Samotność. Na podwórku, w starym bloku przy ulicy Kwiatowej, kawaler Janek poślubił swoją sąsiaczkę Grażynę, ale ona odrzuciła go. Lepiej być w duecie niż z darmową usługą na przyszłość mówiła.
Co ty, Grażyno, sama? pyta Janek. Człowiek nie powinien być sam, a kobieta przy mężczyźnie zawsze się znajdzie. Inaczej to nie tak, a nikt się nie obejrzy. A samotność, wiesz jaka to?
Jaka? drwi Grażyna, zmęczona jej własnymi marzeniami, zerkając na kota Misia.
Samotność to straszny koszmar! śmieje się wesoło jej brat Marek, nie zwracając uwagi na spotkanie. To wtedy chce się dawać wodę komuś. Dzieci to twoi potomkowie!
Gdzie? niepewnie pyta Grażyna.
Gdzie, gdzie w Karczmie! w końcu rozumie, że brat nie ma zamiaru wtrącać się w jej sprawy, i odwraca się od Jana. Ty wszystko robisz, a ja za ciebie płaczę. Samotny to ciężko. A dusza jest jak woda w słoju. Poznajmy się, co? Janek jest dobrym facetem. A kto nie będzie się rozwijał, ten szybko zostanie w tyle
Grażyna ma już około dziesięciu lat doświadczenia w życiu. Kostka, jej dobre imię, które Janek nazwał Błyskawicą, pojawiła się w jej życiu dziesięć lat temu, kiedy wpadła w kłopoty. Po raz pierwszy, ale na poważnie. Grażyna, dowiedziawszy się o tym, wskazała Janowi podwójną spłatę kredytu i później dwuletni plan spłaty. Mimo że Janek próbował jej udowodnić, że jeden raz można i nic nie jest straszne, jeśli nie jest prawdziwe, łamiąc się w gniewie i wylewając męskie łzy, Grażyna nie poddaje się. Rozwód się odbywa.
Mąż podchodzi do sprawy spokojnie, zostawiając podwórko byłej żony i dwójkę dzieci na podeszwy. Dzieci wyrosły i rozeszły się po świecie. Starszy syn mieszka i pracuje w Poznaniu. Córka szybko wyszła za mąż i wyjechała za granicę. Grażyna zostaje sama w małym, przytulnym mieszkaniu w centrum Krakowa.
Samotne życie jej nie przeszkadza. Znalazła pracę w sklepie spożywczym, dobrze płatną, i zarabia, więc żyje w zadowoleniu, przyjmując gości dzieci i kota Misia. Mimo niewielkiego wykształcenia, zawsze znajduje sobie zajęcie i nie nudzi się. Czyta, pływa, chodzi na jogę, podróżuje, od czasu do czasu jeździ w wołowinę na restaurację z przyjaciółmi. W sumie żyje w przyjemności.
Do tego momentu, kiedy kot Michał nie postanowił uporządkować jej losu
Posłuchaj mnie, Grażyno. Dobry facet, nie zbyt drogi, ma sześćdziesiąt jeden lat. Siedem lat wam już minęło. Dom duży, dobry, gospodarstwo zadbane. Krowy, kozy, świnie, kury i co tylko nie ma! To zdrowe jedzenie, zrób to! Mleko, jajka, mięso. Do stu lat przeżyjesz, głupcze! A facet sympatyczny, wykształcony, wszystko po książkowo mówi Grażyno, spróbuj. Poznajmy się, co? namawia kot przy spotkaniu, kiedy Grażyna nie ma odwagi.
Dobrze, Misio, poznam swojego sąsiadaburżuja, niech tak będzie. Ale wcale nic nie obiecywałam.
Sprawy nie zmieniają się na nic, tak mówią. I Misia, nie zostawiając spraw w długim pudełku, szybko organizuje spotkanie z kawalerem.
