Wieczór spotkań
Kasia była najmniej widoczną dziewczyną w klasie. Przynajmniej tak sama uważała. Niska, szczupła, a do tego jeszcze rude włosy… Kasia miała kompleksy z powodu swojego wyglądu, z zazdrością patrząc na jasnowłose i niebieskookie koleżanki.
– Córeczko, jeszcze rozkwitniesz jak róża – pocieszała ją mama – ja też późno zaczęłam być podobna do młodej damy. Dopiero w wieku szesnastu lat. Więc nie spiesz się, a jeszcze zdobędziesz serca chłopców. A teraz masz dopiero trzynaście lat.
– Mamo, ja wcale się nie spieszę – spuszczała rzęsy Kasia, ale jej zielone oczy zdradzały inne uczucia. Kasia z smutkiem patrzyła na swoje odbicie w lustrze, wzdychając.
Od dawna podobał jej się chłopiec z równoległej klasy – Mateusz. Wysportowany, wysoki, wesoły. A jego odwaga w zabawach była wręcz nieposkromiona. Obserwując chłopaków grających w koszykówkę na wf-ie, Kasia śledziła każdy ruch Mateusza. Jego zapał i energia napędzały całą drużynę, która niezmiennie zwyciężała.
Nawet gdyby Mateusz nie był tak przystojny, Kasia i tak by się w nim zakochała, ale jego urok nie dawał jej żadnych szans na przyjaźń z takim liderem.
Co więcej, wokół Mateusza zawsze byli przyjaciele i koleżanki – nie można było się przedrzeć. Nigdy nie był sam, zawsze otoczony grupą znajomych. Nawet przelotne spotkania w korytarzu były dla Kasi powodem do radości, ale jej brak pewności siebie zawsze sprawiał, że szybko odwracała wzrok, mijając go.
Kasia nikomu nie mówiła o swojej młodzieńczej miłości, ale wydawało jej się, że wszyscy znają jej sekret, przez co czerwieniła się z myślą, że koledzy będą się z niej śmiać, a jeszcze gorzej – sam Mateusz…
Dlatego postanowiła na dobre zapomnieć o przystojniaku, starać się go ignorować i nie myśleć o nim w ogóle. Początkowo nie było to łatwe, ale silna wola zrobiła swoje. Kasia uspokoiła się i z czasem poczuła większą pewność siebie. Wewnętrznie była z siebie dumna.
– Najważniejsze, żeby nie zbliżać się do niego – szeptała sama do siebie. Na widok obiektu jej dawnych uczuć, szybko znikała, chowając się za plecami innych.
Minęły dwa lata. Kasia dobrze się uczyła, wyrosła i przestała się tak krępować, ponieważ przewidywania mamy się spełniły: z dziewczynki Kasia stała się piękną, szczupłą dziewczyną w ciągu jednego lata.
Po skończeniu ósmej klasy, Kasia rozpoczęła naukę w technikum. O losach Mateusza i innych dowiadywała się od swojej byłej wychowawczyni. Pani Zofia mieszkała na tej samej ulicy co Kasia.
Na szkolne spotkania Kasia nie chodziła. Z jakiegoś powodu jej klasa nie była zbyt zgrana i nie miała tam wielu przyjaciół. Raz, kiedy zorganizowano spotkanie z okazji jubileuszu pani Zofii, Kasia zdecydowała się pójść, by złożyć ulubionej nauczycielce życzenia.
Minęło przecież trzydzieści lat od ukończenia szkoły! Spotkanie było wzruszające, ponieważ wielu widziało się po raz pierwszy od lat. Przybyli także uczniowie z równoległej klasy.
Kasia zadrżała na widok Mateusza. Wysoki, elegancki mężczyzna z siwizną, zadbaną brodą. Niewiele przypominał tamtego chłopca-wariata. Tylko oczy były te same – Mateuszowe, wesołe, z iskierkami.
W sali było gwarno. Po gratulacjach dla pani Zofii grupy uczniów rozmawiały ze sobą, niektórzy się obejmowali.
Jakież było zdziwienie Kasi, gdy Mateusz podszedł do niej, szeroko się uśmiechając, i zawołał:
– A oto moja tajemna szkolna miłość… Kasia.
Ukłonił się lekko i pocałował jej rękę. Jakby nie minęły dziesiątki lat – Kasia zarumieniła się.
– Miłość? Ja? – zapytała zarumieniona, – dlaczego dowiaduję się o tym tak późno?
Obydwoje się roześmiali. Oczywiście, wszyscy mieli już rodziny, dzieci. Także Mateusz i Kasia.
Mateusz i Kasia stali na uboczu. Rozmawiał o swojej pracy, rodzinie i synu.
– Też mam syna – odpowiedziała Kasia, jak zawsze marzyła. Westchnęła, a potem spojrzała na Mateusza i nagle zapytała:
– Ale powiedz mi: dlaczego? Dlaczego ci się podobałam? Byłam przecież najcichsza i najskromniejsza… I do tego niezbyt ładna…
– Właśnie dlatego. Nie chciałaś być z nami jak wszyscy inni. Zawsze mijałaś mnie z podniesioną głową… Nie mogłem nawet pomyśleć, żeby do ciebie podejść. Duma. Ale bardzo mi się podobałaś. Teraz to już tylko słodkie wspomnienie młodości.
– A ty podobałeś mi się nie mniej, nawet nie mogę ci wszystkiego opowiedzieć… – wyznała nagle Kasia – ale nie dało się przebić przez tłum twojej świty… I podejść pierwsza, nie miałabym odwagi. To była dziecięca miłość.
– Kto wie… – zamyślił się Mateusz – być może nieświadomie coś przegapiliśmy w życiu.
– Może – zaśmiała się Kasia – Może spotkamy się w przyszłym życiu…
– Będę szukał twoich zielonych oczu – szepnął Mateusz i uśmiechnął się, wyraźnie oczarowany Kasią. Ona faktycznie była piękna, jak ten późno rozkwitły kwiat, o którym mówiła jej mama.
Nagle ktoś zawołał Kasię.
– Mamo! Przyjechaliśmy z tatą po ciebie, tak jak prosiłaś…
Do Kasi i Mateusza przedzierał się przez tłum młody człowiek.
– Poznaj, to mój syn… – powiedziała Kasia z uśmiechem.
– Mateusz – z radością podał rękę syn Kasi.
– Mateusz Kowalski – wyciągnął szeroką dłoń Mateusz senior. Spojrzał na Kasię z zaskoczeniem, czułością i niejakim zagubieniem.
A Kasia pomachała mu na pożegnanie i udała się do wyjścia. Na progu szkoły Mateusz ją dogonił.
– Posłuchaj, Kasiu… – spojrzał na nią wilgotnymi oczami – dziękuję ci…
– Za co? – zdziwiła się Kasia.
– Za syna. Kolejny Mateusz rośnie. Dzięki za wspomnienia…
Kasia skinęła głową. Podeszła do samochodu i usiadła na tylnym siedzeniu.
Mąż Kasi zapytał:
– No i jak poszło?
– Dobrze – odpowiedziała Kasia – Wielu z naszych przyjechało. Miło było zobaczyć. Trochę to także smutne, wiadomo. Czas nas zmienia… Ale cieszę się, że pani Zofia ma się dobrze. Niezłomna nauczycielka. Oby miała zdrowie na wiele kolejnych pokoleń uczniów…



