Spotykałem się z kobietą prawie rok, nie żałowałem pieniędzy na nią i jej wnuczka. Ale wystarczyło, że poprosiłem ją o pierogi na wynos, a od razu dowiedziałem się, gdzie jest moje miejsce

Słuchaj, muszę Ci się czymś zwierzyć Spotykałem się z kobietą, tak z rok będzie. Serce na dłoni, portfel szeroko otwarty wiesz, nigdy jej ani wnukowi nie żałowałem. A wystarczyło, żebym poprosił o kilka pierogów na wynos i nagle zobaczyłem, gdzie naprawdę moje miejsce.

Siedzieliśmy z Grażyną w eleganckiej kawiarni przy ul. Piotrkowskiej, muzyczka gdzieś w tle, kelner przyniósł plastikowe pudełko, do którego zapakował prawie nietknięty kawałek ciasta czekoladowego. Grażyna odsunęła je szybko do siebie i od razu schowała do torebki, z takim uśmiechem wiesz, tym, przez który kiedyś straciłem głowę.

Adaś, Władziu tak uwielbia wszystko, co czekoladowe tłumaczyła mi cicho. Dla mnie już wystarczy, ale szkoda by się miało zmarnować, prawda?

Pokiwałem głową, zawołałem kelnera i zapłaciłem rachunek, wiadomo ciasto, kawa, jej sałatka. Dla mnie to nie majątek, nie miałem nigdy z tym problemu. Ale nie o pieniądze mi chodziło. Tylko o ten mechanizm, który z dnia na dzień coraz mocniej kiełkował przez ostatnie pół roku. Wszystko niby dla Władzia, jej ukochanego wnuka (sześciolatka!), którego widziałem może dwa razy przelotem, o którym natomiast wiem już chyba więcej niż o wynikach swoich badań.

Tak to wyglądało każda możliwa okazja, coś dla wnuka, zawsze na mój koszt. Ja jeszcze tłumaczyłem sobie: Babcia, kocha chłopaka, no i dobrze!

Pierwszy raz coś mnie zakuło kilka miesięcy temu. Wybraliśmy się razem do kina na jakąś głośną premierę. Ja bilety, a ona przy barze: największy kubeł popcornu karmelowego, cola i to z przykrywką, o co poprosiła specjalnie. Pomyślałem, że zaszaleje, odstawi dietę.

Usiedliśmy, światła gasną, sięgam po popcorn, ona trzyma kubeł na kolanach, przykrywa go folią, sama nie rusza ani ziarenka. Szeptem pytam:

Nie jesz?

A bo nie chcę odpowiada cicho. Zaniosę Władziowi do domu, dzisiaj u mnie śpi. On uwielbia popcorn z kina, a rodzice mu nie kupują.

No to, rozumiesz, ja właśnie wtedy pojąłem, że wcale nie kupowałem popcornu dla nas. Cały seans czułem się jakby nie na miejscu, wszędzie blokada. Po kinie odwożę ją do domu, ona wysiada z kubełkiem, cała szczęśliwa, a ja jak kurier na dodatek opłacony z własnej kieszeni

Gdyby jeszcze chodziło o to, że Grażyna nie ma pieniędzy A ona dobrze zarabia, samochód, ubrana jak trzeba. To nie był problem z kasą. Raczej kwestia podejścia.

A ostatnią kroplą była zeszła sobota. Zaprosiła mnie do siebie, obiecała najlepsze pierogi w Łodzi. Jadąc, wziąłem dobre wino, owoce, porcję łososia w plastrach Chciałem, żeby stół był bogaty. W domu pachniało tak cudownie drożdżowym ciastem, że aż się zakręciło w głowie!

W kuchni, pod śnieżnobiałą ściereczką, ogromna misa pierogów. Siadamy, Grażyna leje herbatę i nakłada na talerz pięć sztuk.

Jedz, Adasiu, póki gorące mówi tak ciepło.

Pierogi cudowne! Trzy z mięsem, dwa z kapustą, jestem najedzony, uśmiech nie schodzi z twarzy. Gadamy, popijamy wino, tak właśnie wyobrażałem sobie domowe ciepło.

Po chwili, już trochę rozluźniony, rzucam żartem:

Grażynko, te pierogi to sztos! Moje wnuki dziś wpadają, przywiezie je córka na noc. Daj parę na wynos, niech spróbują, bo u nich zawsze tylko sklepowe.

