Pięcioletni Wojtek z wielkim zainteresowaniem słuchał „opowieści o prawdziwym człowieku”, którą czytała mu babcia. Ojciec przez chwilę to obserwował, a potem zapytał:
– Zosiu, czy to jeszcze nie za wcześnie, żeby to czytać?
– Nie martw się Krzysiu, wszystko zrozumie, czego potrzebuje. Nasz chłopiec jest naprawdę bystry jak na swój wiek.
Dzięki babci Wojtek wcześnie zaczął czytać, a ona pilnowała, żeby wybierał odpowiednie książki. W wieku jedenastu lat być może dzięki wpływowi babci, a być może z natury, Wojtek stał się bardzo wyczulony na intonacje i różne atmosfery unoszące się w domu. Dlatego kiedy rodzice nagle zaczęli być nadmiernie rozbawieni i serdeczni bez widocznej przyczyny, Wojtek zaniepokoił się. Coś działo się w rodzinie, ale nie mógł pojąć, co dokładnie. Dziecięca wyobraźnia malowała różne scenariusze. Zaczął podejrzewać swoich rodziców o szpiegostwo i obawiał się, że „ludzie w cywilnych ubraniach” nadejdą po nich i zabiorą ich gdzieś daleko.
Potem sam przekonywał się, że jego rodzice są dobrymi ludźmi i nie mogli zostać szpiegami dobrowolnie, co oznacza, że mają w sobie siłę, by to zrobić. Zosi nic nie mówił. Uważał, że konsultowanie się z babcią jest niepotrzebne – jeśli rodzice ukrywają prawdę, to ona i tak mu niczego nie powie. Z powodu tych doświadczeń chłopiec popadł w przygnębienie, co sprawiło, że jego rodzice zaczęli się martwić i zabrali go do różnych lekarzy. Ci tylko rozłożyli ręce – w końcu dziecko nie miało żadnych zdrowotnych problemów. A tajemnica rodziców polegała na tym, że Wojtek był przybranym dzieckiem. Nawet zmienili miejsce zamieszkania, by żadna znajoma osoba przypadkiem niczego nie wyjawiła. A ostatnio jeden z sąsiadów zamieszkał w ich bloku, na którego dyskrecję nie można było liczyć. Rodzice w końcu postanowili powiedzieć Wojtkowi całą prawdę.
Pewnego pięknego ranka, kiedy Wojtek niechętnie grzebał w owsiance, mama i tata nieco zakłopotani oznajmili, że muszą z nim porozmawiać. Wojtek odłożył łyżeczkę i spojrzał na nich.
– Synku – zaczął Tata – ja, mama i babcia bardzo Cię kochamy. I zawsze będziemy, bo wychowywaliśmy Cię od pieluch, gdy byłeś jeszcze taki malutki, że mieściłeś się na moich dłoniach.
– Kiedy tylko Cię zobaczyliśmy, wiedzieliśmy, że jesteś naszym synem – kontynuowała mama – nie mogliśmy mieć lepszego. –
Gdzie mnie zobaczyliście?
– W domu dziecka… Przygarnęliśmy Cię, ale to niczego zmienia…
Wojtek już nie słuchał. Więc to właśnie ukrywali! Nikt ich nie aresztuje! Jaka ulga. Wojtek nawet nie zauważył, jak znów chwycił łyżeczkę i szybko skończył owsiankę. Następnie spojrzał na oszołomionych rodziców i zapytał
– Czy mogę iść pograć w piłkę nożną?


