Rozwód? Zostanę z tatą!

A więc, słuchaj… Wczoraj wieczorem miałam taką sytuację, że aż mnie zatkało.

Od dłuższego czasu Kinga czuła, że jej związek z Łukaszem się sypie. Czasy, gdy patrzyli na siebie z zachwytem, dawno minęły. Została rutyna, milczenie i ciche pretensje. Wisiało między nimi coś ciężkiego, jak przed burzą – napięcie, które tylko czekało, by wybuchnąć.

Ona jednak udawała, że wszystko gra. Może samo się naprawi? Ale głęboko wiedziała: jak zacznie drążyć, wyjdzie na wierzch coś, z czym nie da się żyć. I co wtedy? Mają przecież córkę, Martę. Trzeba o niej myśleć.

Kinga gotowała, sprzątała, pilnowała, żeby Marta odrabiała lekcje i nie wracała za późno. Córka ostatnio miała swoje nastoletnie sekrety – no cóż, dorastała. A Łukasz? Łukasz przynosił pensję. I na tym kończył się jego udział w życiu rodziny.

Ostatnio nawet nie odrywał nosa od telefonu. Siedział wpatrzony w ekran jak mały dzieciak.

Aż w końcu Kinga zachorowała. Gorączka, ból głowy, wszystko ją łamało. Poprosiła męża, żeby coś ugotował. Marta znów była u koleżanki.

*„Oj, wystarczy nam herbata z kanapkami”* – mruknął Łukasz.

Była zbyt słaba, żeby się kłócić. Przez dwa dni ledwo funkcjonowała. Kiedy wreszcie wstała, na kuchni czekała na nią góra brudnych naczyń, śmieci wylewały się z kosza, a w łazience piętrzyło się pranie. Wzięła się za sprzątanie, gotowanie – i padła wieczorem ze zmęczenia.

Po kolacji znowu pełna zlew. Ledwo powstrzymała łzy.

*„Dość. Nie jestem twoją sprzątaczką. Pracuję tak samo jak ty, a potem wracam i robię wszystko w domu. Chociaż talerz po sobie mógłbyś umyć”* – wybuchnęła.

*„Przecież i tak byś to umyła”* – odparł spokojnie.

*„Śmieci wyniesiesz jutro rano. Zostawię worek przy drzwiach.”*

*„Dobra”* – mruknął, nie odrywając wzroku od telefonu.

*„Nie *dobra*, tylko *nie zapomnij*!”* – powiedziała zmęczonym głosem. *„Kiedyś mi pomagałeś, nawet odkurzałeś. Nie proszę o cuda, tylko o wyniesienie śmieci. Słyszysz mnie w ogóle? Odbij się od tego telefonu!”*

*„Co? Przecież wszystko robię.”*

*„Co *wszystko*?”*

*„O co ci chodzi? Kobieta w domu, twoja robota. Ja zarabiam. Czego jeszcze chcesz? Dwie baby w domu, a ja mam zmywać?”*

*„Babą nazywasz własną córkę?!”* – warknęła Kinga.

*„Swoją drogą, gdzie ona jest? Twoje wychowanie – pozwalasz się włóczyć. A tu o jakiś talerz awantura”* – burknął.

*„Nie o talerz chodzi, tylko o to, że mam cię gdzieś!”*

*„Wystarczy! Męczysz mnie.”* Wyszedł, trzaskając drzwiami.

Wtedy na stole zaświeciła się ekran jego telefonu. Kinga zdążyła zerknąć na nazwę nadawcy wiadomości: *„Ania”*. Potem ekran zgasł.

No i proszę – oto przyczyna tej „szczeliny”, o której Kinga podejrzewała, ale bała się przyznać. Łukasz wrócił po telefon.

*„Ania… to ta od pracy? Anna? A może Agnieszka?”* – spytała, starając się brzmieć obojętnie.

Zamarł w drzwiach, potem gwałtownie się odwrócił.

*„Grzałaś się w moim telefonie?!”*

*„Jest zablokowany. Masz coś do ukrycia?”* – W myślach błagała: *„Wymyśl coś, skłam jak zwykle…”*

*„A jeśli tak?”* – spojrzał jej prosto w oczy. *„Tak, jest ktoś inny. Załatwmy to po ludzku.”*

*„Jak to… po ludzku?”* – Kinga poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.

*„No i zaczyna się”* – warknął. *„Jak lubisz być ofiarą, to proszę, zostawmy to.”*

I tak runął jej świat. Jak grom z jasnego nieba.

*„Nie stój jak słup. Pakuj się.”*

*„Co? Gdzie?”* – nie rozumiała.

*„Bo to moje mieszkanie. Rodzice mi je dali. Nie zamierzam się wyprowadzać.”*

*„A my z Martą gdzie? Żartujesz?”*

*„Mówię poważnie. Jedź do rodziców.”*

*„Ja nigdzie nie idę”* – nagle odezwał się głos Marty za jego plecami.

*„Słuchałaś pod drzwiami?”*

*„Krzyczeliście tak, że chyba całe osiedle słyszało. Rozwodzicie się? Zostaję z tatą.”*

Łukasz tylko wzniósł rękę w geście *„a widzisz?”* i wyszedł. Pewnie już pisał do tej Ani, że mieszkanie wkrótce wolne.

*„Nie możesz z nim zostać, Marto. On ma…”* – Kinga zawahała się. *„Będzie z kimś innym.”*

*„No i co? Mam swój pokój. Nie pojadę do babci i dziadka na zadupie. Tu jest szkoła, przyjaciele. Nigdzie nie jadę!”* – Marta wybiegła do swojego pokoju.

Kingę ogarnęła panika. Była rodzina, dom – a teraz ją z niego wyrzucają. Jakby huragan porwał jej życie, przekręcił do góry nogami i wypluł na bruk.

Nie, to nie może być prawda. Nawet córka ją zdradziła. Ukryła się w łazience i dała upust łzom. Gdy wróciła do sypialni, na wąskiej sofie leżała poduszka i koc. Łukasz znów pisał do tej swojej Ani.

*„Co to ma znaczyć?”*

*„Nie domyślasz się?”*

Kinga położyła się, ściśnięta na zbyt małej sofie. Nie spała całą noc, rozważając, co robić. Była dobrą żoną i matką – a teraz okazało się, że nie była ani jedną, ani drugą. Nie będzie się płaszczyć. Walczyć o mieszkanie? Przegra. Mogłaby walczyć o Martę… ale czy jeszcze miało to sens?

Rano wyszła, gdy oboje spali. W pracy była pierwsza – nawet ochroniarz się zdziwił.

Koleżanka od razu zauważyła jej stan.

*„Nie mam już rodziny, domu… Nikogo. Jestem bezdomna”* – wyznała.

*„Tak źle?”*

*„Gorzej nie będzie. Muszę znaleźć gdzieś mieszkanie.”*

*„Wiesz… Mam po tacie jedno. Małe, zaniedbane. Możesz tam mieszkać, płacisz tylko rachunki.”*

*„Dziękuję”* – Kinga spojrzała z nadzieją.

*„Najpierw je zobacz,Kinga przytuliła się do córki mocno, bo wiedziała, że mimo wszystko – ona zawsze będzie jej Małą Martą, nawet jeśli teraz świat wydawał się pełen goryczy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 − trzy =

Rozwód? Zostanę z tatą!