SERCE ZNOWU BIJE
Weronika urodziła swoją Kornelię, nie wiedząc nawet, kim jest ojciec. Powiedzmy, że „pośliznęła się” przed ślubem.
Tak, owszem, zalecał się do niej pewien przystojniak. Co prawda, nie proponował małżeństwa, ale za to był olśniewająco urodziwy i uprzejmy.
Weronika prowadzała go pod rękę, dumnie przechadzając się obok babć-słoneczników, które jak zwykle siedziały przy bloku i śledziły każdego przechodnia wzrokiem.
Młody człowiek nigdzie nie pracował. Wolał fruwać przez życie jak motyl. Weronika karmiła go, poiła, kładła obok siebie spać. Gotowa była nawet położyć się jak kolorowy dywanik pod jego stopy.
Pewnego dnia jednak oznajmił, że jest z nią śmiertelnie znudzony, że nie docenia go jako mężczyzny, a w dodatku mogłaby go chociaż raz zabrać nad morze, jeśli naprawdę go kocha…
Weronika płakała cały tydzień. Potem podarła zdjęcia „niedokochanego” i spaliła je. Przez miesiąc pogrążona była w samotnym smutku. Aż poznała Krzysztofa.
Pewnego ranka Weronika spieszyła się do pracy. Nerwowo kręciła się na przystanku autobusowym, gdy zatrzymała się taksówka. Kierowca otworzył drzwi i zaproponował podwiezienie. Weronika, nie zastanawiając się długo, wskoczyła do środka.
W drodze kierowca zagaił rozmowę. Weronika od razu go oceniła. Był dobrze ubrany, ogolony, uczesany, wypielęgnowany. Jego galanteria również ją urzekła. Cały jego wygląd zdradzał troskliwą kobiecą rękę – Weronika uznała, że to zapewne praca jego matki.
Krzysztof – tak się przedstawił – był zupełnym przeciwieństwem poprzedniego wybranka. Weronika bez wahania zostawiła mu numer telefonu. Chciała kontynuować znajomość. To był jedyny raz, kiedy przejechała się taksówką za darmo.
Zaczęli się spotykać. Krzysztof obsypywał ją kwiatami, obdarowywał prezentami, kochał czule.
Pewnej wiosny spacerowali po lesie. Weronika zbierała przebiśniegi, a Krzysztof, widząc jej radość, dołączył do zabawy. Gdy już mieli pełne pęki, usiedli w samochodzie. Krzysztof ostrożnie położył swój bukiet na tylnym siedzeniu.
„Dla żony” – przemknęło Weronice przez myśl. Nie odważyła się zapytać. A jeśli rzeczywiście był żonaty? Przez pół roku zdążyła już przywyknąć do jego uprzejmości. Wybrała więc słodkie samooszukiwanie się. Milczała…
Ale wkrótce do drzwi Weroniki zapukała żona Krzysztofa. Przyszła z dwójką małych dzieci i oznajmiła:
„Proszę się nimi zająć! One bardzo kochają tatę!”
Weronika, oszołomiona, ledwie wydusiła:
„Przepraszam, nie wiedziałam, że jest żonaty. Nie chcę niszczyć waszej rodziny. Nie będę wić gniazda pod cudzym progiem.”
Tego samego wieczoru zerwała z „żonatym”.
Następnym ukochanym został Dawid. Był Gruzinem. Ich romans był krótki jak wiosenna burza. Wpadł w jej życie jak huragan i równie szybko zniknął.
Poznali się na urodzinach koleżanki. Dawid od razu zauroczył łagodną Weronikę. Ona, urzeczona jego charyzmą, dała się ponieść.
Zdobył ją swoją szczodrością, radością życia i optymizmem. Z Dawidem nie było czasu na nudę czy smutek. Zawsze miał w zanadrzu nowe pomysły. Wydawało się, że nigdy nie ma problemów. Weronika byłaby gotowa pójść za nim na koniec świata. Ale niestety…
Rok nosił ją na rękach, a potem wyjechał do Gruzji. Nie zadomowił się w Polsce. Może klimat mu nie odpowiadał, może chorująca matka go wezwała…
Weronika poczuła się porzucona i nikomu niepotrzebna. Postanowiła żyć sama. „Przynajmniej nie będzie łez”.
Gdy już pogodziła się z losem samotnej kobiety, okazało się, że pod jej sercem rośnie nowe życie. Gdy się dowiedziała, zamarła. Kto jest ojcem? Jak teraz żyć? Jak nie zwariować?
Urodziła dziewczynkę i nazwała ją Kornelią. Stała się sensem jej życia. Dziewczynka była podobna do Dawida. Te same kręcone włosy, ciemne oczy i urzekający uśmiech. To jakoś cieszyło Weronikę. Może dlatego, że kochała go jak nikogo innego. Patrząc na Kornelię, wspominała beztroskie chwile spędzone z Dawidem.
Czasem chciało się wyć z bezsilności i zazdrościć zamężnym koleżankom. Ale wychowanie Kornelii pochłaniało cały czas. Nie było nawet chwili na łzy.
Pierwszego września Kornelia poszła do szkoły. W ławce posadzono ją z chłopcem, Szymonem. Od razu go nie polubiła. A on nazwał ją „kręconą głuptasią”.
Dzieci nie znosiły się wzajemnie. Nauczycielka musiała ich rozdzielić, ale i tak potrafili się pobić na przerwie.
Weronika przyszła do szkoły, by dowiedzieć się, dlaczego jej córka wraca podrapana. Nauczycielka, poczuwszy się winna, podała adres Szymona. „Niech pani sama to wyjaśni z jego rodzicami”.
Weronika, bez zastanowienia, ruszyła bronić Kornelii. Zapukała do drzwi.
Otworzył jej przystojny mężczyzna. Wycierał ręce w ręcznik, który miał zarzucony na szyi.
„Do mnie? Proszę wejść. Zaraz poczęstuję panią kawą. Tylko najpierw nakarmię tego urwisa” – i pognał do kuchni.
Weronika rozzuła się i weszła do małego pokoju. Od razu było widać, że kobiecej ręki tu brak. Wszędzie panował bałagan, kurz i zapach papierosów.
„No cóż…” – pomyślała.
Gospodarz wrócił z tacą i dwiema filiżankami aromatycznej kawy. (Ten zapach Weronika zapamięta na całe życie.)
„Czym zawdzięczam wizytę tak pięknej kobiety?” – zapytał.
„Jestem mamą Kornelii” – zaczęła Weronika.
„Aaa… Rozumiem. Mój Szymek jest zakochany w pani córce” – uśmiechnął się.
„I dlatego moja Kornelia jest cała podrapana?” – zaatakowała.
„Hmm? Nie rozumiem…” – zdziwił się szczerze.
„Proszę porozmawiać z synem. Dziękuję za kawę” – Weronika zbierała się do wyjścia.
„Na pewno to wyjaśnię. Niech się pani nie martwi” – uspokWeronika wyszła, ale tego wieczoru nie mogła przestać myśleć o przystojnym ojcu Szymona – może to właśnie on był tym, na którego czekała całe życie.



