Rozwód w zgodzie i przyjaźni

Rozwód po przyjacielsku

Czy da się zostać przyjaciółmi, kiedy wasi najlepsi kumple się rozwiedli?
Myślałam, że rozwód dotyczy tylko męża i żony.
Okazało się, że przy okazji rozchodzą się też wszyscy, którzy z nimi przyjaźnili

Nasza paczka złożyła się w okolicach Wrocławia, a dokładniej w tych przedmieściach, gdzie stoją rzędy domków jak spod linijki, trawniki przystrzyżone na milimetro, a skrzynki na listy wyglądają, jakby je ktoś specjalnie ustawił pod kątem do zdjęcia.

Poznaliśmy się na kursach nowego życia, spotkaniach lokalnej społeczności, dziecięcych urodzinach i szkolnych przedstawieniach. Po paru latach nikt już nie wyobrażał sobie świąt czy weekendów bez reszty gangu.

W naszej grupie było sześć par.
Ja z mężem.
Ewa z Jackiem nasza najbliższa dwójka.
I jeszcze cztery rodziny z dziećmi w podobnym wieku.

Nasz kalendarz wyglądał jak plan wielkiej rodzinnej imprezy:
Lato wyjazdy nad jezioro, grillowanie, kukurydza z ogniska i piknik z okazji Dnia Niepodległości.
Jesień jabłka z cydrem, Halloween i tłuste czwartki przed Wielkim Postem.
Zima narty, święta Bożego Narodzenia, sylwester i ferie w Zakopanem.
Wiosna Wielkanoc z sernikiem babci i śmigusem-dyngusem.

Wydawało się, że ta przyjaźń przetrwa wszystko.
Aż pewnego dnia Ewa zadzwoniła i oznajmiła spokojnie:
Rozstajemy się z Jackiem.

Zamarłam jak komputer z Windowsem 98. Przecież oni byli wzorową parą! Ani jednej chmurki na ich niebie A może po prostu wolieliśmy tego nie widzieć, bo tak wygodniej?

W końcu wydukałam pierwsze, co przyszło mi do głowy:
A co z naszym grillowaniem u was w ogródku? Obiecałaś kiełbaski z własnej receptury

Impreza i tak się odbyła, tylko u nas szkoda było marnować kiełbaski.
Jacek przyszedł z nową znajomą.
No co, jesteśmy cywilizowani mrugnął niepewnie do reszty.

Pięknisię miała może z trzydzieści lat, włosy jak u Kopciuszka, nogi jak u sportsmenki, a spodenki ledwo przykrywały to, co powinny. Faceci dyskretnie oblizywali wargi, a żony przewracały oczami.

Ewa prychnęła:
No, no, zobaczymy, jak długo wytrzyma, gdy odkryje, jaki z niego sknera!
I nagle zwróciła się do mnie:
Ty w ogóle po czyjej jesteś stronie?!

Impreza była stracona.

W odwecie Ewa przyprowadziła na następne urodziny jakiegoś starszego typa w workowatym garniturze i okrągłych okularach. Cały wieczór opowiadał mądre anegdoty, przerywane suchymi dowcipami, i w końcu zniknął w kącie, niezauważony przez nikogo.

W domu byłe małżeństwo stało się tematem numer jeden.
Żony solidarnie trzymały stronę Ewy.
Mężowie choć udawali oburzenie na Jacka w duchu mu zazdrościli.

Zaczęła się dyplomatyczna wojna.
Na moje urodziny zaprosiliśmy tylko Ewę z dziećmi żeby maluchy się nie nudziły.
Na letniego grilla Jacka z nową muzą: tam i tak wszyscy tylko jedzą i piją, nie trzeba gadać.

Najtrudniejsze były rodzinne jubileusze.
Kasia, szykując się do srebrnego wesela, wzdychała przez telefon:
Ola, nie wiem, jak ich posadzić. Nie wytrzymamy tej wymiany spojrzeń.

Spędziłyśmy godzinę, rysując plan stołu:
Jacka z partnerką w kąt za kwiatki.
Ewę przy stole z ciastami.
Dzieci gdzie się da.
Może ktoś się rozchoruje i nie przyjdzie? westchnęła Kasia pełna nadziei, a potem szybko się zastanowiła, czy to nie brzmi źle.

Kulminacja nastąpiła na studniówce ich córki.
Restauracja ulubionej pizzerii, balony, muzyka.
Ewa po jednej stronie długiego stołu.
Jacek po drugiej.
A pośrodku tort jak linia demarkacyjna.

Nowa wybranka Jacka, w dekoldzie jak z okładki, przeglądała telefon ku uciesze nastolatków. Żony rzucały mężom groźne spojrzenia. Faceci udawali, że interesuje ich tylko pepperoni.

Spróbowałam rozładować atmosferę:
Najważniejsze, że oboje tu jesteście. Dla dziecka to ważne

Zimno zrobiło się tak gęste, że pizza zdążyła wystygnąć na kamień.

Z czasem wszystko się ustabilizowało.
Częściej spotykaliśmy się z Ewą było ciekawiej i bezpieczniej.
Z Jackiem kontakt ograniczył się do lajków i przypadkowych spotkań w Biedronce.

I zrozumiałam jedną rzecz: rozwód dotyczy nie tylko dwojga ludzi. Trochę rozwodzą się też przyjaciele.

Teraz każda nasza impreza to jak posiedzenie ONZ: ścisły protokół i przemyślane miejscówki.
Na przykład grillowanie organizujemy na dwa etapy:
Najpierw z Ewą kiełbasa i kaszanka.
Potem z Jackiem karkówka i jego aktualna laska w mikrospodenkach.

Ostatnio pomyślałam:
Jak jeszcze ktoś się rozwiedzie, będziemy musieli zakładać osobne grupy na każdą okazję.

Przyjaźń niby trwa, ale teraz to jak karta w Lidlu indywidualna, z ograniczeniami i regulaminem.

Czasem myślę: gdyby dało się oficjalnie rozejść po przyjacielsku,
pewnie też byśmy podpisali papiery
bez adwokatów i alimentów,
ale z harmonogramem grillów i prawem do wspólnych znajomych w weekendy.

Rozwód jest zaraźliwy. Nawet gdy to nie twój.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + piętnaście =

Rozwód w zgodzie i przyjaźni