Dziennik Zofii.
Wychodziłam za mąż moją córkę. Gości było niewielu, może trzydziestu pięciu, głównie krewni i przyjaciele pana młodego.
Moja córka, Kinga, była piękna jak każda panna młoda. Dla mnie jej wczesne małżeństwo w wieku dziewiętnastu lat było zaskoczeniem. Mimo to, jak każda matka posłusznej i dobrej dziewczyny, miałam nadzieję, że Kinga najpierw skończy studia, a dopiero potem… Ale stało się, jak się stało. Córka była na drugim roku, a jej narzeczony, Krzysztof, na ostatnim. Postanowili się pobrać i koniec. Krzysztof uważał, że życie bez ślubu to brak powagi – jego dziewczyna zasłużyła, by od razu zostać żoną na zawsze.
Były mąż, ojciec Kingi, nie przyszedł na wesele, choć został zaproszony. Co prawda podarował córce pewną sumę pieniędzy, za co byłam wdzięczna. Minęło już pięć lat, jak odszedł z rodziny, nie garnął się do kontaktów z Kingą, ograniczał się do alimentów przelewanych przez księgowość.
Wesele w pełni. Wszystko było wspaniałe, wodzirej znał się na swoim fachu. Tylko jeden z gości, pewnie daleki krewny Krzysztofa, niepokoił mnie – nie spuszczał ze mnie wzroku. Gdziekolwiek się w sali znalazłam, czułam jego wpatrzone we mnie oczy. Ten wzrok wręcz „wiercił” mnie na wylot. Byłam nawet zła – jak śmie ten chłopak tak na mnie patrzeć?
Zabrzmiał walc, rzadkość na współczesnych weselach, bo mało kto już potrafi go tańczyć. Uwielbiałam walce, więc z radością poszłam zatańczyć z tym samym chłopakiem, na którego pięć minut wcześniej byłam zła za jego natrętne spojrzenie. Tańczył bosko. Byliśmy najpiękniejszą parą w centrum sali. Zawsze wyglądałam dobrze, ale tego dnia przypominałam raczej siostrę niż matkę panny młodej. Suknia w szmaragdowym kolorze opływała moją smukłą sylwetkę, niedbale-modna fryzura i błysk w oczach czyniły mnie nieodpartą.
— Gdzie nauczyłeś się tak tańczyć? — spytałam, gdy odprowadzał mnie po walcu.
— Przez lata trenowałem tańce towarzyskie. Mam wprawne oko, od razu wiedziałem, że nikt tu nie tańczy lepiej od pani — odpowiedział z uśmiechem.
Na resztę wieczoru Tomek — tak się okazało, że miał na imię — tańczył tylko ze mną. Nie odstępował mnie na krok, by zdążyć z zaproszeniem na każdy kolejny taniec. Lekko kręciło mi się w głowie od szampana i uczucia niezwykłej lekkości, jak za młodych lat.
— No i co z tego, że młodszy? Przynajmniej natańczę się do utraty tchu – kiedy jeszcze będzie okazja? — pomyślałam.
Po ślubie Kinga wyprowadziła się do męża. Na razie wynajmowali mieszkanie. Mój tygodniowy urlop dobiegł końca, wróciłam do pracy w ośrodku pomocy społecznej. Byłam niezwykle zaskoczona, gdy po wyjściu z budynku zobaczyłam Tomka z bukietem kwiatów.
— Po co tu przyszedłeś? I jeszcze z kwiatami? Jutro cały zespół będzie się ze mnie śmiał i pytał, w której klasie gimnazjum uczy się mój adorator! — oburzyłam się.
— Już pracuję po studiach. Mój dzień kończy się godzinę wcześniej i poczułNastępnego dnia koledzy z pracy tylko się uśmiechali, ale ja już wiedziałam, że nie zrezygnuje tak łatwo.



