Sąsiadka przekroczyła granicę – teraz muszę działać

Zachowała się w progu, trzymając klucz w dłoni. Z mieszkania dobiegał szelest i ciche mamrotanie. Krzysztof był w pracy, a ona wróciła wcześniej, postanawiając zrobić sobie pół dnia odpoczynku po wyczerpującym tygodniu. Teraz jednak serce waliło jej jak młot. Złodzieje? Ostrożnie uchyliła drzwi i usłyszała znajomy głos:

Oj, Zosiu, Krzysiu, ależ u was bałagan! Kurz na parapetach, firanki pogniecione! Trzeba by wam sprzątaczkę wynająć, bo co to za dom?

W przedpokoju, z miotłą w ręce, stała ciocia Irena, ich sąsiadka. Zosia oniemiała.

Ciocia Irena? Jak pani się tu dostała? głos Zosi drżał z mieszaniny zdumienia i irytacji.

A no po sąsiedzku, kochanie! ciocia Irena rozpromieniła się, jakby jej obecność w cudzym mieszkaniu była czymś oczywistym. Widziałam, że drzwi uchylone, pomyślałam, sprawdzę, czy wszystko w porządku. A tu taki nieład! No to postanowiłam posprzątać.

Drzwi były zamknięte zimno odcięła Zosia, ściskając torbę. Pamiętam dokładnie.

Oj, daj spokój, zamknięte, niezamknięte ciocia Irena machnęła ręką, jakby odpędzała muchę. W naszym bloku wszyscy swoi, czego się bać? Ważne, że to ja, a nie jakiś chuligan!

Zosia nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jej nowy dom, ich pierwsze własne mieszkanie z Krzysztofem, nagle wydał się obcy. Wymamrotała coś o dziękuję i wyprowadziła sąsiadkę, ale w duszy kipiało oburzenie. Skąd ciocia Irena miała dostęp do ich mieszkania? I dlaczego zachowywała się, jakby miała do tego prawo?

Ta historia zaczęła się pół roku temu, gdy Zosia i Krzysztof, młode małżeństwo, wprowadzili się do starego, ale przytulnego bloku na obrzeżach Krakowa. Mieszkanie było ich dumą: trzy lata oszczędzali na wkład własny, wzięli kredyt, odmawiali sobie wszystkiego, od kawy po wakacje. Gdy wreszcie dostali klucze, Zosia omal nie rozpłakała się ze szczęścia, a Krzysztof, zwykle powściągliwy, kręcił ją po pustym pokoju, śmiejąc się.

To nasz dom, Zosiu! Nasz! mówił, a jego oczy błyszczały.

Urządzali się powoli: kupili kanapę, powiesili jasne firanki, postawili na parapecie doniczkę z fikusem. Najbardziej cieszyły ich jednak drobiazgi poranna kawa w maleńkiej kuchni, wieczorne filmy pod kocem, plany o remoncie.

Drugiego dnia po wprowadzeniu do drzwi zadzwoniono. Na progu stała niska kobieta około sześćdziesiątki, z elegancką fryzurą i koszykiem w ręce.

Witajcie, młodzieży! Jestem Irena Kowalska, wasza sąsiadka z trzeciego piętra. Ciocia Irena, mówiąc prościej uśmiechnęła się tak szeroko, że Zosia mimowolnie odpowiedziała uśmiechem. Przyniosłam wam pierogi z kapustą. Po sąsiedzku!

Oj, dziękujemy bardzo! Zosia przyjęła koszyk, czując się niezręcznie. Wpadnie pani na herbatę?

A no tylko na chwileczkę ciocia Irena weszła, rozglądając się po mieszkaniu z ciekawością. O, jaka ciekawa u was aranżacja! Tylko ściany by pomalować, bo tapety już stare. I kuchnia taka ciasna, co?

Zosia zmieszała się, ale grzecznie skinęła głową. Krzysztof, zaparzając herbatę, dodał:

Planujemy remont, ale na razie budżet nie pozwala. Powoli się urządzimy.

No tak, słusznie, brawo! ciocia Irena klepnęła Zosię po ramieniu. Jak coś, to pytajcie, ja tu wszystkich znam, podpowiem, gdzie taniej kupić tapety.

Pierogi były pyszne, a ciocia Irena rozmowna. Opowiedziała o sąsiadach, o tym, jak blok budowano za jej młodości, i nawet dała radę, jak namówić dozor

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × trzy =

Sąsiadka przekroczyła granicę – teraz muszę działać