znów zapaść w kojącą, mglistą niepamięć.

Hania wracała ze szkoły, wchodziła do pokoju przesiąkniętego zapachem ciężkiej choroby i wpatrywała się w mamę. Ta nie przypominała już tej radosnej, śmiejącej się kobiety. Leżała nieruchomo z zamkniętymi oczami, a dziewczynka wstrzymywała oddech, śledząc, czy pierś matki unosi się jeszcze pod kołdrą.

— Mamo? Słyszysz mnie? — wołała cicho.

Powiek drgnęły, ale Justyna nie miała siły ich otworzyć. Wtedy przychodziła babcia i zabierała Hanię z pokoju.

— Chodź, kruszynko, zjemy obiad, a potem odrobisz lekcje. Niech mama śpi.

— Ale ona ciągle śpi. Kiedy w końcu wyzdrowieje? Chcę, żeby było jak dawniej.

— Oj, dziecko, ja też bym tego chciała. Sen to najlepsze lekarstwo. — Babcia postawiła przed wnuczką talerz gorącego żurku i odwróciła się, by ukryć łzy.

*„Dlaczego to ja żyję, a moja córka umiera? Ile modlitw, ile mszy… Czym zasłużyłam na taką karę?”* — myślała, zaciskając dłonie.

Justyna odeszła nad ranem. Krystyna obudziła się około trzeciej, zajrzała do pokoju – córka jeszcze żyła. Potem próbowała zasnąć, wiercąc się niespokojnie. Kiedy w końcu się udało, przyśniła jej się mała Justynka, śmiejąca się, wymachująca rączką i uciekająca. *„Stój! Dokąd? Wróć!”* — krzyczała we śnie, budząc się nagle.

Natychmiast podbiegła do córki. Leżała spokojna, obca. Zamknęła drzwi. W kuchni zagotowała wodę, podgrzała Hani racuchy i dopiero wtedy obudziła wnuczkę.

Hania zjadła śniadanie, ubrała mundurek i chciała pożegnać się z mamą.

— Nie idź, niech śpi — zatrzymała ją Krystyna. — Masz, weź jabłko do plecaka. — Podsunęła jej rumiany owoc.

Szły do szkoły, a Krystyna ledwie słuchała paplaniny Hani.

— Dlaczego taka jesteś dziś? — spytała dziewczynka.

— Źle spałam… — wymamrotała babcia.

Wróciwszy do domu, od razu zadzwoniła po pogotowie.

— Kiedy zmarła? Czemu tak późno dzwonicie? — irytowała się lekarka.

— Wnuczkę musiałam odprowadzić… Nie powinna tego widzieć…

Później czekała na przyjazd karetki – na szczęście nie długo. Zdołali zabrać Justynę przed powrotem Hani. Przez całą drogę do szkoły Krystyna myślała, jak powiedzieć dziewczynce, że mamy już nie ma, ale nic nie wymyśliła. W domu zagapiła się, Hania wpadła do pokoju.

— Gdzie mama? — odwróciła się do babci.

Krystyna była wyczerpana. Powiedziała pierwszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy:

— Zawieźli ją do szpitala. — Odwróciła wzrok.

Hania chyba coś przeczuwała. ZaciHania spojrzała na babcię przez łzy, wciągnęła nosem i szepnęła: „Wiem, że już nie wróci, ale obiecaj, że ty zawsze zostaniesz”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 + cztery =

Sprawiedliwe Ustalenia