Mój przyjaciel ze studiów Maks i ja spotykamy się okresowo, co trzy do czterech lat na naszym tradycyjnym spotkaniu w restauracji. Siedzimy wspominając przeszłość, opowiadamy o planach na przyszłość. Trzy lata temu, kiedy jak zwykle siedzieliśmy w restauracji, zadzwonił telefon, a na ekranie pojawiła się „ukochana żona – 2”.
– Tak, kochanie… spotkaliśmy się z przyjacielem, więc siedzimy… Ty też jesteś z koleżankami?.. Postaram się nie spóźnić. Pa.
– Jak się ma Ania? – spytałam, pamiętając, że ożenił się z naszą koleżanką ze studiów.
– Nie Ania, tylko Natalia. Jest moją drugą żoną. Teraz stało się dla mnie jasne, co oznacza ta cyfra „ukochana żona – 2″…
Minęły cztery lata. Miejsce akcji jest takie samo, bohaterowie też. I znowu dzwoni telefon. „Ukochana żona-3” wyświetla się na ekranie.
– Jak ma na imię nowa żona?
– Tereska.
– Maks, bez obrazy, ale dlaczego nie masz wpisanej swojej żony w telefonie po imieniu?
– Wiesz ile mam kontaktów w telefonie? Nie wymienię nawet, no dużo. A ile Teresek, Ani i Natalii? Co więcej, są to wszystkie kontakty biznesowe, a nie jakieś bzdety.
– A ich nazwiska są pewnie takie same – zażartowałem.
– No nie, ale i tak bym się pewnie pomylił, poza tym nie ma aż tylu znaków w sekcji imienia, żeby pełne dane wprowadzić, więc wymyśliłem system, aby się nie przejmować. Ukochana żona plus numer.
– A obecna żona nie jest zła na taką klasyfikację? Czy to nie skandaliczne?
– Ani trochę. Wie, że byłem żonaty, a moje argumenty są traktowane ze zrozumieniem. A jeśli nie zrozumie, może szybko stać się poprzednim numerem
– w ten sposób może pojawić się „ukochana żona – 4”, a następnie „ukochana żona – 5”?
– Może, czemu nie. Mamy czterdzieści pięć lat, więc jeszczewszystko może być…



