Ślub na horyzoncie? Nie mam już siły czekać! Alicja bardzo marzyła o szczęśliwym zamążpójściu. Nie…

24 kwietnia 2015

Zawsze marzyłem, by Krysia w końcu znalazła szczęście w małżeństwie. Po nieudanym małżeństwie wydawało się, że jej życie uczuciowe już się uspokoi, a tu niespodzianki losu nie miały końca. Z poprzedniego związku miała syna, Artura, który w tym roku skończył dwadzieścia lat.

To było wiele lat temu, kiedy na własne oczy przekonała się o zdradzie męża. Wróciła z delegacji dzień wcześniej i zastała go z opuszczonymi spodniami, próbującego naprędce pościelić łóżko. A na kuchni jej najlepsza przyjaciółka z czasów studenckich, parzyła kawę w Kryścinym szlafroku! Klasyka gatunku. Rozwód przyszedł błyskawicznie, a ta przyjaciółka została na zawsze wykreślona z jej życia. W brudnych szczegółach nie zamierzała się babrać. Skoro wina była oczywista, to kara również. Wystawiła męża za drzwi razem z walizką i zabroniła Arturowi kontaktów z ojcem. Wtedy nie miała nawet trzydziestu lat.

Minęło ponad dziesięć lat. Krysia nie próżnowała. Najpierw zrobiła magisterkę, potem obroniła doktorat z polonistyki. Dziś, czterdziestoletnia doktorka filologii polskiej, prowadziła katedrę na uniwersytecie pedagogicznym w Toruniu. Cenili ją jako fachowca. Przez te dziesięć lat samotności nie traciła nadziei, że jeszcze spotka kogoś porządnego. Uważała, że jest za młoda, by zająć się szydełkowaniem i pieczeniem szarlotek na okrągło do końca życia.

Nie brakowało kandydatów na męża, ale żadnego nie wpuszczała głębiej do swego serca. Jeden adorator już po pierwszej randce zaproponował ślub, potem pożyczył od Krysi tysiąc złotych (Bo przecież jesteśmy już prawie rodziną!”) i przepadł bez śladu. Drugi, wdowiec, zaraz zaprosił ją wraz z trójką swoich dzieci na wspólną kolację, prosząc przy okazji, by ugotowała obiad całej jego rodzinie. Choć dzieci były urocze, Krysia poczuła przytłoczenie. Łzy cisnęły się jej do oczu na myśl, że nie potrafiłaby podźwignąć tego ciężaru. Starała się siebie usprawiedliwiać myślą, że może jednak jest egoistką.

Wszystko wydawało się tracić sens. Kandydatów z każdym rokiem ubywało. Gdy już chciała zostawić przeszłość za sobą i uznać sprawę za zamkniętą, wtedy los znów ją zaskoczył.

Na jej drodze pojawił się on student z Ukrainy, Wadym, młodszy o dwanaście lat. Kiedyś był jej studentem. Został w Polsce, prowadził własny nieduży biznes pod Toruniem stację benzynową. Spotkała go przypadkiem, kiedy tankowała samochód. Rozpoznali się od razu, zaczęli wspominać czasy uniwersyteckie. Wadym wręczył jej wtedy swoją wizytówkę. Kto by się spodziewał

Od tamtej pory zaglądała raz w tygodniu po paliwo i przy okazji wymieniali kilka zdań. Wadym był czarujący, zapraszał ją do restauracji, do teatru, ale Krysia nie wierzyła w jego szczere intencje. Za każdym razem grzecznie odmawiała, nie chcąc wchodzić w ten romans, ale Wadym był wytrwały. Pamiętała go jeszcze jako studenta ambitnego i pracowitego, doskonale władającego językiem polskim. Na wydziale wszystkie dziewczyny zerkały na niego z zachwytem.

Pamiętam, jak kiedyś Wadym podarował Krysi rzeźbioną szkatułkę. W środku była kartka: Pani Doktor Krysia! Kocham Panią!. Krysia była tak zaszokowana, że podarła liścik na drobne kawałki, oddała szkatułkę Wadymowi do ręki i uciekła zawstydzona.

Następnego dnia przyszedł do jej gabinetu z przeprosinami.
Pani Doktor, przepraszam, nie chciałem urazić. Bardzo mi się Pani podoba.
Dobrze, Wadym. Proszę wrócić na wykład odpowiedziała tylko krótko.

Aż do końca studiów trzymał się od niej z daleka. Teraz, lata później, znów los zetknął ich drogi. I Krysia myślała: Przecież już mnie z nim nic nie łączy, jesteśmy tylko kobietą i mężczyzną. A życie jest krótkie….

Uległa losowi. Zaczął się ulotny romans, którego smaku nigdy wcześniej nie poznała. Pierwsze spotkanie z Wadymem było zupełnie inne niż wszystkie. Był czuły, radosny i pełen pomysłów. Różnica wieku nie przeszkadzała im w niczym. Krysia z łatwością mogła być wesołą dziewczynką, Wadym dojrzałym człowiekiem.

