Nie dotykaj mojej lalki! wrzasnęła Urszula, wyrywając z rąk starszej siostry porcelanową piękność ze złotymi lokami. Mamo! Agnieszka znów zabiera moje zabawki!
Och, daj spokój, sknero! burknęła ośmioletnia Agnieszka, choć lalkę puściła. Pomyśleć, taka ważna księżniczka!
Dziewczynki, co za hałas od samego rana! Hanna Piotrowska wyszła z kuchni, wycierając ręce w fartuch. Agnieszko, zostaw siostrę w spokoju. Masz własnych zabawek pod dostatkiem.
Moje są wszystkie stare, a jej nowe! oburzyła się Agnieszka. To niesprawiedliwe!
Bo jestem młodsza z zadowoleniem oznajmiła Urszula, tuląc lalkę. Mama sama tak mówiła.
Agnieszka zacięła zęby i milczała. Tak, mama rzeczywiście tak mawiała. I babcia też. I ciocia Irena. Wszyscy wokół powtarzali: Urszulka malutka, trzeba jej ustąpić, Urszulka chorowita, trzeba ją oszczędzać, Urszulka taka miła dziewczynka.
A Agnieszka? Agnieszka duża, Agnieszka silna, Agnieszka musi rozumieć. Zawsze musi rozumieć i ustępować.
Idźcie na śniadanie powiedziała zmęczona matka. I siostrę wołaj.
W szkole Agnieszka starała się zapomnieć o domowych przykrościach, ale nawet tam ścigał ją cień młodszej siostry. Nauczycielka, pani Nowakowska, często pytała, co u Urszulki, czy nie chora, czy już idzie do pierwszej klasy.
A ty, Agnieszko, pomagasz siostrzyczce przygotować się do szkoły? spytała kiedyś po lekcji.
Pomagam skłamała Agnieszka.
W rzeczywistości brzydziła się tymi naukami. Urszula grymasiła, nie chciała uczyć się liter, narzekała, że jest zmęczona. A mama zawsze wtedy mówiła: No i czego się do niej czepiasz? Widzisz, że dziecko zmęczone.
Urśka, litera A nie pisze się tak! złościła się Agnieszka, ścierając krzywo narysowaną bazgrołę. Patrz, jak to się robi!
Nie chcę! jęczała siostra. Ręka mnie boli!
Nic cię nie boli! Po prostu leniwa jesteś!
Mamo! Agnieszka mnie wyzywa! natychmiast wrzeszczała Urszula.
I mama, rzecz jasna, beształa Agnieszkę. Zawsze beształa Agnieszkę.
Gdy Urszula poszła do szkoły, Agnieszka miała nadzieję, że siostra wreszcie zrozumie, co to znaczy uczyć się, starać, dostawać dwóje i tróje. Ale nic z tego. Urszula uczyła się łatwo, dostawała same piątki, a nauczyciele ją uwielbiali.
Cóż za zdolna twoja siostra! zachwycała się wychowawczyni Agniesz, pani Nowakowska. Prostą piątkową uczennicą będzie. A ty byś od niej się nauczyła, jak się przykładać.
Agnieszka milczała, zaciśnięte pięści chowała w kieszenie. Cóż tu powiedzieć? Że Urszula nie jest zdolna, tylko po prostu ma szczęście? Że wszystko przychodzi jej łatwo, bez wysiłku? Gdy Agnieszka musi kuć po nocach, żeby dostać choć czwórkę.
W domu też nie było spokoju. Urszula wyrosła na prawdziwą piękność jasnowłosą, błękitnooką, o delikatnej cerze. Sąsiadki jęczały na jej widok: Oj, jaka lalunia! Prawdziwy aniołek!
A Agnieszka? Agnieszka była przeciętna. Ani brzydka, ani piękna najzwyklejsza dziewczyna z kasztanowymi włosami i szarymi oczami. Takich miliony.
Nasza Urszulka będzie artystką marzycielsko mówiła mama, czesząc córce włosy. Albo modelką. Z taką urodą grzech nie skorzystać.
Agnieszka udawała, że nie słyszy, ale każde słowo bolało jak sztylet. Wychodzi na to, że dla niej? Nie grzech nie skorzystać ze swej urody? Więc z niej nic dobrego nie wyrośnie?
A ja zostanę lekarzem cicho powiedziała kiedyś.
Lekarzem? zdziwiła się mama. No, jeśli się uda. Trzeba się jednak dobrze uczyć.
Jeśli się uda. Nie zostaniesz czy na pewno się uda, ale jeśli się uda. Jakby mama w ogóle w nią nie wierzyła.
Tymczasem Urszula rosła i piękniała. W liceale wiło się już za nią chmarę chłopaków. Kokietowała, przymilała
Siedziały tak długo w cieple rodzącego się na nowo siostrzanego uczucia, podczas gdy mała solenizantka rozpakowywała z radosnym piskiem prezent od cioci, *Dagmary* piękną, staromodną lalkę z porcelany, wyglądającą jak żywa, która skłoniła je obie do cisnącej się łzy i wspomnień o odległym dzieciństwie i wreszcie zrozumiały, że ciemność wzajemnych uraz już za nimi minęła i tylko jasna droga wspólnej przyszłości z jasną kruszyną na czele przed nimi się otwiera.



