Rozwód? Ja zostanę z tatą!

Barbara od dawna czuła, że jej związek z Krzysztofem zaczął się rozpadać. Uczucia wygasły, miłość ustąpiła miejsca rutynie, rozmowy stały się rzadkie, a pretensje i urazy narastały. W powietrzu wisiało napięcie, jak przed burzą.

Czekała, oszukując siebie, że wszystko się naprawi. Bo gdy zacznie pytać, odkryje coś, z czym nie będzie mogła żyć. I co wtedy? Mają przecież córkę. Trzeba o nią dbać.

Barbara gotowała, sprzątała, pilnowała, aby córka nie wracała zbyt późno i odrabiała lekcje. Ostatnio dziewczyna miała swoje sekrety. Dorastała. A mąż? Mąż przynosił pensję. I na tym kończył się jego wkład w życie rodzinne.

Telefon przyrósł mu do ręki. Wpatrywał się w ekran jak nastolatek.

Pewnego dnia Barbara zachorowała. Gorączka, rozrywająca głowa, bóle w kościach. Poprosiła męża, żeby przygotował obiad. Córka znów gdzieś się włóczyła z koleżankami.

– No co ty, zjemy kanapki i herbatę – odparł Krzysztof.

Była zbyt chora, by się kłócić. Przez dwa dni leżała w półśnie. Gdy wstała, zobaczyła w zlewie stertę naczyń, na suszarce ani jednej czystej szklanki. Śmietnik przepełniony, a na wierzchu puste kartony po pizzy. W pralce – koszule męża, w przedpokoju chrzęścił piasek, a lodówka świeciła pustkami. Sprzątała, gotowała, a wieczorem padła bez sił.

Po kolacji góra brudnych naczyń znów stała w zlewie. Barbara ledwo powstrzymała łzy. Nagromadzone pretensje domagały się ujścia.

– Dość. Nie jestem twoją sprzątaczką. Pracuję tak jak ty, a potem wracam i robię wszystko w domu. Mógłbyś chociaż za sobą pozmywać – powiedziała mężowi.

– I tak będziesz zmywać – odparł obojętnie Krzysztof.

– Wyrzuć śmieci rano przed pracą. Wystawię worek pod drzwi.

– Dobra – mruknął, nie odrywając wzroku od telefonu.

– Nie „dobra”, tylko nie zapomnij. Wcześniej pomagałeś, nawet odkurzałeś. Nie proszę o cuda, tylko o wyniesienie śmieci. Słyszysz mnie w ogóle? Do kogo ja mówię? Odłóż ten telefon!

– Co? Przecież wszystko robię.

– Co „wszystko”?

– Co się tak czepiasz? Jesteś kobietą, to twoja robota. Ja zarabiam. Czego jeszcze chcesz? W domu dwie baby, a ja mam zmywać?

– Babą nazywasz własną córkę? – oburzyła się Barbara.

– A tak w ogóle, gdzie ona jest? Twoje wychowanie, pozwalasz jej się włóczyć. A ty się drzesz o jakieś brudne naczynia – burknął.

– Nie chodzi o naczynia, tylko o twoją obojętność…

– Koniec! Męczysz mnie… – Wyszedł z kuchni. Wkrótce zatrzasnęły się drzwi łazienki.

Na stole zaświecił się ekran jego telefonu. Barbara zdążyła zobaczyć nazwę nadawcy SMS-a, zanim ekran zgasł.

Więc to był powód tej „pęknięcia”, o którym przeczuwała. Mąż wrócił i od razu sięgnął po telefon.

– Kasia… to Karolina? Klaudia? – spytała, starając się, by głos nie drżał.

Zamarł w drzwiach, potem gwałtownie się odwrócił.

– Grzebałaś w moim telefonie?

– Jest zabezpieczony. Masz coś do ukrycia? – pomyślała w duchu: „Załóż się, że znów skłamiesz…”

– A jeśli tak? – Spojrzał jej hardo w oczy. – Tak, mam inną kobietę. Rozstańmy się jak dorośli ludzie.

– Jak to? – Łzy same napłynęły jej do oczu.

– No i zaczyna się – warknął. – Jeśli lubisz udawać ofiarę, to proszę bardzo, zostawmy to.

I tak runął jej świat. Jakby uderzył piorun, a potem zaczęła się ulewa bez końca.

– Po co stoisz? Idź, pakuj się.

– Jak? Gdzie? – nie rozumiała.

– Bo to moje mieszkanie. Dostałem je od rodziców. Nie zamierzam się wyprowadzać.

– A my z Olą? Żartujesz?

– Mówię serio. Jedź do rodziców.

– Nie pójdę nigdzie – odezwał się nagle głos Oli.

– Długo podsłuchiwałaś? – spytał Krzysztof.

– Krzyczeliście tak, że pewnie całe osiedle słyszało. Rozwodzicie się? Zostaję z tatą.

– Proszę – mąż wskazał na córkę. – I kto tu jest złym człowiekiem? – Wyszedł, pewnie by napisać kochance, że mieszkanie już wkrótce wolne.

– Nie możesz z nim zostać, Ola. On ma… – Barbara zawahała się. – On nie będzie sam.

– No i co? Mam swój pokój. Do dziadków nie pojadę. Mieszkają na końcu świata. Tu jest szkoła, przyjaciele. Zresztą, muszę odrabiać lekcje. – Ola szybko wyszła.

Barbara ogarnęła panika. Co teraz? Była rodzina, mąż, córka, a teraz ją wyrzucają z domu, który uważała za swój. Jakby tornado porwało ją w wir, postawiło wszystko na głowie, a potem wypluło, pozbawiając oddechu.

Nie, to niemożliwe. Nawet córka ją zdradziła. Ale ona jest tylko zbuntowanym nastolatkiem, nie rozumie, co mówi. Barbara schowała się w łazience i płakała. Gdy weszła do sypialni, na wąskiej kanapie leżała poduszka i koc. Mąż znów pisał do kochanki.

– