Aniela zastygła w progu, ściskając klucz w dłoni. Z mieszkania dobiegał szelest i ciche mamrotanie. Grzegorz był w pracy, a ona wróciła wcześniej, postanawiając zafundować sobie pół dnia odpoczynku po wyczerpującym tygodniu. Serce waliło jej jak młotem. Złodzieje? Ostrożnie uchyliła drzwi i usłyszała znajomy głos:
Ojej, Aniela, Grzegorzu, ależ u was bałagan! Kurz na parapecie, firanki pogniecione! Powinniście zatrudnić sprzątaczkę, bo co to za dom?
W przedpokoju, z miotłą w ręce, stała ciocia Wanda, ich sąsiadka. Aniela oniemiała.
Ciocia Wanda? Jak pani się tu dostała? głos Anieli drżał od mieszaniny zdumienia i irytacji.
No przecież po sąsiedzku, kochanie! ciocia Wanda rozpromieniła się, jakby jej obecność w obcym mieszkaniu była oczywistością. Zobaczyłam, że drzwi uchylone, myślę sobie, sprawdzę, czy wszystko w porządku. A tu taki nieład! No to postanowiłam posprzątać.
Drzwi były zamknięte odcięła chłodno Aniela, zaciskając dłoń na torebce. Pamiętam dokładnie.
Oj, daj spokój, zamknięte, nie zamknięte machnęła ręką ciocia Wanda, jakby odpędzając muchę. W naszym bloku wszyscy się znamy, czego się bać? Ważne, że to ja, a nie jakiś chuligan!
Aniela nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jej nowy dom, ich pierwsze wspólne mieszkanie z Grzegorzem, nagle wydał się obcy. Wymamrotała coś o dziękuję i wyprowadziła sąsiadkę, ale w środku kipiało oburzenie. Skąd ciocia Wanda miała dostęp do ich mieszkania? I dlaczego zachowywała się, jakby miała do tego prawo?
Ta historia zaczęła się pół roku temu, gdy Aniela i Grzegorz, młode małżeństwo, wprowadzili się do starego, ale przytulnego bloku na obrzeżach Wrocławia. Mieszkanie było ich dumą trzy lata oszczędzali na wkład własny, wzięli kredyt, odmawiali sobie wszystkiego, od kawy po wakacje. Gdy w końcu dostali klucze, Aniela omal nie płakała ze szczęścia, a zwykle powściągliwy Grzegorz kręcił ją po pustym salonie, śmiejąc się.
To nasz dom, Aniela! Nasz! mówił, a w jego oczach błyszczała duma.
Urządzali się powoli kupili kanapę, powiesili jasne firanki, postawili na parapecie doniczkę z fikusem. Ale najbardziej cieszyły ich drobiazgi poranna kawa na maleńkiej kuchni, wieczorne filmy pod kocem, plany na remont.
Drugiego dnia po przeprowadce zadzwonili do drzwi. Na progu stała niska kobieta około sześćdziesięciu lat, z uczesanym kokiem i koszykiem w rękach.
Dzień dobry, młodzi! Jestem Wanda Nowak, wasza sąsiadka z trzeciego piętra. Ciocia Wanda, krótko mówiąc. Uśmiechnęła się tak szeroko, że Aniela mimowolnie odpowiedziała uśmiechem. Przyniosłam wam pierogi z kapustą. Po sąsiedzku!
Och, dziękujemy bardzo! Aniela wzięła koszyk, czując się nieco niezręcznie. Wpadnie pani na herbatę?
Oj, tylko na chwilę ciocia Wanda weszła, rozglądając się po mieszkaniu z ciekawością. Ojej, jakie u was ciekawe wnętrze! Tylko ściany by pomalować, bo tapety już stare. I kuchnia trochę ciasna, co?
Aniela zmieszała się, ale grzecznie skinęła głową. Grzegorz, zaparzając herbatę, dodał:
Planujemy remont, ale na razie budżet nie pozwala. Powoli sobie poradzimy.
No tak, słusznie, brawo! ciocia Wanda poklepała Anielę po ramieniu. Jak coś, to pytajcie, ja tu wszystkich znam, podpowiem, gdzie tanio kupić farbę.
Pierogi były smaczne, a ciocia Wanda rozmowna. Opowiadała o sąsiadach, o tym, jak blok stawiali jeszcze za jej młodości, i nawet doradziła, jak przekonać dozorcę, żeby wcześniej odśnieżał. Aniela i Grzegorz wymienili spojrzenia wyglądało na to, że znaleźli sojusznika w nowym miejscu.
Ale wkrótce ciocia Wanda zaczęła pojawiać się zbyt często. Raz wpadała tylko się przywitać, innym razem przynosiła kolejne pierogi, jeszcze innym proponowała sprawdzić hydraulikę, bo w tym bloku rury stare, zaraz popękają. Aniela, wychowana w szacunku dla starszych, starała się być uprzejma, ale uwagi sąsiadki zaczynały ją irytować.
Pewnego dnia ciocia Wanda zjawiła się, gdy Aniela z Grzegorzem malowali ściany w salonie.
Oj, Aniela, jaki ty kolor wybrałaś? sąsiadka skrzywiła się, patrząc na puszkę z niebieską farbą. Toż to zimne! Powinnaś wziąć ciepły, brzoskwiniowy. I wałek macie nie taki, zostaną smugi.
Podoba nam się niebieski odparła spokojnie Aniela, ściskając pędzel. To nasz styl.
Styl, mstyl prychnęła ciocia Wanda. Ja tu czterdzieści lat mieszkam, wiem, jak trzeba. Posłuchaj mnie, przemaluj, póki czas.
Grzegorz, wycierając ręce ścierką, wtrącił się:
Ciocia Wanda, dziękujemy za radę, ale już podjęliśmy decyzję. Może herbaty się napijemy?
Sąsiadka zacisnęła usta, ale została. Przy herbacie opowiedziała, że sąsiadka z piątego piętra narzeka na hałas ich remontu, a dozorca uważa, że źle segregują śmieci. Aniela poczuła, jak w środku narasta uraza. Starali się być uważni, a teraz obgadują ich za plecami?
Może rzeczywiście coś robimy nie tak? szepnęła wieczorem do Grzegorza. Nie ch



