Urodziłem się i wychowałem na wsi. Mieszkam tu do dziś z żoną, dziećmi oraz rodzicami. Nasz dom nie jest zbyt duży, ale jakoś dajemy radę pod jednym dachem. Wspólnie dbamy o gospodarstwo domowe, pracujemy z żoną, a rodzice pomagają nam przy dzieciach. Moja siostra pomimo tego, że też tutaj się urodziła i dorastała, to praktycznie od początku marzyła o przeprowadzce do dużego miasta, co jej się zresztą udało. Kiedy tylko wyjechała na studia poinformowała nas, że nigdy nie wróci na wieś. Tak też się stało.
Wyjechała na studia do najbliższego miasta, rozpoczęła tam również pracę i znalazła męża. Do dzisiaj mieszka tam wraz z całą swoją rodziną. Rodzice pomagali jej jak tylko mogli, często zapraszali ich także na wieś, aby przyjechali wszyscy i trochę odpoczęli, bo oni sami przez słabe zdrowie, jak i obowiązki na gospodarstwie nie mogli ich za często odwiedzać. Na początku siostra odmawiała, nie chciała tutaj przyjeżdżać, ale od 4 lat nagle przypomniała sobie o rodzinie i jest tutaj regularnie co lato. Oczywiście byliśmy bardzo gościnni i przyjmowaliśmy siostrę wraz z rodziną z otwartymi ramionami. Nasze dzieci natychmiast polubiły sie z ich dziećmi i cieszyliśmy się, że są sobie tak bliskie. Sama siostra jednak czuła się już prawdziwym mieszczuchem, przez co wraz ze swoim mężem często nas wyśmiewali – zarówno nas, nasz styl życia, jak i samą wieś. Oboje śmiali się z tego, że bierzemy wodę ze studni, pracujemy w ogrodzie, mamy ciągle dużo bydła i że nie robimy nic więcej, tylko babrzemy się w brudzie i smrodzie, jakbyśmy nie mogli znaleźć sobie cywilizowanej pracy.
Mimo tego, co mówili, żadne z nich nie gardziło domowym, swojskim jedzeniem. Chętnie jedli mięso z naszego bydła, warzywa i sałatki, a owoce z sadu po prostu uwielbiali. Nie wahali się też zabierać całej masy domowych przetworów, którymi mama obładowywała ich na drogę powrotną. Zabierali ze sobą pełne torby mięsa, smalcu, warzyw, owoców i przetworów w słoikach. Z radością zabierali je ze sobą do miasta.
Kilka miesięcy temu pojawiły się pierwsze, poważniejsze problemy w naszej rodzinie. Mama zaczęła mieć jakieś problemy z sercem i lekarze skierowali ją do szpitala do miasta. Postanowiłem pojechać z mamą. Musieliśmy gdzieś przeczekać ten tydzień, podczas którego wszelkiego rodzaju badania i analizy były wykonywane. Z mamą wzięliśmy pełne torby pysznego, domowego i swojskiego jedzenia, a potem pojechaliśmy do miasta. Oczywiście poprosiliśmy siostrę o to, by pozwolili nam zostać u siebie przez ten tydzień. Mieli trzypokojowe mieszkanie, więc nie trzeba było się gnieździć, wystarczyłoby miejsca dla wszystkich. Kiedy jednak przyjechaliśmy, mąż siostry od progu oświadczył, że musimy zapłacić za pobyt 400 złotych za dzień, a oprócz tego kupić produkty z listy, którą sporządził. To mnie po prostu oburzyło! Nigdy nie wzięliśmy od nich ani grosza, przywieźliśmy także ze sobą jedzenie, a oni tak nas przyjęli! Zadzwoniłem do przyjaciela, który mieszkał w mieście i poprosiłem go o pomoc. Bez problemu zgodził się nas przyjąć.
Wyjaśniłem mojemu przyjacielowi całą sytuację, a on powiedział, że możemy mieszkać w jego mieszkaniu za darmo! Poprosił tylko o 100 złotych za rachunki i nie chciał niczego więcej ! Po tamtej sytuacji nie rozmawiałem już z siostrą. Dzwoniła tylko do mamy kilka razy. Teraz znowu zadzwoniła i powiedziała, że na początku lata wraz z rodziną znowu zamierzają do nas przyjechać. Powiedziałem, że przyjmę tylko siostrzeńców (w końcu to nie ich wina, że mają takich durnych rodziców); Siostra na początku próbowała się kłócić, ale potem się zgodziła. Teraz, kiedy będzie brała torbę z jedzeniem, też jej wystawię odpowiedni cennik! Myślę, że postępuję właściwie! Jeśli siostra nie chciała nam pomóc, gdy mieliśmy trudną sytuację, w zamian otrzyma to samo !



