Późnym wieczorem, kiedy już miałam iść spać, usłyszałam dzwonek do domofonu. Pomyślałam, że może ktoś pomylił mieszkanie. W końcu jestem staruszką i na pewno nie wyczekiwałam na nikogo o tej godzinie. Potem rdzwonienie zaczęło być uciążliwe i nie ustawało. Wtedy pomyślałam, że najprawdopodobniej chcą dostać się do sąsiadów, którzy nie mają domofonu. W naszym budynku mieszka wiele gangów i chuliganów, więc nie chciałabym wpuszczać nikogo innego z zewnątrz, ponieważ i tak mamy zapewniony chaos.
Podeszłam do drzwi i spojrzała w kamerę domofonu, widzę – to nasza sąsiadka z piętera niżej. Zgubiła klucze, więc spokojnie jej otworzyłam. Słyszałam od sąsiadów, którzy narzekali na nią, że jest okropną, starą awanturnicą i zawsze szuka powodu, by ponarzekać na kogoś. I wszyscy się jej wystrzegali i nie chcieli z nią zadzierać. Po chwili do moich drzwi rozległo się pukanie, patrzę w wizjer i widzę, że stoi.
Otwieram, a ona mi mówi: Powiedz, co zrobiłaś córce, co jej zrobiłaś?! Jeśli jej nie pokażesz, zadzwonię na policję!”.
Zaczęłam jej mówić, że nie mam dzieci, a miesiąc temu moja siostrzenica była u mnie, przyjechała ze wsi, a teraz już wróciła do swojej wioski. Jednak ona ciągle natrętnie powtarzała, że wyda mnie policja. Potem dodała, że jeśli dam jej pieniądze, to nie zadzwoni do nikogo i zostawi mnie w spokoju. Tutaj zaczęłam jej grozić, że powiem wszystko dzielniowemu i to ona będzie miała problemy. Już do mnie nie pukała.



