Gorzka Radość
Cóż ci nie pasuje w tej dziewczynie? Dobra, skromna, porządna, uczy się, kocha cię Zyta Mirosławowna spojrzała z wyrzutem na syna.
Mamo, poradzę sobie Marek jakby postawił kropkę w tej bezsensownej rozmowie.
Zyta Mirosławowna wyszła z pokoju.
Poradzi sobie Ile to już dziewczyn przewinął Czterdziestka stuknęła, a on dalej wszystko kręci nosem. Za chwilę żadna mu nie będzie potrzebna Cały czas coś mu nie tak, nie pasuje rozmyślała, ciężko wzdychając.
Synuś, chodź na obiad zawołała Zyta z kuchni.
Marek szybko odpowiedział. Zaczął z apetytem wcinać maminy barszcz.
Dziękuję, mamo. Jak zwykle pyszny.
Lepiej byś tak do żony mówił, nie do mnie Zyta nie dawała za wygraną.
Mamo Marek wypił kompot i już miał wyjść z kuchni.
Zaczekaj, synku. Wiesz przypomniało mi się coś. Poszłam kiedyś do wróżki, a ona, od progu, mówi:
Twój syn będzie miał gorzkie szczęście.
Oj, mamo, nie wierz w to Marek się roześmiał.
W różnych momentach życia Marka pojawiały się kochane mniej lub bardziej kobiety.
Halina była bystra, oczytana, bywała mądrzejsza od Marka, choć był od niej o dziewięć lat starszy. Na początku Marek to lubił, z czasem jednak zaczął odbierać Halinę jak starszą druhnę. I tyle. Wszystko jakieś bezbarwne, rozstali się.
Monika miała synka, ośmioletniego Nicodema. Marek nie potrafił znaleźć z nim kontaktu, choć przecież Polę kochał. Była piękna, ale z charakterem, z którym nie dawał sobie rady. Po każdej kłótni walił jej prezenty, próbując coś załagodzić. Sprzeczki były głupie i o nic. Czegoś brakowało. Spokoju, stabilności, może…
A Weronika Weronika wydawała się ideałem. Taka kobieta, że ze świecą szukać. Marek już niemal się oświadczył; czysta, wyważona, rozsądna. Z nią trzeba było rozmawiać, jak to się mówi, w białych rękawiczkach. Zamieszkał nawet u niej, chciał mieć z Weroniką dzieci co najmniej dwoje. Jednak
Pewnego razu po powrocie z delegacji Marek zastał Weronikę w łóżku z dawnym kolegą z podstawówki. Klasyka.
Marek wrócił do matki. Stwierdził, że ma dość całej tej romantyki.
Zostanę samotnikiem. Też nie najgorszy pomysł! Najlepsza rodzina to jeden człowiek żartował gorzko do matki.
Zyta Mirosławowna wzdychała i tylko mruczała:
Czy naprawdę nie znajdzie się twoja druga połówka, synku
A jednak los miał swoje plany. Zupełnie niespodziewanie.
Wybrał się Marek w kolejną służbową podróż. W pociągu zajął dolną kuszetkę. Do przedziału weszła kobieta:
Młody panie, a możemy się zamienić? Odda mi pan miejsce na dole? Bardzo proszę.
Jasne odparł Marek.
Przyjrzał się kobiecie od stóp do głów. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak serce mu zadrżało. To ona? Może to właśnie ona
Wgramolił się na górne łóżko i przysnął.
Jak dobrze, że pan nie śpi. Proszę, siadajmy do stołu, poczęstuję pana zagadnęła nieznajoma.
Marek zszedł. Pogawędzili.
Krystyna przedstawiła się kobieta.
Marek. Bardzo mi miło, Krystyno.
Wieczór minął im na rozmowach. Marek poczuł się przy niej lekko i swobodnie. Nie dusił jej swoją charyzmą, jak miał to w zwyczaju. Przez moment pomyślał, że zna tę kobietę od zawsze.
Wymienili się numerami telefonów. Tak na wszelki wypadek
Kilka tygodni później Marek zapragnął usłyszeć jej głos.
I się zaczęło
Spotkania, pocałunki, obietnice
Marek nie wierzył, że przez czterdziestkę mógł tak żyć bez tej kobiety. Poprzednie kobiety umiał od siebie odpiąć bez żalu. A tu żadnych granic, żadnych barier.
Marek chciał zanurzyć się cały w życie Krystyny.
Krystyna otuliła go czystą miłością, troską, wyrozumiałością.
Po trzech miesiącach znajomości Marek poprosił o jej rękę.
Marek, jestem starsza o siedem lat. Mam trójkę dzieci. Mieszkamy w akademiku Nie potrafię udawać. Wolę powiedzieć wprost.
I jesteś wdową. Wiem o twojej przeszłości, widziałem twoje dzieci. Zamieszkacie u mnie. Wszystko ustalone.
Kocham każdą cząstkę twojego ciała. Jesteś moim przypadkiem i ostatnią kobietą w moim życiu Marek pocałował Krystynę w usta.
Dobrze, Marek, spróbujmy Krystyna zaczerwieniła się.
A nie, Krystyno. My nie będziemy próbować. Będziemy razem na zawsze Marek ujął jej dłoń Słyszysz? Na zawsze.
Zyta Mirosławowna usłyszawszy plany syna, tylko westchnęła:
Wybrał Najzwyklejsza z najzwyklejszych
Po dziewięciu miesiącach urodziła im się słoneczna córeczka.
Marek cieszył się i martwił o Krystynę. Bał się, żeby się nie złamała.
Dziecko słoneczne to bardzo trudne
Teraz córka Marka i Krystyny ma osiem lat. Cała rodzina ją uwielbia.
Marek czci Krystynę.
Gorzka, ale jednak radośćCzasem, kiedy siedzieli razem przy kuchennym stole, córka śmiała się głośno, aż echo odbijało się od ścian. Zabawiała starsze rodzeństwo, wywołując salwy śmiechu swoim dziecięcym urokiem. Krystyna tuliła ją do siebie, a Marek patrzył z boku, z uczuciem, które rodziło się w nim przez lata: wiedział już, o czym mówiła wróżka. Gorzka radość teraz rozumiał, że to nie przekleństwo. To szczęście, które wymaga odwagi, cierpliwości i rezygnacji z ideału.
W końcu, pewnego wieczoru, gdy dzieci poszły spać, Marek odnalazł w szufladzie starą fotografię młodego siebie z czasów beztroski. Przez chwilę mógł niemal poczuć tamtą samotność, pustkę, która wtedy mu wydawała się wolnością. Z ulgą schował zdjęcie głębiej.
Krystyna usiadła przy nim, położyła mu głowę na ramieniu.
Jesteś szczęśliwy? spytała cicho.
Nie odpowiedział od razu, tylko wsłuchiwał się w ciszę domu, w którym każda rysa, każda nieprzewidziana droga, zrosły się w jeden spokojny wieczór.
Tak odpowiedział w końcu. Jeszcze nigdy nie byłem bardziej.
A Zyta Mirosławowna zerkała w okno, cichutko uśmiechając się do samotnej gwiazdy na niebie. Miała swoją odpowiedź, choć przyszła w zupełnie inny sposób, niż się spodziewała.
W ten zwyczajny, ciepły wieczór gorzka radość zmieniła się w szczęście, które w końcu smakowało słodko.


