Mam sąsiadkę Aldona. Od kilku lat jest rozwiedziona, jakoś ich życie rodzinne się nie ułożyło. Ale ma dwóch synów. Starszy jeszcze chodzi do szkoły podstawowej, a młodszy do przedszkola. Były mąż Aldony płaci alimenty, czasami widuje się z dziećmi, ale nie komunikuje z Aldoną. Kobieta nie rozpacza, bo nigdy nie miała tego w zwyczaju. Pracuje w fabryce jako kontroler. A teraz udało jej się zarejestrować na portalu randkowym. Ostatnim razem, gdy wychodziłam ze sklepu i widziałam Aldonę, pomieniowała więc ze szczęścia:
– Co żi się stało, że taka radosna jesteś?
– Znalazłam takiego interesującego mężczyznę na portalu randkowym.
– A co to za człowiek niezwykły?
– Ma na imię Bogdan, nie pali, nie pije. Sam jest teraz rozwiedziony, jego żona narzekała na niego ciągle, a on złapał ją sam na gorącym uczynku, jakim była zdrada. Mieli dzieci, więc dał im swoje mieszkanie. Szlachetny.
Następnym razem zobaczyłam, jak Aldona biegnie do domu z dużymi torbami z zakupami. Powiedziała kilka słów, mówiąc, że spieszy się, aby ugotować obiad.
Dopiero po kilku tygodniach znów zobaczyłam Aldonę, z uśmiechu jak pierwszego dnia nic nie zostało.
– Jak tam Twój Bogdan? Praktycznie nie pojawiasz się na podwórku, nic nie mówisz…
– Tak, jego to ja przegoniłam.
– Co się tam stało?
– Jak to przegoniłaś, skoro był dla Ciebie taki idealny?
– Okazał się zwykłym gnojkiem. Mówił ciągle, że rzekomo szuka pracy, a w rzeczywistości po prostu siedział na mojej kanapie. Wydawałam na niego codziennie kupę pieniędzy, a potem zdałam sobie sprawę, że mnie wykorzystuje. I wypędziłam pasożyta.



