Zosia zastygła w drzwiach wejściowych, ściskając klucz w dłoni. Z mieszkania dobiegał szelest i ciche mamrotanie. Tomek był w pracy, a ona wróciła wcześniej, postanawiając zafundować sobie pół dnia odpoczynku po wyczerpującym tygodniu. Teraz jednak serce waliło jej jak młot. Złodzieje? Ostrożnie uchyliła drzwi i usłyszała znajomy głos:
Oj, Zosia, Tomek, jakie wy tu nieporządne! Kurz na parapetach, firanki pogniecione! Trzeba by wam sprzątaczkę wynająć, bo co to za dom?
W przedpokoju, z miotłą w ręku, stała ciocia Irena, ich sąsiadka. Zosia oniemiała.
Ciocia Irena? Jak pani się tu dostała? głos Zosii drżał z mieszanki zdumienia i irytacji.
A no po sąsiedzku, kochanie! ciocia Irena rozpromieniła się, jakby jej obecność w cudzym mieszkaniu była czymś oczywistym. Zobaczyłam, że drzwi uchylone, pomyślałam, sprawdzę, czy wszystko w porządku. A tu taki bałagan! No to postanowiłam posprzątać.
Drzwi były zamknięte zimno odcięła Zosia, ściskając torbę. Pamiętam dokładnie.
Oj, daj już spokój, zamknięte czy nie ciocia Irena machnęła ręką, jakby odpędzała muchę. W naszym bloku wszyscy swoje, czego się bać? Ważne, że to ja tu jestem, a nie jakiś chuligan!
Zosia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jej nowy dom, pierwsze własne mieszkanie z Tomkiem, nagle wydał się obcy. Wymamrotała coś o dziękuję i wyprowadziła sąsiadkę, ale w środku wrzało oburzenie. Skąd ciocia Irena miała dostęp do ich mieszkania? I dlaczego zachowywała się, jakby miała do tego prawo?
Ta historia zaczęła się pół roku temu, gdy Zosia i Tomek, młoda para, wprowadzili się do starego, ale przytulnego bloku na obrzeżach Łodzi. Mieszkanie było ich dumą: trzy lata oszczędzali na wkład własny, wzięli kredyt, odmawiali sobie wszystkiego, od kawy po wakacje. Gdy w końcu dostali klucze, Zosia omal nie płakała ze szczęścia, a Tomek, zwykle powściągliwy, kręcił ją po pustym pokoju, śmiejąc się.
To nasz dom, Zosiu! Nasz! mówił, a oczy mu błyszczały.
Urządzali się powoli: kupili kanapę, powiesili jasne firanki, postawili na parapecie doniczkę z fikusem. Najbardziej jednak cieszyły ich drobiazgi poranna kawa w maleńkiej kuchni, wieczorne filmy pod kocem, plany na remont.
Drugiego dnia po wprowadzeniu zapukała do drzwi niska kobieta około sześćdziesiątki, z uczesanymi włosami i koszykiem w ręce.
Witajcie, młodzi! Jestem Irena Nowak, wasza sąsiadka z trzeciego piętra. Ciocia Irena, krócej mówiąc uśmiechnęła się tak szeroko, że Zosia mimowolnie odpowiedziała uśmiechem. Przyniosłam wam pierogi z kapustą. Po sąsiedzku!
Ojej, dziękujemy bardzo! Zosia przyjęła koszyk, czując się niezręcznie. Wpadnie pani na herbatę?
A no tylko na chwilę ciocia Irena weszła, rozglądając się po mieszkaniu z ciekawością. O, jaka u was ciekawa aranżacja! Tylko ściany by przemalować, bo tapety już stare. I kuchnia trochę ciasna, co?
Zosia zaniemówiła, ale grzecznie skinęła głową. Tomek, zaparzając herbatę, dodał:
Planujemy remont, ale na razie budżet nie pozwala. Powoli się urządzimy.
No, słusznie, brawo! ciocia Irena poklepała Zosię po ramieniu. Jak coś, to pytajcie, ja tu wszystkich znam, podpowiem, gdzie tańsze tapety znaleźć.
Pierogi były pyszne, a ciocia Irena rozmowna. Opowiedziała o sąsiadach, o tym, jak blok budowano jeszcze za jej młodości, a nawet poradziła, jak namówić dozor



