Spotkanie Absolwentów. Opowieść.

23 listopada 2025 pamiętnik

Dziś wpadłem w nurt wspomnień o dawnych latach szkolnych, a serce zabiło szybciej, kiedy pomyślałem o Jadwidze. Ostatni raz, gdy ją widziałem, mieliśmy po piętnaście lat, a teraz już trzydzieści. Zastanawiałem się, jak wygląda w tym małym miasteczku Sandomierzu po latach.

Pewnie ma troje dzieci i mężaalkoholika myślę z niepokojem, choć sam odebrałem się z domu, a nie ona.

Zostaliśmy przywitani tak, jakbym miał wystąpić na scenie w Teatrze Narodowym trochę nie na miejscu, trochę rozbawiająco. Jadwiga wśród absolwentów nie pojawiła się, więc pomyślałem, że to chyba lepsze niech ta nostalgią płynie w milczeniu, a ja nie muszę się gniewać na jej ewentualne niedoszłości. Lecz potem ją ujrzałem.

Miała delikatne dłonie z niebieskimi żyłkami, twarz wąską niczym liska, krótkie, puszyste jasne włosy przycięte na kępkę przypominały zgniecione mniszki. Wtedy wykrzyknąłem w duchu: Jak piękna jest Jadwiga.

Paweł Gubański, mój kolega z klasy, roześmiał się i rzucił:
Ty to znowu gadzasz! Patrz na Agnieszkę ma długie włosy i gładką skórę. A Jadwiga jest blada i pełna pryszczy.

Rzeczywiście na jej policzku były drobne wypryski, ale nie psuły jej urody. Przyznałem się Pawełowi:
No tak, chyba masz rację.

Nie wiedziałem, jak zaprzyjaźnić się z Jadwigą. Dziewczyny od lat nie rozmawiają z chłopakami tak, jak kiedyś, a gdybyś podszedł i zagadał, Agnieszka natychmiast zaczęłaby się drwić z narzeczonego i narzeczonej.

Paweł wpadł na pomysł, by zorganizować urodziny w swoim mieszkaniu. To nie było duże lokum, ale wystarczyło nam wszystkich razem mama Pawła wymyślała zagadki, a my graliśmy w transformery, które dostały od kolegów, a ja byłem największy z nich.

Mamo, mogę zaprosić całą klasę? zapytałem dzień przed przyjęciem.
Całą klasę? zdziwiła się mama. Gdzie ich pomieścimy?
Proszę, mamo!
No i tak i tak przyjdą? podkurzył ojciec z innego pokoju. Zróbmy bufet, niech się huczą, nie przy stole siedzą.
A rodzina?
Na inny dzień odpowiedział ojciec, ale nie zapomnijmy o obrusie, serwetkach i siedmiu daniach.

Zdecydowaliśmy się na to. Bałem się, że Jadwiga odmówi przyjścia, zwłaszcza że nie stać ją na prezent. Wszyscy wiedzieli, że pochodzi z licznej rodziny: matka bibliotekarka, ojciec pijany, słodycze na święta, a kurtki zapożyczone od starszej siostry.

Kiedy podszedłem do Jadwigi, by ją zaprosić, wyplątałem się językowo:
Chciałbym poprosić cię o mały prezent może narysujesz mi okładkę płytki?

Nie zrozumiała, więc wyjaśniłem, że nasz pies Burek podarł okładkę starej płyty, a ja potrzebuję nowej.

Nie macie magnetofonu? zapytała nieufnie, bo słyszała, że mój ojciec ma sieć restauracji i najnowszy sprzęt, a ja w domu mam jedynie zwykłe głośniki.
Mam, ale wolę winyle odparłem. Narysujesz?

Jadwiga dostała pięć w szkole i jej prace często wisiały na wystawach szkolnych i okręgowych.
Dobrze, narysuję zgodziła się.

Podczas urodzin, kiedy połowa gości grała w konsolę, a druga oglądała film na wideomagnetowcu, pokazałem Jadwidze, Michałowi i dwóm dziewczynom odtwarzacz i winyle. Słuchałem Beatlesów, jak mój ojciec, a nasz pies Burek podarł okładkę ich albumu.

Na początku Jadwiga nie była pod wrażeniem odtwarzacz nie robi furoru, ale gdy włączyła się muzyka, usiadła jak wpatrzona, słuchając jakby marsz wojska. Michał znudził się i wrócił do konsoli, a dziewczyny zaczęły tańczyć. W pokoju tłoczyli się inni, kręcąc się jakby ogarnięci prądem, a Jadwiga siedziała na skraju łóżka, nie ruszając się.

