Dziennik, 2 marca
Dziś nie mogę przestać myśleć o historii, która głęboko mnie poruszyła. To historia starej słonicy o imieniu Wioletta, którą przed laty wyrwano z afrykańskiej dżungli i przywieziono do Polski, gdy była jeszcze małym słoniątkiem. Od tamtej pory Wioletta całe życie spędziła w niewoli, pokazując sztuczki w cyrkach i przewożąc turystów podczas festynów w różnych miastach Warszawie, Krakowie, a nawet Zakopanem. Wszystko za kilka złotych, które trafiały do właścicieli cyrku.
Dopiero w tym roku w końcu udało się ją uratować dzięki Fundacji Ocal Słonia, skupionej na ochronie tych cudownych zwierząt. Członkowie fundacji przeprowadzili prawdziwą akcję ratunkową nie szczędząc sił i środków, przewieźli słonicę do rezerwatu przyrody w Białowieży. Kiedy ją tam przewieziono, widać było, jak bardzo była już wycieńczona. Skóra na jej bokach była popękana i sucha, zęby dawno temu wypadły, a kości wystawały spod skóry jak u bardzo starej osoby. Serce mi się ścisnęło na myśl, że całe życie spędziła w pracy, bez należnego jej odpoczynku i miłości.
Pracownicy rezerwatu mówią, że wiele słoni, które przyjeżdżają do Białowieży, długo nie ufa ludziom. Boją się nawet położyć odpocząć, jakby bały się, że zostaną za to ukarane. Podobno niektóre zwierzęta przez kilka miesięcy nie pokładają się na ziemi. Jednak z Wiolettą było inaczej osiemdziesiąt lat niemal nieustannego stania wyczerpały jej siły do tego stopnia, że po pierwszej spokojnej nocy nie dała rady nawet się podnieść. Strażnicy natychmiast zauważyli, że coś jest nie tak i pospieszyli jej z pomocą. Teraz już śpi bez lęku i zaczęła się przyzwyczajać do nowego domu.
Od kilku tygodni jest pod stałą opieką lekarzy i opiekunów. Wspierają ją specjalistyczną karmą, codziennymi spacerami po puszczy, a nawet kąpielami w leczniczym błocie. Powoli zaczyna wracać do siebie. Nadal wygląda na bardzo zmęczoną i zmizerniałą, ale już nie ma w oczach tego smutku i niepokoju, które widziałam na zdjęciach z początku jej pobytu.
Czasami myślę, ile jeszcze przed nią pracy nad odnalezieniem samej siebie. Fundacja mówi, że droga do pełnej rekonwalescencji będzie długa, ale nareszcie Wioletta może żyć tak, jak powinna spokojnie, otoczona troską i wolna od ciężaru służby dla ludzi. Tego właśnie życzyłabym każdemu zwierzęciu żeby w końcu mogło poczuć, czym jest spokój.


