Słodkie obietnice, twarda rzeczywistość

Miękko stelę, a twardszym porcem zapłać
No, tym razem, może i nie trzydniowy? Najlepiej, żebyście tu dłużej poguzili? Aneczko! Dlaczego milczysz?
Pani Ewa, z nowym rokiem jeszcze raz! Nie chorujcie, dbajcie o siebie! Jak tylko rozstrzygniemy sprawy z Tomkiem, zaraz panią zawiadzimy.
Ania pośpiesznie odłożyła telefon.
Mózg mi szumiał pomyślała, patrząc na aparat tu był miły rozmów, tu matka męża dziś tak miła, jak nigdy, a przyczyna o towarzystwa jest świetna jej jubileusz, ale od pierwszej chwili do ostatniego słowa cały czas miałam ochotę jak najszybciej to zakończyć.

Ani wcale nie chciała jechać w gości do teściów w wakacje, których najbardziej pragnęła, które po raz pierwszy pokryły się z urlopem Toma. Szczera, że na świecie jest cała masa mejść, gdzie z mężem i dziećmi mogłyby dobrze spędzić czas. Próbowała jasno namaczyć Toma, że ten rok może być wyjątkiem i pojechać może gdzieś indziej, nie na dachę Pani Ewy, ale Tom był nienachalny. Tak się wychował. Trzeba szanować starych, nie można nie uświerdzić rodziców odwiedzinami. To byłby mało扈.

Ani, ja i tak rodziców widuję może raz w roku. Czy chcesz, byśmy w urlopie przestali do nich jeżdżić? To dzieci po prostu zapomniałoby, że mają babcię z dziadkiem, którzy żyją w innym mieście.
Kochanie, to jak inaczej to powiedzieć Ale ty nigdy nie myślałeś, że te wizyty są potrzebne tylko tobie?
Co to ma znaczyć? Tom zmarszczył brwi i spojrzał na żonę zaskoczony.
Że twoi rodzice już przywykli żyć daleko, im i tak dobrze. Ani się nie staramy w nikt, nie spędzamy z nimi czasu. U nich wszystko jest świetnie.
Ani, co to za myśli? Skąd to się w ogóle wzięło?
Bo twoja mama w przedsprawach prosi mnie zawsze i zawsze o jedno wysłać jej zdjęcia starych dzieci albo film nowaczka, i to już. Ale nigdy nie pyta, jak ogólnie radzisz się, jak uczycie siebie, nie chory są. Ona potrzebuje wnuków tylko, żeby ich pięknie potrafić pokazać koleżankom czy sąsiadce. Piękne i idealne zdjęcie, nic więcej. A reszta to nie jej sprawa. Interesują się nami tylko wtedy, kiedy im to pasuje.
Z tym się z tobą sprzeciwiam. Po prostu żyjemy daleko. Oni nie mają możliwości z Nikiem usiąść, dobrze dopilnować go, spotkać wychodzących starych chłopców ze szkoły. Gdybyśmy mieszkali bliżej, byłoby zupełnie inaczej.
Więc to co, Ani Mina moja matka też żyje w innym mieście, a to jej absolutnie nie przeszkadza jeżdżić do nas w jakiejs trudności. Ona, jak Chip i Dale, zawsze gotowa na pomoc. To tylko przypomnij, ile razy za ostatni rok brała urlop lub chory z pracy, kupiła bilet na pociąg i po pierwszej prośbie chóngała do nas. Czego od twoich rodziców nie zauważyłaś?

Tak, Ani, moja teściowa jest złota. To nie zaprzeczam. Mialem nad nią ogromne szacunek, powtarzałem to niekrotnie. Ona zawsze nasza ratunek.
Tak właśnie, kiedy do niej jeżdżymy, zawsze stara się spędzić z chłopakami jak najwięcej czasu. Wychodzi, jeżdży na rowerze, kąpie się w rzeczce, gram w ukrywki, pogania piłkę. Bardzo naszych dzieci kocha, i oni jej odpowiadają miłością. Tak i powinno być w rodzinie. Ciepło, troska, miłość.

