Ślub bez pana młodego

Magdalena stała przed lustrem w białej sukni ślubnej, nie mogąc uwierzyć w ten absurd. Suknia leżała idealnie mama Wanda trzy tygodnie dbała o każdy szew, każdą koronkę. Teraz ta cała wspaniałość wisiała na niej jak całun.

Madziu, gotowa? W drzwiach stanęła ciotka Grażyna, przyjaciółka mamy. Goście schodzą się, samochody czekają.

Tak, gotowa skłamała Magdalena, poprawiając welon. Ciociu Grażyno, może jednak odwołamy? To takie nienaturalne…

Co ty pleciesz, dziecko! załamała ręce kobieta. Twoja mama włożyła w to tyle wysiłku, tyle złotych wydała! I goście przyjechali, stoły zastawione. A ten twój Robert… Ciotka pokręciła głową. Sam sobie winien. Nie było potrzeby uciekać w ostatniej chwili!

Mama Wanda weszła do pokoju z oczami czerwonymi od płaczu, lecz z twardym wyrazem twarzy.

Dość, Magdalenko! Koniec narzekań! powiedziała stanowczo. Nie pozwolę temu głupcowi zepsuć nam święta. Zrobimy wesele! Niech cały Poznań zobaczy, jaką mam piękną córkę!

Mamo, przecież to śmieszne! Wesele bez pana młodego? Co ludzie powiedzą?

A cóż powiedzą? Mama podeszła bliżej i poprawiła Magdalenie kolczyki. Powiedzą, że Wanda Kowalska to dzielna baba! Że nie została w domu płakać, tylko pokazała światu, że jej córka zasługuje na najlepsze! Ot, co powiedzą!

Magdalena westchnęła. Mama była w swoim żywiole kiedy coś postanowiła, nie można było jej odwieść. A postanowiła to poprzedniego wieczoru, gdy Robert zadzwonił i oświadczył, że nie jest gotów na małżeństwo.

Mamo, pomyśl tylko, jaka kompromitacja! spróbowała jeszcze raz Magdalena.

Kompromitacją jest kobieta, która całe życie czeka na niewartego faceta! A my pokażemy, że potrafimy żyć bez niego! Mama odwróciła się do drzwi. Koniec gadania. Idziemy!

W sali weselnej zebrało się już z czterdzieści osób. Rodzina, sąsiedzi, koledzy pracy mamy. Wszyscy szeptali między sobą, rzucając pełne współczucia spojrzenia. Magdalena czuła się jak w teatrze absurdu.

Oj, Magdalenko, jakaż ty śliczna! Podbiegła ku niej kuzynka Beata. Ale gdzie… no właśnie… jak się masz?

Jak widzisz odparła Magdalena sucho.

Mama weszła na niewielkie podium, gdzie zazwyczaj grała kapela, i uderzyła łyżeczką w kieliszek.

Kochani! zaczęła. Dziś wyjątkowy dzień. Moja córka, Magdalena, wychodzi za mąż… za swoje nowe życie! Za wolność od niewartych ludzi! Za prawo do szczęścia!

W sali zaległa cisza. Ktoś zakaszlał zakłopotany.

Wandziu, ty kompletnie oszalała? wyszeptała siostra mamy, Zofia.

Przeciwnie, po raz pierwszy przytomnieję! odparła mama. Magdaleno, chodź tu!

Magdalena niechętnie podeszła. Mama objęła ją ramieniem.

Oto ona, moja piękność! Mądra, dobra, złote rączki! A ten… jak mu tam… Robert, on jej nie wart! I niech wszyscy wiedzą my nie beczymy, my się cieszymy!

Mamo, przestań syknęła Magdalena przez zęby.

Nie przestanę! Mama uniosła kieliszek. Za moją córkę! Za to, że w porę zrozumiała, z kim wiązać życie to zły interes!

Goście niepewnie podnieśli kieliszki. Ktoś zamruczał: Za Magdalenkę, ktoś inny tylko cicho pociągnął łyk.

A teraz siadamy do stołów! ogłosiła mama. Czas na zabawę!

Magdalena usiadła na swoim miejscu na czele stołu. Obok stało puste krzesło, przybrane wstążkami miejsce pana młodego. Widok był żałości godny.

Słuchaj, a może ten fotel usuniemy? zaproponowała ciotka Grażyna.

Ani mowy! ucięła mama. Niech wszyscy widzą, kogo tu zabrakło! I niech wyciągną wnioski!

Podano sałatki. Goście jedli w milczeniu, rzucając tylko bez znaczenia słowa. Atmosfera była napięta jak struna.

O co wam tak smutno? Wstała mama. Magdaleno, opowiedz, jak się pokłóciliście z Robertem!

Mamo, proszę nie! błagała córka.

Musisz! upierała się Wanda Kowalska. Niech wszyscy znają prawdę!

Magdalena spojrzała na pełną salę, na twarze pełne ciekawości i współczucia,
Magdalena spojrzała na odbicie w lustrze, widząc nie porzuconą narzeczoną, ale młodą kobietę w pięknym białym stroju gotową świętować własne życie na własnych zasadach, bo czasem największą siłą jest wybór siebie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

15 + 13 =

Ślub bez pana młodego