Nie posiadała żadnych konkretnych informacji o swoim wybranku, ale wyszła za mąż.
– Czy pracuje? Wygląda na to, że prowadzi własny biznes – mówiła Ania, przemycając temat.
– A co z mieszkaniem?
– Ma własne mieszkanie. Planujemy je odnowić i zamieszkać tam.
– Widziałaś jego dowód?
– Tak, ale ukradziono mu torbę, w której były dowód osobisty, prawo jazdy i kilka innych dokumentów biznesowych. Nawet samochodem nie jeździ, aby uniknąć łamania prawa. A ten samochód, który ma, jest naprawdę fajny – opowiadała Ania żartobliwie.
To tylko wymysł głupiej klaczy. To jak bajka dla naiwnych durniów. Oczywiście dla mnie to oczywiste, ale Ania w to bezkrytycznie wierzyła.
– A co z Anią Co się stało? – zapytała matka, gdy siostra wyjechała.
– Ania będzie miała męża.
– To kłamstwo. Wszystko to kłamstwa. Poszukiwacz przygód i oszust.
Matka zamyśliła się. Miała chęć go poznać ale i miała wątpliwości.
– Zaprosimy go. Porozmawiamy z nim. Może uda nam się go zatrzymać – wysunęła pomysł mama.
– Zaprosić go na pewno.
– Obowiązkowo przyjdziemy – zapewniła nas Ania. Jednak nie przyszli.
Błażejek był zmartwiony i smutny. Ania poinformowała nas o tym „smutnym” wypadku, przybywając na uroczystą kolację z córką. Zamiast tego z radością pokazała pierścionek zaręczynowy na palcu serdecznym.
– Błażejek oświadczył mi się i powiedziałam „tak”. Złożymy wniosek do Urzędu Stanu Cywilnego o udzielenie ślubu, jak tylko dostanie nowe dokumenty.
Matka całkowicie przeszła na stronę Ani. Zapytała siostrę o pierścionek, czy jest złoty albo srebrny. Tak, jak myślałam, nie było próby.
– To dlatego, że był wykonany na zamówienie. Wycenimy go w Warszawie. A jak jechać bez dokumentów? – powtarzała argumenty siostra.
Mama zabroniła mi ingerowania w jej życie.
– No dobrze…
– Siostrzyczko, cześć! Czy możesz zostać żyrantem? Błażejek potrzebuje pół miliona kredytu. Pilnie. Dla swojego biznesu. Dokumenty dostanie dopiero pojutrze. Bez niego nie może wypłacić pieniędzy ze swojego konta. Czy pomożesz?
To jest ten kluczowy moment, dla którego oszukiwał ciągle naiwną Anię.
– Oczywiście, że pomogę! – odpowiedziałam i udałam się na spotkanie.
Nie wzięłam ze sobą potrzebnego dokumentu do banku. Ale Ania miała ze sobą zapalniczkę. Podeszłamdo radosnej siostry, wyrwałam jej dokumenty bankowe i rzuciłam się w jej stronę, wyciągając zapalniczkę. Zdążyłam. Błażejek zniknął. Mama i Ania wciąż ze mną nie rozmawiają. No cóż, niech tak zostanie. W zamian za to nie będą musiały spłacać pół miliona kredytu oszustowi.



