Skaczesz po świecie, jak kozioł
Zobaczysz Agnieszko, razem zrobimy takie interesy, że będziesz wspominać mówiła Joanna, wymachując rękami, siedząc na parapecie akademika. Ty w swój consulting, ja w marketing, a potem, trach zakładamy własną agencję. Całe życie przed nami!
Agnieszka podniosła głowę znad notatek i zaśmiała się, odchylając ciężki warkocz.
Joasiu, sesja za tydzień, a ty już imperium budujesz.
A co, marzyć nie wolno? Joanna zeskoczyła z parapetu i wylądowała obok na zapadniętej wersalce. Serio Agnieszko. Nie jesteśmy jak te kury z roku. Jesteśmy mądre. Nam się uda, zobaczysz.
Agnieszka odłożyła długopis i spojrzała na przyjaciółkę rozczochraną, w wyblakłej koszulce, ale z płonącymi oczami. I w tym momencie uwierzyła jej całkowicie.
Uda się, na pewno się uda powiedziała cicho…
Dziesięć lat minęło jak jeden bezdech…
…Agnieszka te lata gryzła zębami. Praktyki w międzynarodowej firmie, potem nocne dyżury nad raportami, angielski biznesowy o świcie, chiński w weekendy. Kongresy, konferencje, nowe znajomości. Szła wciąż w górę, obdzierając łokcie i kolana, lecz nigdy się nie zatrzymała. Do trzydziestki Agnieszka nosiła garnitury z włoskiej wełny, latała na negocjacje do Tokio i już nie pamiętała, kiedy ostatni raz płakała ze zmęczenia nie było na to czasu.
…Joanna poznała Piotra na trzecim roku. Pracował jako mechanik, pachniał benzyną i patrzył na nią tak, jakby była jedyną kobietą na świecie. Na czwartym roku Joanna zaszła w ciążę, na piątym rzuciła studia. Marketingowa agencja rozpłynęła się gdzieś pomiędzy pierwszymi ząbkami córki a drugimi narodzinami. Jej imperium to teraz trzypokojowe mieszkanie na warszawskim Ursynowie, gdzie dowodziła garnkami, dziecięcymi fochami i zawsze cieknącym kranem.
Spotykały się czasem coraz rzadziej.
Agnieszka przywoziła prezenty z delegacji: jedwabną chustę z Mediolanu, zestaw górskiej herbaty z Yunnan. Wyciągała z torby zdjęcia, pokazywała świątynie z Kioto, opowiadała o negocjacjach z japońskimi partnerami.
Oni nigdy nie mówią wprost, wyobrażasz sobie? Wszystko przez aluzje, półtony. Trzy miesiące uczyłam się ich etykiety, żeby nie skompromitować się na pierwszej rozmowie.
Joanna kiwała głową, obracała w palcach torebkę herbaty i milczała. Potem ciężko wzdychała.
Tobie dobrze. A u mnie Michał znowu przytargał wirusa z przedszkola, Piotr znika w pracy, nigdy nie ma pieniędzy…
Agnieszka nie wiedziała, co odpowiedzieć. Między nimi wyrosła ściana z odmiennych światów, innych języków, innych zapachów jej perfumy za dziewięćset złotych kontra dziecięcy proszek Joanny.
…Na urodziny Joanny Agnieszka wpadła prosto z lotniska. Ciemnogranatowy garnitur, szpilki, fryzura zrobiona jeszcze w salonie biznesowym. Weszła do towarzystwa lekko, śmiała się, opowiadała o nowym projekcie, łapała zafascynowane spojrzenia mężczyzn i pełne szacunku kobiet.
Joanna siedziała w kącie…
Sukienka była stara, ta sama, w której trzy lata temu była na firmowej imprezie Piotra. Włosy związane w zwykły kucyk, bo rano nawet nie starczyło czasu na suszarkę Michał znowu robił sceny. Patrzyła, jak Agnieszka lśni w centrum pokoju, jak wszyscy jej słuchają z otwartymi ustami i w środku powoli rosło coś czarnego, gorzkiego, lepkiego.
To nie była zazdrość.
To było coś gorszego…
Agnieszka weszła do kuchni po wodę i zamarła w progu. Joanna stała przy oknie, kurczowo trzymając kieliszek wina, patrząc przez szybę pustym wzrokiem.
Asia, czemu stoisz samotnie? Agnieszka podeszła, dotknęła jej ramienia. Chodź do gości, Nadka właśnie wyciąga tort.
Joanna szarpnęła ramieniem, zrzucając jej dłoń.
Idź. Tam cię czekają.
Agnieszka zmarszczyła brwi, ale nie zamierzała ustąpić. Nalała sobie wodę, wypiła łyk i ostrożnie zaczęła:
Słuchaj… Wiem, że tęsknisz za pracą, widzę to. W naszej firmie jest stanowisko, początkowe, ale z perspektywą. Mogę pogadać z HR-em, wezmą cię na staż, a potem…
Kieliszek walnął o blat, aż wino rozlało się rubinową plamą.
Staż?! Joanna obróciła się gwałtownie, i Agnieszka cofnęła się pod naporem jej twarzy. Dla mnie? Staż?
Asia, chciałam tylko pomóc…
Pomóc?! Joanna roześmiała się, ale było to złe, pękające śmiechem. Słyszysz siebie? Wielka Agnieszka Zawadzka, co zstępuje do bidnej koleżanki, aby podarować łaskę. Dzięki za taką uprzejmość!
