Jestem dzień przed moim weselem. Rzecz w tym, że z moim narzeczonym jestem od czasów szkolnych. Po ukończeniu studiów, zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo zmienił się w moim odczuciu. Był tak inny, myślałam, że kocham go. Po drugie naprawdę ważne jest jego życiowe podejście. Jako dziewczyna, nigdy nie płacił za mnie w kawiarni. Nie płacił też za taksówki. Dziewczyna według niego powinna być posłuszna, żyć według jego zasad dbać o swoje wykształcenie i być bardzo troskliwa.
Jeśli mężczyzna choruje, to kobieta powinna chwilowo wziąć na siebie całą odpowiedzialność za wszystko i troszczyć się o niego. Uważałam to za normalne, podchodziłam życzliwie do Janusza i jego zasad życiowych. Raz w tygodniu, na przykład, szłam z przyjaciółkami na kręgle. Oczywiście, płaciłam za siebie. One nie płaciły, ale płaciłem ja. Siedziałam i zastanawiałam się nad tymi dziewczynami. Nie zarabiałam dużo, ale zarabiałam normalnie. Chciałam jednak, żeby o mnie pamiętał i płacił za mnie, wykazał się. Tak więc zaczęłam czuć się z tym bardzo dziwnie.
Po tym incydencie myślałam przez kilka dni, a potem zadzwoniłam do Janusza i powiedziałam, że zmieniłam zdanie i nie chcę być z nim. On, oczywiście, nie zrozumiał, bardzo się śmiał, nie tłumaczyłam mu tego specjalnie. To mnie rozzłościło. Moi rodzice byli rozdarci w środku, gdyż widzieli go jako normalnego chłopaka. Minęła jakaś chwila, spotkałam innego mężczyznę, który za mnie płacił, dbał o mnie i czułam, że może mnie kochać. Myślę, że dokonałam właściwego wyboru. Jestem zachwycona: potrzebuję takiego kochającego mężczyzny.




