Zapiski z pamiętnika
— Dziewczyno! Dziewczyno, zaczekaj! No stójże! — Kinga odwróciła się i zobaczyła biegnącego za nią chłopaka w czapce. Czapka wydała jej się dziwnie znajoma. Gdzie mogła ją wcześniej widzieć? — Uff! W końcu! Trenowałaś się w biegach sprinterskich?! Ledwo cię dogoniłem! Mikołaj. Mówią na mnie Miki. W dowodzie Mikołaj Antoni Nowak. Solidnie, godnie, inteligencko. Ja… Uch, chwileczkę… — Chłopak pochylił się, oparł pięściami o kolana, ciężko łapiąc powietrze. Czapka zsunęła mu się z głowy i upadła na chodnik. Kinga automatycznie też się schyliła, chcąc ją podnieść, uderzyła głową w Mikołaja, tego solidnego i inteligenckiego.
— Ała! Tak nie można! — oburzeniem tupnęła dziewczyna, pocierając potłuczone czoło. Już chciała odejść, ale Miki złapał ją za rękę.
— Zaczekaj! Przepraszam, to był przypadek. Takie dziś pechowe dzień… Ty Boże drogi! Jesteś siostrą Kowalskiej? Anny? — szepnął młodzieniec, wkładając czapkę z powrotem na głowę. — Widziałam cię u niej w domu, tylko byłaś taaaaaka malutka… — Miki pokazał palcami rozmiar Kingi.
— Oszalałeś od upału? — spojrzała na niego z góry. — Gdy ja byłam taka mała, ciebie pewnie jeszcze na świecie nie było! Czego chcesz? Zatrzymujesz mnie!
— Więc nie jesteś Anią? Nie Anią Kowalską? — chłopak wyglądał na zawiedzionego, znowu próbował pokazać, jaką była mała, gdy ją widział.
— Nie. Jestem Kinga Wiśniewska. Do widzenia! — zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę przystanku, ale Miki nie odpuszczał, uparty ten inteligent.
— No i proszę, już się poznaliśmy! Ty Kinga, ja Miki, świetnie, prawda? Dlaczego taka markotna? I torbę taką ciężką niesiesz. Pomogę! — Już wyciągnął rękę do siatki, ale Kinga odskoczyła, jakby ten solidny Nowak miał ją za chwilę ukąsić albo okraść.
— Idź swoją drogą! Aaa! — domyśliła się. — Ty tak poznajesz dziewczyny, co? Oryginalne! Ale…
— No widzisz, już cię zaciekawiłem! Daj torbę, nie ucieknę. Buraków i cebuli u nas pełno, nie potrzebuję twoich — kiwnął głową na wystające z plecionej torby warzywa. — A w ogóle to dużo wiem! Wiem, dlaczego samoloty nie spadają, skąd bierze się piorun, czym jest perpetuum mobile, jak domowymi sposobami wywabić plamy po wiśniowym dżemie, jak…
Chciał kontynuować, ale Kinga nagle parsknęła śmiechem, wcisnęła mu torbę i kazała iść przodem.
— Czytałeś dziecięcą encyklopedię? — zapytała, w końcu przestając się śmiać.
— No i to też. Mieszkam z babcią. A moja babcia, Zofia Stanisława, mama mojego ojca, Antoniego, kobieta w kwestii wykształcenia bardzo skrupulatna! Ona we mnie „inwestowała”.
Miki próbował pokazać jedną ręką, jak babcia wkładała w niego wiedzę, co wyszło niezrozumiale.
— Co tak machasz rękami? Sygnalizujesz? Zaraz nas ktoś okradnie? — zaniepokoiła się Kinga.
— Ach, nie! To tak babcia, Zosia, wpychała we mnie wiedzę. Książki, filmy dokumentalne, wykłady w letnim teatrze, słuchowiska radiowe i referaty. Ona u nas, rozumiesz, zarządza oświatą, a głównym zadaniem było oczywiście moje oświecenie. Mogę ci opowiedzieć, jak wyhodować z jajka kurczaka w domowym inkubatorze, jak rozmnożyć fikusa, jak naprawić syfon, jak…
— No to nudne. Chcesz loda? — Kingi coraz bardziej podobał się ten inteligencki Miki z jego czapką i syfonami.
— Nie, dzięki. Laktoza mi szkodzi, lepiej oddychać. Tlen dotlenia mózg — machnął ręką. — Ale jeśli chcesz, kupię. — Proszę waniliowego, w waflu — zwrócił się do sprzedawcy.
— Skąd wiedziałeś? — zaciekawiła się Kinga, szybko złapała jego rękę wyciągającą pieniądze i sama zapłaciła.
— Czemu tak ze mną? Ja chcę poczęstować! — oburzyTego wieczoru obie babcie, Zofia i Barbara, zasiadły przy herbacie, dyskutując o dziwnym zbiegu okoliczności, który sprawił, że ich wnuki nie mogły oderwać od siebie wzroku, gdy znów przypadkiem spotkali się pod latarnią.



