Czasami tak się dzieje, że pomagasz komuś, a ta osoba nie tylko nie dziękuje, a nawet narzeka i wskazuje na błędy w Twoich działaniach. Kiedy właśnie przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, powitała nas już nasza sąsiadka Kasia z czwórką dzieci i już wtedy, przez nieokrzesany wygląd jej dzieci, zdałam sobie sprawę, że ma niezdrowy stsounek do alkoholu.
– Witam, jestem Kasia, Wasza sąsiadka, a to są moje łobuzy, jeśli macie jakieś pytania, możecie się ze mną skontaktować.
– Miło Cię poznać, Jestem Michalina – odpowiedziałam.
Po przeprowadzce postanowiłam uporządkować rzeczy i znalazłam stare zabawki naszego syna, Dominika. Początkowo pomyślałam o ich wyrzuceniu, ale przypomniałam sobie, że Kasia ma syna, który jest o 3 lata młodszy od naszego syna. Oczywiście wzięła je i od tego czasu zaczęłam im coś regularnie dawać. Z taką radością brali wszystko. Kasia przyzwyczaiła się już do moich prezentów, często siedziała w naszej kuchni i błagała mnie o sól lub mąkę, a pewnego dnia poprosiła o coś nowego:
– Ceść Michalina, daj mi kawałek mięsa, muszę ugotować zupę dla dzieci.
– Przepraszam, nie mam mięsa, mam tylko kiełbasę – byłam nawet zawstydzonya że jej to mówię, chociaż niezręcznie to powinno być jej.
– No daj, co jest… – powiedziała niezadowolona.
Dałam jej ostatnie kawałki kiełbasy, pozbawiając moje dzieci śniadania. A mój mąż widząc to wszystko, po prostu śmiał się z mojej łagodności. Kilka dni później Kasia i ja przypadkowo spotkałyśmy się na zewnątrz.
– Hej, właśnie do Ciebie szłam. Wiesz, że wkrótce burodzę, prawda? Możesz pożyczyć nam swój wózek, dziecko wkrótce się urodzi, a nam brakuje pieniędzy na nowy.
– Przepraszam, ale już go sprzedałam – nawet nie wiem, dlaczego w ogóle się przed nią tłumaczyłam.
Kasia nie była zadowolona i ruszyła dalej. Wózek faktycznie sprzedałam, ale co do tego sąsiadce, co, niby miałabym jej pytać o zgodę? Poza tym to już jej problem: nie pozwalają na to finanse – niech nie rodzi już dzieci.



