Słodka zemsta – List od żony – Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? – zadzwoniła do męża Żenia, mając…

Drogi pamiętniku,

Dziś znowu miałam ciężki dzień w pracy. Kiedy dochodziła siedemnasta, zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Pawła, mojego męża, z nadzieją, że odbierze mnie spod restauracji. Tak bardzo nie chciałam trząść się czterdzieści minut w przepełnionym autobusie.

Kochanie, przyjedziesz po mnie z pracy? zapytałam cicho.

Nie mogę. Jestem teraz zajęty usłyszałam suchą odpowiedź. Tymczasem w tle wyraźnie słyszałam głos z telewizora. Wiedziałam, że Paweł jest w domu i po prostu nie ma na to ochoty.

Poczułam gorzki żal ściskający gardło. Pół roku temu nosiłby mnie na rękach, a teraz? Co się tak naprawdę stało w naszym małżeństwie? Przecież się staram dbam o siebie, regularnie chodzę na siłownię. Potrafię świetnie gotować, nic dziwnego skoro pracuję w znanej warszawskiej restauracji. Nigdy nie prosiłam o pieniądze, nie robiłam scen, potrafię dostosować się do jego zachcianek

Zbyt mu folgujesz, Magdo westchnęła mama, gdy po raz kolejny wylałam jej swoje żale. Czasem trzeba postawić granice facetowi, bo ci szybko zbrzydnie.

Odpowiedziałam jej tylko bezsilnym uśmiechem. Ale ja naprawdę go kocham, mamo I wierzę, że on jeszcze mnie kocha.

******************************

Dzisiaj w końcu zebrałam się na odwagę i zajrzałam do historii przeglądarki Pawła. Okazało się, że niemal cały wolny czas spędza na portalach randkowych, flirtując z kilkoma dziewczynami jednocześnie. Nie mogłam powstrzymać się od łez i myśli: czemu nie mógł po prostu szczerze ze mną porozmawiać? Przecież zrozumiałabym. Po co żyć z kimś, kogo już się nie kocha i ranić go na każdym kroku swoim chłodem?

Trudno, będzie rozwód. Przetrwam, jestem silna. Ale nie zamierzam odchodzić bez najmniejszej, słodkiej zemsty Na to zasługuje.

Jeszcze tego samego wieczora założyłam fałszywy profil na tym samym portalu co on. Zdjęcie pobrałam z sieci i delikatnie przerobiłam w Photoshopie byłam pewna, że Paweł nie oprze się nowej „nieznajomej”. I nie pomyliłam się.

Szybko zaczęliśmy intensywnie rozmawiać. Paweł przedstawiał się jako wolny facet, gotów na poważny związek i dzieci. Chwalił się rzekomo cudownym charakterem, co w duchu wywołało u mnie salwę śmiechu przecież doskonale wiem, jak trudno mu dogodzić.

Spotkajmy się w realu zaproponowałam, z bijącym sercem czekając na odpowiedź.

Oczywiście! odpisał po paru sekundach. Ale wiesz, aktualnie mieszka ze mną siostra, przygotowuje się do matury, więc widzimy się na neutralnym gruncie, potem możemy pójść do hotelu.

Nie mogłam powstrzymać ironicznego śmiechu. Czy on naprawdę sądzi, że każda kobieta od razu wskoczy z nim do łóżka? No cóż, ta propozycja mogła mi się przydać…

A czemu nie spotkamy się u mnie? Mam dom pod Warszawą, mieszkam sama, nikt nam nie będzie przeszkadzał napisałam, sama zastanawiając się, czy nie przesadzam.

Super pomysł! Paweł niemal od razu się ucieszył. W duchu widziałam, jak przelicza złotówki w końcu nie będzie musiał wydawać na hotel. Podaj adres i godzinę. Przylecę na skrzydłach miłości!

Ulica Słowicza 25, dziesiąta wieczorem. Będzie pasować?

Jasne! Czekaj na mnie.

Godzinę przed umówionym spotkaniem Paweł nagle oznajmił, że musi pilnie wyjść do pracy. Zaczął nerwowo biegać po domu, szukając kluczyków od auta, aż w końcu zwrócił się do mnie:

Nie widziałaś ich przypadkiem?

Leżały na komodzie obok przedpokoju odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Klucze w tym momencie miałam schowane głęboko w kieszeni. Może kot gdzieś je zrzucił?

Trudno. Zamówię taksówkę. Nie czekaj na mnie, idź spać.

Nie miałam zamiaru na niego czekać. Spędziłam ten czas znacznie lepiej szybko spakowałam swoje rzeczy. Na szczęście miałam własne mieszkanie w Warszawie, które dostałam po babci. Jedyną rzecz, którą pozostawiłam w naszym dawnym domu, było wypisane, gotowe podanie o rozwód, ułożone na samym środku stołu.

Paweł wrócił dopiero rano, rozjuszony do granic możliwości. Najpierw ponad godzinę jechał na drugi koniec miasta, a na miejscu nie zastał żadnej olśniewającej modelki.

Adres był prawdziwy, dom też, ale drzwi otworzyła mu potężna kobieta w różowym, prześwitującym szlafroku, która miała co najmniej trzy razy tyle ciała co on sam. Oddałby wszystkie swoje oszczędności, żeby wymazać z pamięci tę scenę.

Jakby tego było mało kobieta ta nie pozwoliła mu łatwo odejść. W końcu, korzystając z okazji, zamówił taksówkę i trząsł się z zimna na mrozie, czekając, aż wreszcie przyjedzie kierowca, który potem zamiast prosto, zabrał Pawła na jakiś objazd przez pół Mazowsza Oj, to była noc, której długo nie zapomni.

Gdy w końcu dotarł do naszego mieszkania i zobaczył na stole pozew o rozwód, od razu zrozumiał, kto stał za całą tą misterną intrygą. Obok leżała szminka, którą na stole wypisałam jednym słowem:

słodka zemstaPrzez chwilę w naszym dawnym salonie panowała absolutna cisza. Zobaczyłam potem, że próbował jeszcze do mnie dzwonić, wysyłał wiadomość za wiadomością, błagał o rozmowę, o drugą szansę, o wybaczenie. Ale byłam już daleko nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie.

W moim nowym mieszkaniu poczułam, jak spływa ze mnie napięcie. Spojrzałam w lustro może nie wyglądałam jak dziewczyna z reklam perfum, ale pierwszy raz od miesięcy zobaczyłam w swoich oczach coś więcej niż smutek: zobaczyłam siebie, Magdę, kobietę, która odzyskała kontrolę nad własnym życiem. I która nie zamierza jej już nikomu oddać.

Usiadłam na balkonie z kubkiem gorącej herbaty i napisałam ostatni wpis do pamiętnika: Pora na nowy rozdział. Tym razem już tylko mój i wiem, że będzie wyjątkowy.

Z ulicy dobiegł wesoły śmiech sąsiadów, gdzieś szczekał pies. Świat toczył się dalej a ja wiedziałam, że ze wszystkich rzeczy, które mogłam stracić, najcenniejszą właśnie odzyskałam.

Siebie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 2 =

Słodka zemsta – List od żony – Kochanie, odbierzesz mnie z pracy? – zadzwoniła do męża Żenia, mając…