Ani, no i czego ty ode mnie chcesz? Wszyscy ludzie różni są. Twój tatko cała żywot zawsze swiat i energiczny. Moj rodzic starsi, inni, inny styl. Co teraz, do tych gości nie jeżdżić?
Ania przez chwilę umilkła, scisnęła wargi, jakby zmagała się z sobą, by nie powiedzieć. Ale zdecydowała, że nie tym razem.
Mi ma tu źle, i dzieciom też. Nieprzyjemnie, niekomfortowo. Nigdy nie wiem, jak poprawnie ująć.
Skąd to? Dlaczego? U rodziców świetna dacha, od nas wszystkim oddzielne pokoje, tam czysto, wygodnie, komfortowo. Co jeszcze potrzeba na szczęście?
Ani, wiadomo jest ta mądralka: Miękko stelę, a twardszym porcem zapłać. Tak to dokładnie opisuje, jak się czuła, kiedy jadę do teściów.
Niespodziewanie pewnie. Dlaczego wcześniej milczałaś? Zawsze mi wydawało się, że i tobie, i dzieciom tam dobrze. Mój pomysł, by pojechać tam, było dla mnie idealne. Tylko odwiedzać rodziców i odprzestrzenić się. Jak to jest nie dobre, Ani?
To wszystko. Od pierwszej chwili, jak tylko nami totałyśmy się do nich urodzić, rodzice szybko odkrywali, że ich spokojny i harmonijny świat się psuje.
Nigdy nie zauważyłem. Myślę, że wszystko sobie wymyślasz. Zbyt się z laty męczysz.
Kochany, ty tylko tam częściej zajęty zostań i pomagaj w domu. Tam, przy rodzicach, bardzo rzadko spędzasz czas ze mną, z dziećmi, zawsze próbujesz pomóc. A ja doskonale widzę i słyszę, co w rzeczywistości tam się dzieje. Te mówi oznaczenia i niegrzeczną uwagę twojej mamy, nieprzyjazny wzrok ojca. Jesteś przewidywalny? Mi z towarzyszem, w końcu jesteśmyśmy już czternastu lat, a mam wrażenie, że Ewa do dziś nie zaakceptuje faktu, że właśnie ja stałam się twoją żoną. Może nawet nie radzi, że teraz masz nas całą rodzinę.
Co za bzdury mówisz, Ani! już zaczął się nerwować i chciał jak najszybciej zakończyć ten przykry rozmów.
Tak, tedy. Pojedziemy do troszków w gości, tak i sprawdź się, ale stara się bardziej uważnie z tym, co naprawdę się dzieje w ich domu. Potem, myślę, wszystko znajdzie swój środek. I nie będziesz już złożył na mnie, i że gadnęła do twojej mamy.
Na tok i rozstrzygnęli.
Następne dni Ania zbierała rzeczy dla całej rodziny, a Tomek skupił się jakoś ciem Wrocław. Jedząc do rodziców Tomka zajęło około czterech godzin. Ania starała się, starała, tworzyć radość wakacyjnego nastroju. Spiewała piosenki, rozbudziła z małymi braciszkami na tylne siedzienie. Wiedziała, że Tomkowi było przykro słyszeć wszystko, co mu mówiła, ale nie mogła już cicho przemilczeć.
Zbyt długo była już dla każdego w porządku. Zawsze lekko się uśmiechanie rodzicom męża, nie odpowiadają na ich skryte uwagi w jej kierunku czy nieprzyjemne komentarze o dzieciach. Nie chciała napięcia w rodzinie. Da się tylko z tym wykonać zbędne. Zroczyła, że z tym wyjdzie inaczej.
No, witajcie, drodzy! mama uśmiechnęła się od drzwi, jakby była bardzo szczęśliwa zobaczyć oczekiwane goście, wechodź wechodź, już was zapragnęła.
Tomek uwołażnie spojrzał na żonę, jakby, no i co ty mi narzekała na nią? Zobaczyć, jak mama szczerym jest triumfem dla nas wszystkich.
Córka, wnieś wszystko na górę, do waszego pokoju. Czemu tu痍?
Tomek posłusznie wiódł porządne walize na drugie piętro.
A skąd tyle rzeczy wam wzięło? iść nie umiesz, Ani, zbierać. Mam dużo zbędnych. A teraz Tomkowsk musi all w innych miejscach przenieść. Poczuj się męża. On i tak bez przerw pracuje, żeby was wszystkich przenieść, i widać, że lepiej, znów chubie.
Ewo, no tylko jakie takie słowa! Ania intencjonalnie głośno odpowiedziała teściowej, żeby Tomek usłyszał ten rozmów.
Ewa aż zadrżała. W każdej innej sytuacji niewdzięczna tylko milczała, a dziś zdecydowała nagle odrebuj, jeszcze tak uprzejmie.
Tomek w porządku je, wszechstronnie, nie martw się. A chuby jest w mego ojca. Spójrz, na Janusza, czy wcześniej nigdy nie widziała, jak się podobają? To, jak ty sam męża dobrze karmisz? A? A rzeczy nie są dużo. U nas jest pięć osób w rodzinie, nie zapomnij. Przede wszystkim chłopak w domu, stali pusty. Tu nie mamy gdzie dobrze i zamiotnici. Musimy więc zabrać im dużo więcej ubrania. Nie mam tu szans.
Ewa wytrzasnęła oczy na Anię i zaczęła grâce. Tomasz, tymczasem, już schodził w dół i słyszał każde słowo. Pogrzemknął, ale mu oczywiście stało się przykro. Wprawdzie dopiero przekroczyli próg, a u matki już zastrzeżenia.
