Poziom absurdu w moim życiu czasami osiąga krytyczne poziomy. W zeszłym tygodniu mój mąż miał imprezę w pracy. Świętowali urodziny dyrektora i coś tam innego, nie pamiętam dokładnie szczerze mówiąc. Postanowiłam na niego poczekać – coś mi po prostu podpowiedziało, że coś się wydarzy. Siedziałam w kuchni, piłam kawę, żeby nie zasnąć, światła były wyłączone, dzieci już spały. Nagle mój mąż wszedł na palcach do mieszkania, a wraz z nim pewna kobieta. Widziałam, że wchodzi przez uchylone drzwi. Pani w krótkiej sukience, na wysokich obcasach, a na głowie jakieś ptasie gniazdo.
Jakby ktoś specjalnie ją za włosy pociągał. Nie chodzi o fryzurę, ale o dzieło sztuki.
– Cicho Irka, nie żartuj, dzieci śpią – szepcze mój mąż. A po pani widać, że z trudem chodzi, chwieje się. Potem weszli do pokoju i słyszałam dziwne dźwięki. Coś jak ciężki oddech i sapanie. Poszłam sprawdzić, a tam mój mąż robi pompki. Czekałam na wszystko, ale nie na to.
A kobieta stoi obok i liczy. Opadła mi szczęka. Na szczęście wszystko zostało mi później wyjaśnione. Okazało się, że podczas imprezy firmowej doszło do gorącej, pijackiej kłótni. W trakcie której fryzura Irki zepsuła się w ten sposób. Głównym punktem sporu było to, kto pierwszy pojedzie na wakacje. Mój mąż założył się z Ireną, że zrobi trzydzieści pompek bez problemu. Wyraziła swoje wątpliwości, więc przyszli to udowodnić. Krótko mówiąc, teraz to mój mąż będzie pierwszy, który pojedzie na wakacje.