Kilka dni po imprezie podeszła i zapytała:
Czy mogę pożyczyć płytę? Obiecuję, że będę ostrożna!

To jest ojcowski, nie wolno go nikomu dawać odrzekłem. Ale możesz przyjść do mnie i słuchać, kiedy chcesz.

Zawstydziła się nieco.
Trochę niewygodnie, westchnęła.

Jak noszenie spodni na głowę i spanie na półce, zażartowałem w stylu mojego ojca. Reszta jest wygodna, więc przychodź.

Tak zaczęło się nasze przyjaźń, najpierw zbudowana na wspólnej miłości do legendy Beatlesów, później po prostu tak, bez żadnych kombinacji.

Mama nie rozumiała:
Igorze, naprawdę chcesz się przywiązać do tej dziewczyny? Ona nie ma nic, patrzy w twoją twarz i kiwa głową. Nie rozumiem, że to za dużo. Co macie ze sobą wspólnego, ona przecież biedna? Szkoła, liceum

Mamo, nie chcę jeździć na drugi koniec miasta protestowałem. W tej szkole jest dobrze, nauczyciele super, a ja mam świetną wymowę i bogaty zasób słów, o tym mówiła moja korepetytorka.

Mamo ciągle namawiała mnie na liceum, ale nie chciałem nie dla Jadwigi, a po prostu dlatego, że lubiłem tę szkołę.

Niech dziewczynie głowę się kręci, zażartował tata, młode serca.

Złościło mnie to, uszy zakrwawiające się od wstydu, ale przynajmniej dało mi rok wolności od nacisków rodziców. W dziewiątej klasie mama wpadła do pokoju, gdy studiowałem sylwetkę Jadwigi, i wtedy wszystko się zmieniło.

Na początku myślałem, że to nic, bo po wyjściu Jadwiga poszła do domu, a tata wrócił cicho. Trzy dni później ojciec oznajmił:
Przeprowadzamy się do Warszawy.

Do Warszawy? nie mogłem uwierzyć.

Rozwijam sieci restauracji, otwieram nowy lokal, a ty wkrótce będziesz studiował w stolicy, gdzie konkurencja większa. Zajmuję się już liceum i korepetytorami.

Nie jadę odmówiłem.

A gdzie się wybierzesz?

Nie było dokąd się udać. Jadwiga płakała, kiedy usłyszała wiadomość, a ja obiecałem, że dokończę szkołę i przyjadę po nią. Słuchała mnie, jakby rozmawiała z dorosłą osobą:
Nigdy nie wrócisz

Na pożegnanie podarowałem jej tę płytę, którą narysowała, i przy której po raz pierwszy się pocałowaliśmy.

Wszystko wskazywało, że pomysł przeprowadzki wymyśliła mama. Byłem na nią wściekły, tak samo na tatę. Gdy w dziesiątej klasie kolega wyjechał do Londynu, powiedział ojcu:
Ja też chcę tam iść.

Mama rozpadła się w płaczu, bo bała się zostawić go samego. Wiedziałem, że mam starszego brata, który zmarł w wieku jednego roku z powodu wrodzonej wady serca, a mama długo nie mogła mieć kolejnego dziecka. To wszystko tłumaczyło jej lęk przed utratą kolejnego syna, choć czasem czułem w tym pewną satysfakcję.

W Londynie zwiedziłem wszystkie miejsca związane z moimi idolami, zacząłem palić, zmieniłem fryzurę, zmieniałem dziewczyny co tydzień, chcąc zapomnieć Jadwigę. Każda z nich szybko mnie nużyła.

Po powrocie do Polski pomagałem tacie w restauracjach. Do tego miałem już dwa półtrwałe związki: z Greczynką, która wciągnęła mnie niczym kleszcz, i z brytyjską studentką Janą, bladą i puszystą. Mama od razu zaczęła szukać mi odpowiednią żonę. Przeniosłem się do mieszkania, które ojciec podarował mi na osiemnaste urodziny, i prawie nie wracałem do domu. Mama dzwoniła, a ja nie odbierałem. Tata chciał, żebym był łagodniejszy, a ja odpowiadałem:
Chciała, żebym odniósł sukces? Odniosłem. Ale nie zamierzam się z nią żenić. Niech sobie to zapisze na nosie.

Kiedy Michał napisał, nie od razu rozpoznałem go jego awatar nie pasował do tego, co pamiętałem. Gdy już się wyjaśniliśmy, cieszyło mnie, że zgodziłem się przyjść na zjazd absolwentów, choć nie byłem już uczniem.

