Samotna wśród bliskich

Samotna w tłumie bliskich

– Mamo, znowu się przejmujesz! – zirytowana rzuciła Wiola, nawet nie odrywając wzroku od telefonu. – Pomyśl tylko, nie przyjechali na twoje urodziny. Ludzie mają swoje sprawy.

– Jakie sprawy? – cicho zapytała Helena Nowak, ściskając w dłoni serwetkę. – Kasia obiecała przyjechać z dziećmi, Wojtek też mówił, że się zwolni. A Marek w ogóle powiedział, że prezent już kupił.

– No i co? – Wiola w końcu oderwała wzrok od ekranu. – Kasia siedzi z chorymi dziećmi, Wojtek ma problemy w pracy, a Marek utknął w delegacji w Krakowie. Nikt specjalnie tak nie planował.

Helena Nowak w milczeniu nakrywała stół w salonie. Piękny obrus, najlepsze talerze, które wyjmowała tylko na specjalne okazje. Siedemdziesiąt lat – czy to nie specjalna okazja? Przez tydzień kupowała produkty, od rana przygotowywała ulubione potrawy dzieci. Śledź w majonezie dla Kasi, smażone ziemniaki z grzybami dla Wojtka, tort „Krakowski” dla Marka.

– Wiolu, może jeszcze do nich zadzwonimy? – poprosiła. – Może jeszcze zdążą?

– Mamo, przestań! – Wiola wstała od stołu. – Muszę już iść do domu. Jacek sam z dziećmi siedzi, zmęczy się.

– Ale nawet nie zjedliśmy porządnie…

– A co tu jeść? Same sałatki. W domu zjem normalnie.

Helena patrzyła, jak najmłodsza córka pakuje torbę. Szybko, pospiesznie, jakby bała się spóźnić na coś bardzo ważnego.

– Dobrze, mamo, nie smuć się. Następnym razem wszyscy się zbiorą, zobaczysz.

Pocałunek w policzek, trzask drzwi. Helena Nowak została sama przy nakrytym stole dla sześciu osób.

Długo siedziała, wpatrując się w puste talerze. W mieszkaniu panowała cisza, którą przerywało tylko tykanie zegara na ścianie. Tego samego, który podarował jej zmarły mąż na trzydzieste urodziny. Ileż uroczystości obchodzili przy tym stole! Urodziny dzieci, Nowy Rok, zakończenie szkoły, śluby…

Helena wstała i zaczęła sprzątać. Śledzia zapakowała do pojemnika – jutro zaniesie sąsiadce Marii. Ziemniaki schowała do lodówki. Tort pokroiła na kawałki i też schowała. Wyszło sporo kawałków.

Gdy już wszystko posprzątała, usiadła w ulubionym fotelu męża i wyjęła telefon. Na ekranie świeciły się nieprzeczytane wiadomości.

„Mamusiu, sto lat! Przepraszam, że nie mogłam przyjechać. Dzieci chore, temperatura pod czterdziestkę. Na pewno odwiedzę cię w weekend. Całuję.” To od Kasi.

„Mamo, gratulacje! Kłopoty w pracy, mogą mnie zwolnić, nie mogę się rozpraszać. Prezent prześlę przez Wiolę. Zdrowia życzę.” Wojtek, jak zwykle, krótko.

„Mamulku, z okazji jubileuszu! Utknąłem w Krakowie, odwołali lot. Nadrobię przy spotkaniu. Kocham cię.” Marek, najmłodszy.

Wszyscy przepraszają, wszyscy kochają, wszyscy na pewno przyjadą później. Helena schowała telefon i zamknęła oczy. Nagle dopadło ją zmęczenie, ciężkie i lepkie.

Następnego dnia obudził ją dzwonek do drzwi. W progu stała sąsiadka Maria z bukietem chryzantem.

– Helu, sto lat z okazji wczorajszych urodzin! – uśmiechnęła się. – Przepraszam, że nie gratulowałam wcześniej, byłam na zawodach wnuka.

– Dziękuję, Marysiu – Helena przyjęła kwiaty. – Wpadniesz na herbatę?

– Jak przebiegło przyjęcie? Dzieci były?

Helena nastawiła czajnik i milczała. Maria zrozumiała bez słów.

– Znowu nie mogli?

– Mają swoje sprawy – cicho odparła Helena. – Praca, chore dzieci…

– Helu, a mówiłaś im, jak ważny był dla ciebie ten dzień?

– Po co? Nie są już małymi dziećmi, powinni sami rozumieć.

Maria pokręciła głową.

– Powinni, ale nie rozumieją. Moje dzieci też takie są. Dopóki nie powiesz wprost, nie dociera.

Pili herbatę z resztkami tortu „Krakowskiego”. Maria chwaliła, pytała o przepis, opowiadała o swoich wnukach. Helena słuchała i myślała, że z sąsiadką rozmawia się jej łatwiej niż z własnymi dziećmi.

– Helu, może zapiszemy się na jakiś kurs? – zaproponowała Maria. – Albo do klubu seniora. Tam są tańce, śpiewy.

– Co ty, Maryś. Nie mam na to głowy.

– A na co masz głowę? Dzieci dorosłe, żyją swoim życiem. Dlaczego i ty nie miałabyś żyć dla siebie?

Po odejściu Marii Helena długo rozmyślała nad jej słowami. Żyć dla siebie? A jak to robić? Całe życie żyła dla innych. Najpierw dla rodziców, potem dla męża, potem dla dzieci. Nawet po śmierci męża dalej żyła dla dzieci. Pomagała z wnukami, gotowała, prała, gdy przynosili brudne rzeczy.

Wieczorem zadzwoniła Kasia.

– Mamo, co słychać? Jak minął dzień urodzin?

– W porządku – odparła Helena.

– Wiola mówi, że siedziałyście tylko we dwie. Przecież tłumaczyłam, u nas koszmar. Jasiek z gorączką, Zosia kaszle. Wzyw”Następnego dnia Helena kupiła bilet na wycieczkę nad morze i poczuła, jak po raz pierwszy od lat budzi się w niej radość z podejmowania decyzji tylko dla siebie.”

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 2 =

Samotna wśród bliskich