Źle mnie zrozumiałaś próbowała zachować spokój Agnieszka. Widziałam, że jest ci ciężko, że chcesz czegoś więcej, więc zaproponowałam opcję.
A prosiłam cię? Joanna zrobiła krok w jej stronę, a Agnieszka mimowolnie się cofnęła. Zmieniłaś się, Agnieszko. Kiedyś byłaś normalna, teraz… Dumna, wyniosła. Patrzysz na wszystkich z góry, z tym swoim Tokio i garsonką.
To nie fair.
Nie fair? Joanna krzyknęła, ktoś z salonu zerknął, ale zaraz zniknął. A sprawiedliwe, że wciskasz swoją idealną egzystencję? Każdego dnia na instagramie ja w samolocie, ja na konferencji, ja z moim smoothie za pięćset złotych! Myślisz, że miło się na to patrzy?
Agnieszka zaskoczona, aż zabrakło jej tchu…
Dzielę się radością, Asia. To normalne.
Radością? Joanna prychnęła. Chcesz pokazać wszystkim, jaka jesteś świetna, a my, co? Przegrywy. Porządne kobiety w wieku trzydziestu lat mają rodzinę, dzieci, a ty? Skaczesz po świecie, jak kozioł, ani męża, ani dziecka. Pusty kwiat!
To słowo uderzyło ją, jakby ktoś rozciął ją od środka.
Pracowałam Agnieszka ledwo powstrzymała drżenie głosu. Harowałam po nocach, gdy ty oglądałaś seriale. Uczyłam się języków, gdy ty gotowałaś zupy. To był mój wybór, mam do niego prawo.
Daj spokój! Po trupach szłaś! Myślisz, że nie wiem, jak podsiadłaś Marlenę? Egoistka! Całe życie tylko o sobie!
Agnieszka zamilkła, patrząc na dawną przyjaciółkę. Na jej drżące usta, czerwone plamki na policzkach, na tę gniewną, wieloletnią żółć, która w końcu znalazła ujście.
I nagle wszystko stało się jasne. Odrażająco klarowne.
To nie mnie nienawidzisz, Asiula powiedziała cicho Agnieszka. Siebie nienawidzisz. Za to, że zabrakło ci odwagi. Za to, że się poddałaś. I łatwiej ci uwierzyć, że jestem zła, niż przyznać, że po prostu się przestraszyłaś.
Joanna pobladła.
Wyjdź!
Już Agnieszka postawiła szklankę, ruszyła do drzwi. Żegnaj Asia. Powodzenia w twoim przytulnym świecie.
Agnieszka chwyciła torbę z wieszaka i popchnęła drzwi. Zimny deszcz smagał jej twarz, ale nawet się nie skrzywiła, wchodząc prosto w szarą mgłę.
Obcasy stukały po mokrym bruku. Drogi kostium przemakał, przylegał do pleców, tusz pewnie spływał po policzkach, ale co za różnica. Agnieszka szła w stronę metra, a z każdym krokiem oddychało się lżej.
Dziwne oczekiwała bólu. Spodziewała się, że nostalgia po piętnastu latach przyjaźni, po tamtej dziewczynie z płonącymi oczami na parapecie akademika, po wspólnych marzeniach runie na nią jak ciężar. Ale zamiast bólu pojawiła się tylko ulga, stłumiona i trochę wstydliwa.
Ich przyjaźń nie umarła dziś. Wygaszała się powoli, rok po roku, rozmowa po rozmowie. Za każdym razem gdy Agnieszka dzieliła się radością, a w zamian dostawała zaciśnięte wargi. Za każdym razem, gdy opowiadała o planach, Joanna przewracała oczami. Za każdym razem, gdy starała się wyciągnąć przyjaciółkę z bagna, a ta chwytała za jej nogi, ciągnąc ją w dół.
Agnieszka zjechała do metra i usiadła na pustym miejscu, nie zwracając uwagi na mokre ślady. Wyciągnęła lusterko, spojrzała w swoje odbicie rozmazany tusz, rozwichrzone włosy, zaczerwienione oczy. Uśmiechnęła się i schowała lusterko z powrotem.
Jutro wstanie o szóstej, zrobi fryzurę, założy inny kostium i pojedzie do pracy. Bo życie nie kończy się przez cudzą zazdrość…
Miesiąc później Agnieszka została wezwana do gabinetu prezesa. Weszła gotowa na wszystko na nowy projekt, na krytykę, na kolejne negocjacyjne wyzwanie. Ale Krzysztof Głowacki wyciągnął w milczeniu teczkę, a Agnieszka poruszyła szybko stronę tytułową.
Stanowisko regionalnego dyrektora ds. Azji.
Roczny kontrakt w Singapurze.
Zasłużyła pani, pani Zawadzka prezes odchylił się w fotelu. Zarząd jednogłośnie wybrał panią. Wylot za trzy tygodnie zdąży się pani przygotować?
Agnieszka podniosła wzrok i skinęła głową.
Zdążę.
Wyszła z gabinetu, ściskając teczkę do piersi, pozwalając sobie na chwilę w pustym korytarzu. Za oknem zachodziło listopadowe słońce, kreśląc niebo smugami złota i purpury. Gdzieś tam, w ursynowskim bloku, Joanna na pewno właśnie gotowała kolację i narzekała Piotrowi na niesprawiedliwość świata.
A Agnieszka pakowała walizki do Singapuru.
I ani razu, przez całe życie, nie żałowała swojej decyzji. Jak to mówią kto na co się uczył…


