Mój mąż i ja jesteśmy małżeństwem od dawna i mamy dwoje dzieci. Moja przyjaciółka mieszkała obok z rodzicami. Była po rozwodzie. Często przychodzi do nas, a to po sól, a to przy okazji pogadać. Nie pomyślałabym nawet, że będzie chciała spojrzeć na mojego męża. Mówiła, że poszczęściło mi się z mężem, że jest przystojny i pracujący. Zaczęła przychodzić do nas coraz częściej, zadbana, z zapachem perfum wyczuwalnym na kilometr.
– Przyjaciółko, a może się zakochałaś? – spytałam ją.
– Jest coś takiego na rzeczy! – odpowiedziała z uśmiechem. Cieszyłam się jej szczęściem. „Nie będzie już smutno” – pomyślałam.
Ostatnio zauważyłam, że przychodzi do nas, kiedy nie ma mnie w domu. Potem mówię sobie: „jesteśmy sąsiadkami, może po prostu czegoś potrzebowała”. Jakoś przestała nas odwiedzać, więc to ja postanowiłam ją odwiedzić.
– Nie idź do niej! – zatrzymał mnie mąż.
– Dlaczego?
– Zabroniłem jej przychodzić do nas. Przychodziła, kiedy Cię nie było i przyklejała się do mnie. Mówiła, że nie jesteś dobrą żoną i tylko ona może mnie uszczęśliwić.
Po prostu byłam w szoku, nie chciałam w to wierzyć. W moich oczach pojawiły się łzy.
– Zaufaj mi, kochanie – przytulił mnie mąż – Uwierz mi, potrzebuję tylko Ciebie i naszych dzieci.
Oczywiście przestałam się z nią kontaktować. Ale po chwili spotkałyśmy się przypadkowo. Rzuciła mi się na szyję i przeprosiła. Minęło wiele lat. Wyszła za mąż, urodziła dzieci i żyje szczęśliwie. Ale nie zaprzyjaźniłyśmy się z rodzinami, mój mąż nie potrafił. Poszcześciło mi się z nim. A gdyby nie był tak kochający i oddany, co by się ze mną stało? Moja dobroć nie wystarczyłaby do zatrzymania go przy sobie.