No, idźcie do stołu. Ciężko was zapewne z drogi, trochę się wywołała, Ewa zrozumiała, że musi nimi zaszykować.
Tu do domu z ogrodu przybył teściow.
O, zjawiła się. Cześć, chłopcy. Co, już kłopotów? Co tym razem rozbili? Albo zaparzyły? Albo jeszcze nie zdążyli? Babcia wczoraj cały dzień ukrywała wazy, obrazy i całą rzecz domu od iść ich pod daleko. Bała się za jej majątek, roześmiał się.
Chłopaki, w tym czasie zabawne biegane w przestrzennej salonie, odrosnęli trochę.
Moje dzieci nigdy nic nie rozbijają, nie wymyślasz, proszę, zmusiała Ania.
Teściow zgrzytdownie stwierdził twarz i w milczeniu popłynął do stołu.
Bartu, siadaj prosto. Piotru, tak wcale nie wypada. Nikita, proszę, jedz spokojnie, Ewa cały obiad była niesforną, to i to znowu krytykowała wnuksów.
W końcu znośność i Ania powiedziała:
No dobra, postępujcie. Oni to dzieci. Jeszcze nie umiemy długo i spokojnie siedzieć lub jeść delikatnie, jak dorosli. Spraw się mniej egoistycznie, Ewo.
Teściowa płonęła, jej policzki zniszczyły na złość, ale odpowiadać żonie przy synu nie zrobiła.
Dzieci, w końcu, poszły i zabawy, naturalnie, gwar i chaos do wszędzie. Nawet porozmawiać spokojnie dorosłym było trudno.
Ani! nie wytrzymała tata. No upokor sobie już swoich dzieci, żeby nad tym przestać. Ile jeszcze to będzie! Ja cię z tego zastrosznicia nie mogę po prostu żyć w tym sterylnym hałasie. To niepokojące.
To to dzieci. One wygłupiają, im się dobrze robi. I tak, są hałasowe. A jak chciałabyś? Jak sobie wyobrażałaś trzech chłopaków? Usiedlamy spokojnie w fotelu z książką? Na to tylko w kinie bywa. To będzie trwać dokładnie tydzień. Dopóki my nie zabudzi się do domu. A to, Ewo, próbuj wziąć potyczki z nimi. To przyjemnie i dobrze, próbuj.
Co cała głupota! Już i nie pamiętałam, jak się to robi. I ogólnie, Ani, ty dziś jakąś tajemniczą jesteś. Swoją wyżu nie dajesz przestać.
Pamiętaj, że zachowuję się zupełnie spokojnie, zinfamirowała Ania.
Tomek obserwował wszystko ze strony, nie wtrącając się. Miał tylko jedno pytanie: jak on wcześniej nie zauważył, że jego mama zazdroszczy wszystkiemu, nie traktuje go ani ona, ani ich dzieci. Nad sobą pracował tak długo, póki jego żona milczała i robiła wszystko, teraz zrobiła inaczej.
Tu Ania wstała ze stołu, aby podłożyć sobie ciepłego z dużego talerza, zabrała łyżkę, zaczęła już brać mięso, jak nagle Ewa zakrzyknęła:
Co ty robisz! Ta łyżka tylko dla pierwszych zup yuż. Ja nigdy przekłada mięso. Co to za przesadnik! I co cię uczyło w domarzynku? Jak tylko Tomek z tobą do dziś żyje i wszystko to toleruje? teściowa była w bliznach, dziś żona wprost wyrdrowała z się nagląc. Dziwię więc, że сын рядом i wszystko słyszał, była taka zła, że nie zawracała sobie z tym głowy. Ile razy ci mówiłam, nie dotykaj jakiej dokładny naczynia w moim domu, ja wszystko zrobię sama, tylko jak należy mi! Nie mieszaj się do mojej gospody! Nic tu dla ciebie zrobić!
Co mi nie jeść, dzieci nie karmić, dopóki nie pozwolicz? Co to za więzienie! też z Anią panią.
W ten sposób, z梐! Teraz zawrócisz do domu tam rób, co duszce ugodzisz, a ja tu niczego roztrzasać i zanieczyścić nie pozwolę! Domek!
Koniec! Stop! Wystarczy! Tomek nie wytrzymał i gwałtownie zatrzymał cały ten koszmar. Mama, mam tylko jedno pytanie. Dlaczego za każdym razem wywołujesz nas w gości po telefonie, jeśli ci trudno z nami spotykać? Tak, mam dużą rodzinę. Ale szczerze wierzyłem, że was kochasz i rado was widzisz. A na praktyce wszystko zupełnie inaczej. Dłużej was nie obudzę.
Tomek wyszedł z stołu i poszedł do swoich chłopców, poigrać z nimi. Niby tata, nijak szwagier, zaden z nich nie wykazywał do wnuków ani najostrzejszego zainteresowania. Mu było bardzo zło i przykro. Ale Ania była jakieś absolutnie słuszna we wszystkich.
Rano, dobrze wypoczęta, Ewa zdziwiła się, że w domu taka cisza. Przejrzała pokój, nie natrafiła w domu ani syn, ani jego żona, ani wnuczków.
Tomek zdecydował, że w końcu spełnił życzenie żony i odwiózł swoją rodzinę na prawdziwe wypoczynek. Tam, gdzie wszystkim było dobrze i wygodnie. Ania siedziała w samochodzie, przytulała swoje chłopaki i uśmiechała się.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − dwa =

Słodkie obietnice, twarda rzeczywistość