Nadała mu przezwisko Witek. On nie protestował, zaś Krysię również nazywał po swojemu Krysią. Była wtedy najszczęśliwsza na świecie po raz pierwszy poczuła się prawdziwie kochana i pożądana. Miłość zapłonęła, na przekór zdrowemu rozsądkowi.

Wadym nie mówił o ślubie. Szykował się do powrotu na Ukrainę, gdzie rodzina już wybrała mu narzeczoną siedemnastoletnią Katerynę z dobrego domu. Krysia nawet nie myślała o opuszczeniu Polski, niemożliwe było zostawić matkę i syna. Rodzina Witka raczej nie zaakceptowałaby starszej, obcej żony. Co tu dużo mówić nie pasowałaby tam.

Bo swój chleb bardziej smakuje niż cudze ciasto.

Postanowiła więc oddać Wadowi cały zapas czułości, jaki jeszcze miała. „Ile mi tej kobiecej miłości zostało? Garstka. Dam mu wszystko niech się udławi” – zwierzała się swojej mamie.

Mama była nieugięta:
Krysiu! Po co ci ten cudzoziemiec? W Polsce witeczków ci nie brakuje! Nigdy nie dam ci matczynego błogosławieństwa! Twój były mąż przecież ciągle o ciebie się stara. Nie widzisz? Mogłabyś mu wybaczyć. Artur bardzo go kocha marudziła.

Mamo, przecież Bartek mnie zdradził! odburknęła Krysia.

Oj, dałby już sobie spokój. Sto razy cię przepraszał. A sama jesteś sobie winna z tymi doktoratami faceta zaniedbałaś. Jak facet bez opieki, to każda go przechwyci. mamrotała dalej mama.

A czemu ty tacie nie wybaczyłaś, mamo? On też przepraszał.

Ach, dziecko! Co ty tu porównujesz? Twój ojciec odszedł zanim się urodziłaś, zrobił trójkę dzieci na boku i dopiero potem zajrzał, żeby cię zobaczyć. Po co mi taki z trzema ogonami? A Bartosz twego nie ma nikogo od lat. Czeka, aż go zawołasz

Ech, mamo, nie chcę wychodzić za Witka. Jestem już za stara. Poczekam, aż mnie sam zostawi. Sama nie potrafię. Zobaczymy, co będzie… zamyśliła się Krysia.

Ech, dziecko… Stara kobyła też lubi sól westchnęła mama.

Minęły trzy lata. W końcu nadszedł czas pożegnania. Będę z tobą w kontakcie, kochanie powiedział tylko Wadym. Krysia była na to przygotowana, lecz gdy przyszło oddać go młodej Katerynie, bolało i tak. Na pożegnanie Wadym podarował jej tę samą szkatułkę. W środku, zamiast kartki, znalazła pierścionek w kształcie dwóch aniołków trzymających serce z brylantu.

Zostawiam ci serce, Krysiu powiedział, żegnając się wzruszony.

Wyjechał na Ukrainę.

Rok później przysłał z Kijowa ślubne zdjęcie: Moja żona Kateryna. Rok później kolejne, z dopiskiem: Moja druga żona, Nadija. Wyjaśnił, że tam wielożeństwo nie jest zabronione.

Patrząc na te raporty z życia Witka, nie czuła już cienia zazdrości. Co te młode dziewczęta mogą wiedzieć o wielkiej miłości? Trochę radował ją jego smutny wzrok może tęskni, a może i kocha nadal? Ale starą miłość łatwo przykryje nowa…

Skończyła się bajka. Krysia odwróciła kartę. W tym czasie Artur założył rodzinę, do domu przyprowadził synową. Gdy urodziła się im córka, Krysia poprosiła, by dali jej imię Krysia chciała, by historia tej namiętnej miłości pozostała w pamięci rodziny na zawsze.

Wybaczyła (a może po prostu żal jej się zrobiło) byłemu mężowi. Skoro wina, to i pokuta. Bartek wracał przez teściową. A mama w końcu przekonała Krysię, by dać mu kolejną szansę:
Zrozumiał swoje błędy. Kto z nas bez winy? Nie grzech po lesie chodzi, a po ludziach. Każdemu może się noga powinąć.

Teraz Krysia i Bartek żyją razem, starają się o siebie dbać. Krysia wreszcie skończyła kurs robótek ręcznych i robi małej Krysi kolorowe skarpetki ze wzorami przypominającymi arabskie ornamenty

Dziś wiem jedno: szczęścia nie można wymusić na siłę, ale trzeba mieć do niego zaufanie nawet jeśli dotrze do nas okrężną drogą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia + 13 =

Ślub na horyzoncie? Nie mam już siły czekać! Alicja bardzo marzyła o szczęśliwym zamążpójściu. Nie…