Rozwiedliśmy się tydzień po ślubie
„Oszalałeś?! Jaki rozwód?!” – Weronika rzuciła na podłogę bukiet zasychających róż, który jeszcze wczoraj wydawał jej najpiękniejszy na świecie. „Przecież dopiero się pobraliśmy! Tydzień temu!”
„No, i co z tego?” – Krzysztof nawet nie podniósł wzroku znad telefonu. „Pomyłka się zrobiła. Bywa. Lepiej od razu poprawić, niż męczyć się latami.”
„Pomyłka?!” – głos Weroniki załamał się w pisk. „Dla ciebie ja jestem pomyłką?! Nasz ślub to pomyłka?!”
Krzysztof w końcu oderwał się od ekranu, spojrzał na żonę. Byłą żonę. Albo jak to teraz właściwie nazwać.
„Słuchaj, Wera, po co ta histeria? Mówię przecież spokojnie. Nie pasamy do siebie i już. Zrozumiałem to jeszcze w noc poślubnej, jak zrobiłaś mi awanturę, że nie umyłem zębów.”
„To umyj zęby! Co w tym trudnego?!”
„A dlaczego mam? W domu nigdy przed snem tego nie robiłem i żyłem normalnie.”
Weronika opadła na kanapę, objęła głowę rękami. Czy w ciągu siedmiu lat związku naprawdę nie zauważyła, z kim ma do czynienia? A może zauważyła, ale myślała, że po ślubie się zmieni?
„Krzyś, kochanie…” – próbowała mówić spokojnie. „Przecież się kochamy. Pamiętasz, jak się oświadczałeś? Na kolanach stałeś, przysięgałeś, że będę najszczęśliwsza…”
„To była romantyka. A życie wygląda inaczej. Sam pomyśl: mieszkamy razem tydzień, a już codziennie się kłócimy. Wczoraj miałaś pretensje, że nie wrzuciłem skarpet do kosza. Przedwczoraj – że nie umyłem od razu talerza po barszczu. A dziś rano zaczęłaś, że ugotowałem kawę tylko sobie.”
„Bo jeszcze spałam!”
„No właśnie. Mam cię budzić i pytać, czy chcesz kawę? A jak nie będziesz chciała, a ja obudzę – znowu będzie awantura.”
Weronika patrzyła na męża z dezorientacją. Czy on mówi poważnie? Te drobiazgi to dla niego wystarczający powód, by zniszczyć rodzinę?
„Krzyśku…” – podeszła do niego, chciała go przytulić, ale się odsunął. „Ależ to głupstwa! Przyzwyczaimy się do siebie. Wszystkie pary przez to przechodzą!”
„Nie chcę się przyzwyczajać. Mnie było dobrze tak, jak było. Po co w ogóle się żeniłem?”
To pytanie zawisło w powietrzu. Weronika poczuła, jak coś w niej pęka. Siedem lat związku, rok przygotowań do ślubu, tysiące złotych wydanych na wesele, goście, którzy wciąż dzwonią i pytają o miesiąc miodowy…
„Wiesz co?” – wyprostowała się, otarła łzy. „Może masz rację. Może rzeczywiście się pospieszyliśmy.”
Krzysztof spojrzał na nią zaskoczony.
„Czyli zgadzasz się na rozwód?”
„A co mi pozostaje? Miałabym zmuszać cię do miłości siłą?” – Weronika sięgnęła po zdjęcie ze ślubu zePo pięciu latach Weronika, już z drugim mężem, przypadkiem spotkała Krzysztofa w galerii handlowej – stał samotny przed sklepem z telewizorami, wpatrzony w mecz na wystawowym ekranie, w tych samych nieumytych skarpetkach.



