SERCE ZABIJA PONOWNIE
Aleksandra urodziła swoją Dominikę nie wiadomo od kogo. Jak to mówią, „poślizgnęła się” przed ślubem.
Tak, Ola miała adoratora – przystojnego i uprzejmego młodego mężczyznę. Choć nie proponował małżeństwa, Aleksandra z dumą prowadziła go pod rękę obok babć-„słoneczników”, które, jak kwiaty za słońcem, obracały głowy za każdym przechodniem.
Młodzieniec nie pracował, żył jak motylek, fruwając przez życie. Ola go karmiła, poiła, układała do snu. Gotowa była położyć się przed nim jak kolorowy dywanik. Ale pewnego dnia oznajmił, że jest z nią znudzony, że nie docenia go jako kobieta. I w ogóle, mogłaby go choć raz zawieźć nad morze, jeśli go kocha…
Aleksandra płakała cały tydzień. Potem podarła zdjęcia „niedokochanego” i spaliła je. Miesiąc cierpiała w samotności. Aż pewnego dnia poznała Jacka.
Pewnego ranka Ola spóźniała się do pracy. Nerwowo czekała na przystanku, gdy zatrzymało się taksówkę. Kierowca otworzył drzwi i zaproponował podwiezienie. Nie zastanawiając się, wsiadła.
W drodze nawiązali rozmowę. Ola od razu oceniła mężczyznę – po czterdziestce, zadbany, ogolony, w wyprasowanej koszuli. Ujęła ją jego galanteria. Cały jego wygląd zdradzał troskliwą kobiecą rękę. „Z pewnością matki” – pomyślała.
Jacek był przeciwieństwem poprzednika. Ola bez wahania zostawiła mu numer. To był jedyny raz, gdy przejechała się taksówką za darmo.
Zaczęli się spotykać. Jacek obsypywał ją kwiatami, obdarowywał prezentami, kochał czule.
Pewnej wiosny spacerowali po lesie. Aleksandra zbierała przebiśniegi, a Jacek, widząc jej radość, pomagał. Gdy wrócili do samochodu, położył swój bukiet na tylnym siedzeniu. „Dla żony” – przemknęło Oldze przez myśl. Nie spytała. Bała się odpowiedzi.
Wkrótce do drzwi Aleksandry zapukała żona Jacka. Przyszła z dwójką małych dzieci i powiedziała:
– Proszę je wychować! Tak bardzo kochają tatę!
Ola, zaskoczona, wyjąkała:
– Przepraszam, nie wiedziałam. Nie zburzę waszej rodziny. Nie będę wić gniazda pod cudzym progiem.
Tej samej nocy zerwała z „żonatym”.
Następnym wybrankiem był Giorgi. Gruzin. Jego romans z Olą był krótki jak wichura – wpadł w jej życie i równie szybko zniknął.
Poznali się na urodzinach koleżanki. Giorgi od razu ją oczarował – szczodry, radosny, pełen życia. Z nim nie było czasu na smutek.
Rok nosił ją na rękach, aż pewnego dnia wrócił do Gruzji. Klimat mu nie odpowiadał, może matka potrzebowała pomocy…
Ola znów poczuła się porzucona. „Wystarczy łez. Będę żyła sama”.
Gdy już pogodziła się z losem, okazało się, że pod jej sercem rośnie nowe życie. Kto był ojcem? Jak teraz żyć?
Urodziła się dziewczynka – Weronika. Stała się światem Oli. Była podobna do Giorgiego – te same kręcone włosy, czarne oczy, uśmiech, który rozjaśniał wszystko. Może dlatego, że Aleksandra kochała go jak nikogo innego.
Czasem chciało się wyć z bezsilności, patrząc na zamężne przyjaciółki. Ale wychowanie Weroniki pochłaniało cały czas. Nie było chwili na łzy.
1 września Weronika poszła do szkoły. W ławce posadzono ją z Kacprem. Od razu się nie polubili. On nazwał ją „kędzioratą głupią”, a ona go „zarozumialcem”. Nauczycielka musiała ich rozdzielić.
Gdy Weronika wracała podrapana, Ola poszła do szkoły. Nauczycielka, czując się winna, dała adres Kacpra.
Aleksandra postanowiła działać. Zapukała do drzwi. Otworzył mężczyzna, wycierając ręce w ścierkę.
– Do mnie? Proszę wejść. Zapraszam na kawę, tylko nakarmię tego urwisa – wskazał na kuchnię.
Ola rozzuła się i weszła do małego mieszkania. Od razu poznała, że brakuje tu kobiecej ręki – kurz, rozrzucone rzeczy, zapach tytoniu.
Gospodarz wrócił z tacą. Dwie filiżanki, aromatyczna kawa. Ten zapach Ola zapamięta na zawsze.
– Czym zawdzięczam wizytę tak pięknej damy? – spytał.
– Jestem matką Weroniki.
– Aaa… Kacper jest zakochany w pani córce – uśmiechnął się.
– Dlatego moja Weronika jest podrapana? – zaatakowała Ola.
– Nie rozumiem… – zdziwił się.
– Proszę porozmawiać z synem. Dziękuję za kawę – wstała.
– Oczywiście. Niech się pani nie martwi.
Tej nocy Ola nie spała. Coś w tym mężczyźnie ją poruszyło. Domowy, troskliwy… I ta kawa! Żaden adorator nigdy jej nie poczęstował. Wszyscy wylewali szampana, a tu – zwykła kawa.
Nawet nie zauważyła, jak w myślach sprzątała jego mieszkanie, ustawiała meble, stawiała kwiaty… A „urwisa” chciała pogłaskać po głowie.
Następnego dnia poprosiła Weronikę, by była milsza dla Kacpra.
Minęły tygodnie. Na wywiadówce znów go spotkała. Wtedy upewniła się – Kacper nie ma matki. Inaczej tata by nie przychodził.
Po spotkaniu zaproponował odprowadzenie. Był grudzień, ciemno.
– Chętnie – odparła.
– Jestem Tomasz.
– Aleksandra.
Widocznie spodobała mu się, bo zaprosił ją na sylwestra. Ola pomyślała: „Nie mam już nic do stracenia”. Siedem lat samotności wystarczy.
Później Tomasz wyznał, że żona odeszła dawno temu – z jego najlepszym przyjacielem. Syna nie oddał.
Pewnego dnia wyznał miłość. Od pierwszej chwili nie przestał o niej myśleć. Widział w niej żonę i matkę dla Kacpra.
Ola z Weroniką zamieszkały u niego. Wcześniej spytali dzieci. Weronika i Kacper niechętnie się zgodzili.
Życie się odmieniło. Tomasz kupił większe mieszkanie. Ola zajmowała się domem. Traktowała Kacpra jak własnego syna. A on kochał Weronikę.
Minęły lata. Dzieci dorosły. Weronika i Kacper… pobrali się.
Aleksandra i Tomasz pobłogosławili ten związek. Młodzi pojechali do Paryża, a onOla i Tomasz postanowili spędzić ten czas nad morzem, trzymając się za ręce i patrząc na fale, które niosły ich wspomnienia i nadzieję na nowe dni.



