Ślub starszego brata

Ślub starszego brata

Nad horyzontem niebo już zaróżowiło się, a za chwilę wzejdzie słońce. W przedziale wagonu wszyscy spali, tylko Kacper nie mógł zasnąć, tylko on obserwował narodziny nowego dnia. Leżał na górnej półce i patrzył przez okno. Coraz częściej migały wsie i stacje z opustoszałymi peronami. Czyżby naprawdę miał już wkrótce być w domu?

Drzwi przedziału uchyliły się, wsunęła się konduktorka.

— Za pół godziny wasza stacja. Postój dwóch minut — powiedziała i zamknęła drzwi.

Kacper słyszał, jak w sąsiednim przedziale budziła innych pasażerów. Znów odwrócił się do okna, ale widok wschodu słońca stracił już swój urok. Usiadł, a potem zwinny jak kot zeskoczył na dół. Mężczyzna na dolnej półce westchnął i odwrócił się do ściany.

Kacper wziął ręcznik i wyszedł do korytarza. W prawie wszystkich przedziałach drzwi były uchylone, było duszno. W niektórych pasażerowie też już wstawali.

Toaleta była zajęta. Kacper znów spojrzał przez okno. Nie był w domu od czterech lat. Nikt go nie oczekiwał, bo nikt nie wiedział, że wraca. Postanowił zrobić niespodziankę. A teraz myślał, że to był głupi pomysł. Sam był już zdenerwowany, nie spał całą noc. A co będzie z mamą, gdy go zobaczy na progu?

Po śmierci ojca często chorowała. Zarówno z radości, jak i ze smutku, mogło ją rozboleć serce, skoczyć ciśnienie. Powinien był chociaż Dawidowi zadzwonić, uprzedzić. On by mamę przygotował.

Kacper wrócił do przedziału, ubrał się, złapał plecak. Przy drzwiach obejrzał się — czy niczego nie zapomniał. Stanął przy oknie w korytarzu, czekając na swoją stację.

Dawid. Mama zawsze nazywała go tylko tak. Po śmierci taty zajął jego miejsce w rodzinie. Przyzwyczajona do tego, by we wszystkim radzić się ojca, teraz w ten sam sposób radziła się najstarszego syna. Dumna była z mądrego i poważnego pierworodnego.

A Kacper zawsze był Kacprem, młodszym, urwisem, psotnikiem. Wydawało mu się, że mama bardziej kocha Dawida niż jego. A tata? Tata wolał Kacpra.

— W kogo ty taki? — dziwiła się, gdy w dzienniczku widziała uwagę o złym zachowaniu.

— W rodzinie musi być jeden wariat. Jak w bajce. Nic nie szkodzi, przyjdzie czas, i ty będziesz ze mnie dumna — przechwalał się.

Mama tylko wzdychała.
Dawid skończył szkołę ze złotym medalem, bez problemu dostał się na ekonomię. Uczył się świetnie, mama była z niego dumna i stawiała go Kacprowi za wzór. A tamten wolał grać w piłkę, chodzić do kina i czytać książki o piratach, fantastykę, marzył o podróżach.

Kacpra drażniło i bolało uwielbienie matki dla starszego brata. Gdy chwaliła Dawida, stawiała go za przykład, Kacper z przekory robił wszystko na opak, jeszcze gorzej. On jest taki, jaki jest, i nie zamierza naśladować brata, choć uznawał jego rozum.

Gdy Dawid skończył studia, Kacper dostał świadectwo dojrzałości. Różnili się nawet wyglądem. Dawid był podobny do matki, jasnowłosy, niebieskooki, z pulchnymi, niemal dziewczęcymi ustami. A Kacper miał ciemne, niesforne włosy, wiecznie sterczące na wszystkie strony. Oczy złotawe, jak u kota. W dzieciństwie mama nazywała go kotkiem. A Dawida? Kacper nie mógł sobie przypomnieć. Pewnie i w dzieciństwie wołała na niego Dawid.

No i oczywiście miał iść na studia, jak starszy brat. Kacper skłamał, nie złożył papierów, a potem wmówił mamie, że nie starczyło punktów.

— To chociaż do technikum byś poszedł, może się uda. A tak to do wojska trafisz — powtarzała mama. — Dawid, powiedz ty mu.

— Kacper, bez wykształcenia dziś nic nie zdziałasz, kariery nie zrobisz. Mama ma rację. Spróbuj w technikum. Chcesz, pójdę z tobą? Potem będziesz pracował, studia zaoczne. Nie rób mamie przykrości.

— Jeszcze nie wiem, kim chcę być. Mamy w rodzinie jednego mądralę. Ktoś musi i w wojsku służyć. Jeśli wszyscy będą profesorami, kto będzie bronił ojczyzny?

— Zobaczysz, doigrasz się. Pomyśl o mamie, martwi się.

Kacper poszedł do wojska. Z początku było ciężko, potem się wciągnął, znalazł przyjaciół. Z jednym nawet po służbie wyjechał w Bieszczady. Tam ruszała się wielka budowa. Zadzwonił do mamy, powiedział, że chce popracować. Mama płakała, błagała, by wrócił. Dzwonił też Dawid i krzyczał. Ale Kacper postawił na swoim.

Dlaczego ma iść śladami brata? Nawet ubrania zawsze nosił po nim. Dawid nie grał w piłkę, nie darł spodni. Po co kupować Kacprowi nowe, skoro po bracie zostało pełno? Ma dość. Ma swoje życie. Niech Dawid siedzi w biurze, on woli pracować rękami. Udowodni, że też coś znaczy. Gdyby tata żył, na pewno by go poparł.

Do domu dzwonił rzadko, powtarzał, że wszystko u niego świetnie, ale wrócić nie może, bez niego się nie obędzie. Po czterech latach pierwszy raz jechał do domu. Dopiero teraz Kacper zrozumiał, jak bardzo tęsknił za mamą i Dawidem.

Zarabiał już na własne mieszkanie, urządził je, nie wstyd będzie dziewczyny wprowadzić. Tylko z dziewczynami mu nie szło. Zakochał się w księgowej Magdzie, a ta okazała się mężatką. To przez nią, żeby zapomnieć, wziął urlop i pojechał do domu.

Za oknem widać już było blokowiska miasta. Kacper wyszedł do przedziału. Pociąg zwalniał, wreszcie zatrzymał się. Konduktorka otworzyła drzwi. Wszedł na peron, poprawił plecak i ruszył w miasto lekkim krokiem.

Słońce już wstało, zapowiadał się upalny dzień. Kacper szedł ulicami rodzinnego miasta, wdychając zapachy dzieciństwa i rozglądając się na wszystkie strony. Wyobrażał sobie, jak zrobi furorę. Dawid pewnie jeszcze w domu, nie poszedł do pracy. Mama otworzy drzwi, krzyknie, rzuci mu się w ramiona… Jak on za nią tęsknił!

I oto klatka. Długo stał przed drzwiami, wreszcie nacisnął dzwonek. Już miał powtórzyć, gdy zaskrzypiał zamek. Rozczochrana mama mrużyła oczy, zasłaniając narzucony na koszulę nocnąDrzwi otworzyły się szerzej, a w progu stanął nie tylko jego brat Dawid, ale także uśmiechnięta Magda z małą Zosią na ręku, która wyciągnęła rączki i zawołała radośnie: „Wujek Kacper!”.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście + 6 =

Ślub starszego brata