I tu nagle zimny prąd. Wyobraź sobie, sekundę wcześniej uśmiechnięta, czuła, a tu nagle mina surowa jak szefowa w korporacji.

Och, Adamie bardzo bym chciała, ale niestety niedużo mogę dać. Wieczorem wpadnie do mnie Władziu, piekłam głównie dla niego

Podchodzi do misy, której zawartość spokojnie mogłaby wykarmić pół bloku. Wyciąga mały woreczek, wkłada do niego trzy pierogi. Dwa z kapustą, jeden z mięsem.

Proszę, poczęstuj wnuki. Ale muszę odkładać dla Władzia, bo by się źle czuł, gdyby mu zabrakło.

Patrzę na te trzy pierogi i aż robi mi się gorąco ze złości. Jeszcze przed chwilą przyniosłem wino, owoce, łososia, zawsze jej dogadzałem a ona naprawdę żałuje kilku pierogów moim wnukom?!

Próbuję ratować sytuację:

Grażyna, tam przecież jest cały stos! Twój Władek tego nie przeje, podeślij moim dzieciakom po dwa.

Ona ściska usta, przykrywa szczelnie misę, stanowczo mówi:

Adam, ja wszystko rozliczam. Władziowi obiecałam konkretne pierogi. Nie gniewaj się, ale nie mogę rozdawać, co ugotowałam. Najadłeś się, było dobre, prawda? A to dla wnuka.

Rozumiesz nazwała to rozdawaniem. Jakbym był obcy, co przyszedł po jałmużnę, a nie facet, który od miesięcy wkłada w tę relację czas, serce i pieniądze.

Dlaczego w jej świecie jestem niżej niż sześciolatek?

Pół godziny później wyjeżdżam, na fotelu obok leży ta paczka pierogów, których zapach, jeszcze przed chwilą domowy i ciepły, zaczyna mi pachnieć fałszem. Próbuję zrozumieć, co się właściwie między nami dzieje. Jedno jest pewne w jej układzie priorytetów to ja jestem sponsorem, człowiekiem od płacenia rachunków i popcornu na wynos tylko bez prawa do wzajemności.

Gdy chodzi o ciasto dla jej wnuka to normalne, przecież jesteśmy rodziną, chociaż po roku to raczej śmiała deklaracja. Ale jak poproszę o pierogi dla własnych wnuków nie mogę rozdawać.

To jest tak jednostronne Jej wnuk to świętość, a moje? Jakby sobie też dostały po jednym i starczy. Nawet się nie zorientowała, jak upokarzające było wręczenie dorosłemu facetowi mikroskopijnej paczuszki z pierogami.

W domu wnuki już były. Córa zmęczona po pracy rozpakowuje torby.

Tata, jak pięknie pachnie pierogami!

Wyciągam ten woreczek, czuję się głupio.

To od cioci Grażyny mówię, nawet nie patrząc jej w oczy. Spróbujcie.

Pierogi zniknęły w minutę jasne, że smakowały.

Dziadku, a są jeszcze? pyta wnuczka, oblizując palce.

Nie, Malwinko, więcej nie mam odpowiadam i idę się przewietrzyć na balkon.

Stoję na zimnie, patrzę na światła Łodzi i kombinuję: po co mi ta relacja? Po co mi kobieta, która wydaje się uważać moje pieniądze za wspólne, gdy chodzi o jej wnuka, ale swoje pierogi traktuje jakby były złotą rezerwą NBP? To przecież nie o jedzenie chodzi. Lodówkę mogę zapełnić na bogato w pięć minut. Chodzi o podejście.

A ona wieczorem nawet nie zauważyła, że coś się stało. Zadzwoniła, trajkocząc, że Władziu najedzony, zadowolony, ogląda bajki. Słuchałem i milczałem. Chciałam jej powiedzieć: Moje wnuki też pytały, czy jest jeszcze, i musiałem im odpowiedzieć, że nie. Ale nie powiedziałem.

Miałeś kiedyś podobnie? Że wszystko, co dobre, zawsze w jedną stronę, a od Ciebie tylko się oczekuje? Co byś zrobił? Rozmawiać o tym z nią? Czy może ja po prostu przesadzam i trzeba się pogodzić, że taka już jest babcina oszczędność?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 − jeden =

Spotykałem się z kobietą prawie rok, nie żałowałem pieniędzy na nią i jej wnuczka. Ale wystarczyło, że poprosiłem ją o pierogi na wynos, a od razu dowiedziałem się, gdzie jest moje miejsce