Na razie nie pracuję, ale wkrótce się wybieram do pracy z powrotem. Tylko tutaj nie ma nikogo, kto mógłby opiekować się córką w czasie, gdy chodzę na rozmowy kwalifikacyjne. Mama męża pracuje do wieczora, moi rodzice mieszkają w innym mieście, sam mąż również do późnych godzin wieczornych jest w pracy. Musiałam poprosić siostrę męża, 19-letnią Natalię, aby popilnowała mojej córki. Moja córka jest już dosyć duża, ma 6 lat. Ona sama może zrobić sobie kanapkę, sama sprząta po sobie zabawki, to bardzo ciche i spokojne dziecko. Nigdy nie krzyczy ani nie płacze, głosu też nie podnosi. Obiecałam Natalii, że zapłacę jej nawet za te kilka godzin z córką, kiedy ja będę na rozmowach kwalifikacyjnych.
A gdy znajdę pracę, wyślę córkę do przedszkola. Natalia, kiedy usłyszała o pieniądzach, natychmiast się zgodziła. Zrobiłam zupę, w domu był porządek. Na stole na dziewczyny czekały ciepłe ciasteczka, wszystko na kanapki leżało w lodówce, wszystko pokroiłam. Żadne kłopoty i problemy nie powinny się pojawić. Ale kiedy wróciłam do domu, po prostu nie rozpoznałam mojego mieszkania, zwłaszcza kuchni. Cukier rozsypany był po podłodze, kawałki kiełbasy leżały w pobliżu lodówki, w zlewie już uformowała się kupa brudnych naczyń.
Ku mojemu zdziwieniu Natalia powiedziała, że to moja córka zrobiła. Córka zaczęła przysięgać, że cały czas spędzała w pokoju i bawiła się, nawet nie wychodziła do kuchni. Oczywiście uwierzyłam mojej córce, bo jeszcze nie wie, jak kłamać, a ona sama nie byłaby w stanie zrobić takiego bałaganu, zwłaszcza, że jej ręce nie sięgają górnych półek w kuchni. Wyrzuciłem Natalię, nic jej nie zapłaciłam. Po tym, jak opowiedziałam o tym mężowi, stanął po mojej stronie. Tylko teściowa tak nie uważa i obwinia za wszystko swoją 6-letnią wnuczkę. Od tego czasu moja teściowa i Natalia nie są już w kontakcie.