Spotkałem się z Jadwigą, a ona patrzyła na mnie z uśmiechem, nie gniewając się.
Cześć wymamrotałem. Nic się nie zmieniłaś.

Rzeczywiście, wciąż była szczupła, blada, z niebieskimi żyłkami w dłoniach. Tylko włosy wydłużyły się.

Od tego momentu przestałem zauważać innych. Rozmawialiśmy długo. Jadwiga była już zamężna, ale rozwiedziona, a jej jedyny syn miał dziesięć lat i miał na imię Igor, tak jak ja. Gdy usłyszałem własne imię, zakręciło mi się w głowie, ale nie mogłem odmówić przyjemności, jaką dawało jej towarzystwo.

Jedźmy razem powiedziałem, choć brzmiało to głupio. Zabierz syna, jedź do Warszawy, wszystko tam lepsze niż tu.

Wciąż jesteś marzycielem odparła smutno.

Czy to znaczy nie?

Jadwiga nie odpowiedziała, wstała i ruszyła w stronę pokoju. Nie udało mi się jej zatrzymać, nie miałem słowa, które ją przekonałoby.

A ja z tobą pojedę uśmiechnęła się Archanowa. W jakim hotelu się zatrzymasz?
W Centralnym, oczywiście.
Pozwól, że odprowadzę powiedziała żartobliwie.

Nie pytałem dalej. Zadzwoniłem po taksówkę i odjechaliśmy.

Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, pomyślałem, że to sprzątaczka, że przychodzą tak późno. Może pomyliliśmy pokój pomyślałem.

Na progu stała Jadwiga w tym samym sukni, włosy splecione w kok, oczy rozżarzone gniewem.

A gdzie ona?
Kogo?
Archanowa! Najpierw zabrała mojego męża, a teraz i ciebie?

Rozśmieszyło mnie to.
Nie ma tu żadnej Archanowej. Chcesz sprawdzić?

Odstąpiłem, Jadwiga weszła, rozejrzała się, usiadła na krześle.

Zadzwoniła do mnie Julianka i powiedziała, że wyjechaliście razem.
Zawoziłem ją taksówką do domu, jak prawdziwy dżentelmen. To wszystko.
I nie pocałowaliście się?

Podniósł ręce i żartobliwie rzekł:
Nie mam winy!

Co więc? Ma też wypełnione usta i coś jeszcze.

Nie przyjechałem po to, odparłem. Po to, że spotkałem się z Tobą po piętnaście lat, wspominając obietnicę?

Czyżbyś czekała?
Zapomniałam Cię następnego dnia!
W porządku, i ja nie pamiętałem długo.

Czy mam iść?
Idź. Tylko Może najpierw posłuchamy płyty?
Płyty?
Tak, przywiozłem odtwarzacz.

Jadwiga zmrużyła oczy, roześmiała się i zapytała:
Czyli mnie zapomniałeś, a odtwarzacz przywiozłeś?

Dokładnie tak.

Wzięła torbę przy drzwiach, wyciągnęła z niej coś i podała mi. To była ta sama płyta, której okładkę narysowała i którą dałem jej na pożegnanie.

Zapomniałaś mnie następnego dnia, a płytę przechowywała wszystkie te lata? podśmiałem się.

Jadwiga wzruszyła ramionami. Delikatnie dotknąłem płyty, przeczesałem ją palcami żadna rysa. Położyłem ją na gramofonie, włączyłem. Muzyka wypełniła pokój.

Bez słów podeszliśmy do siebie, położyłem rękę na jej biodrze, ona położyła rękę na moim ramieniu. Zaczęliśmy się kręcić w powolnym tańcu, jak na balu szkolnym, którego nigdy nie mieliśmy. Na jej policzkach rozkwitła rumieniec, moje serce waliło jak po biegu na sto metrów. Czas przestał istnieć, nie ważne było, dlaczego zapomniałem obietnicy i dlaczego ona twierdziła, że nie jedzie ze mną. All You Need Is Love rozbrzmiało z gramofonu, a my poczuliśmy, że właśnie tak jest.

Dzień dziś zamknął się w pamięci jak najpiękniejszy fragment życia prosty, szczery, wypełniony dźwiękami, które łączą przeszłość z teraźniejszością.

—Zamknąłem oczy, poczułem ciepło płytki pod palcami i zrozumiałem, że najważniejsze w życiu jest nie tyle dotrzeć do celu, co cieszyć się melodią, którą gramy razem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 + 18 =

Spotkanie Absolwentów. Opowieść.