Kawaler okazuje się niewiele inny. Stojący, umięśniony, ubrany schludnie i elegancko. Ręce robocze, ale czyste, paznokcie zadbane. Wygląda starannie, mówi cicho, ale wyraźnie. Nie przystoi mu słowo, ale ma żart, który rozśmiesza rodzinę do łez. Imię ma Janek…
Po pierwszym spotkaniu Janek jest trochę zdezorientowany, ale wkrótce zaczyna patrzeć na Grażynę. Myśli, że może i ona potrzebuje podniesionej duszy. Janek nieustannie namawia. Młody, już rozumiemy, że trzeba się ożenić, nie przychodzi nam na myśl, że zrobimy wycieczkę razem, a potem zakończymy.
Grażyna wchodzi w drzewa, aby go odwiedzić, i się przygląda. Tam gospodarstwo, nie można go zobaczyć. Krowy muczą, świnie ryczą, kurki nie liczą, widać nie widać. Pracowników dwóch twarze azjatyckiego pochodzenia. Janek ma sprzedaż niezamkniętą. Tylko telefon dzwoni, a potem wołają o mięso, potem o mleko Niepewne, że Katę, jakby to była część biznesu Jana
Janek mówi:
Widzisz, Grażyno, tyle mam spraw. Gospodarstwo potrzebne, żeby pomóc. Pracownicy dobra robota. Ale, jak mówią chcesz zrobić dobrze, zrób sam. A ty będziesz żoną, nie przegapisz tego, wszystko przeprowadzisz. I ręce żeńskie potrzebne. Krowy doić, kozy, jajka zbierać. A dom bez gospodarstwa to syf! Ja zabijam końca, ale kobieca ręka i oczy lepsze od męskich. Przejedźmy razem, co? A wiosna już blisko, trzeba siać. Czekają kury
Grażyna wraca do domu i zastanawia się. Co jej to wszystko? Ma piękną kwiatową działkę w mieście, pracę przyzwoitą, małą chatę, gdzie latem sadzi warzywa, a zimą piecze w chlebie. Sama jest gospodarzem. Samochód kupiła osiem lat temu. Gdzie pojechała, gdzie siedziała i płakała. Po co jej w ogródzie sprzątać, świnie czyść, kury nie mają po co?
Przygotowuje obiad dla męża, zamawia zakupy, dba o dom i gospodarstwo. Oczywiście dochód z tego biznesu jest dobry, ale ona nie żyje tak źle. Na emeryturę wyjdzie, jej wystarczy, a i oszczędności ma.
To wszystko potrzebne, nie tylko dla wygodnego życia Grażyny. A na przyszłość zgiąć się w ogródku, siać marchewkę, a z trójką po dwóch piętrach gnać a ona naprawdę tego potrzebuje? Wieczorem dzwoni do kota.
Misio, nie obrażaj się. Proszę, odrzucę propozycję Jana, że wyjdę za niego. Może komuś takiego szczęście przyniesie, a mnie to nie interesuje. On nie pokazał się, Misio. Nie szuka już żony, a siłę pracuje. Na prawnych podstawach w jego gestach wtrącała się. Proszę, Misio, zostanę w swoim samotności. A na przyszłość, po dacie wody podać, nie wszystkim chce się pić
Długo rozmawiała z kotem, wstydząc się. Nie pozwoliła łzy z zazdrości wyjść po takim kawalerze. Pod wpływem groźnego obietnicy, że wtedy przestanie rozmawiać z nią i zadzwoni, śmiała się. Obiecała więcej żeniaków, nie szukać. Nie zajmować się nieprzyjemnymi sprawami.
Grażyna napisała Janowi SMS, w którym zaznaczyła, że spotkanie nie ma sensu, bo nie ma już chęci i okoliczności się zmieniły, a nie w jego korzyść. Na to Janek od razu zadzwonił, po kilku dniach. Potem zamarzło, wydawało się, że nie dołączył do dwojga. Był przecież mądry mężczyzna. Grażyna wstała w ósmą rano, zrobiła śniadanie, umyła się i poszła wypić kawę z bułeczką. Spojrzała w okno i pomyślała, że dawno nie widziała dzieci, powinna pojechać do syna, a córka odwiedzić na dzień urodzin. Trzeba kupić torbę do tej pięknej, głębokiej peleryny. Musi zadzwonić do Łucji, pośredniczki, umówić spotkanie
Wciąż myśli, że wszystko jest w porządku, choć nieco egoistyczne. Czasem to bardzo przydatne. Zdrowy kobiecy egoizm



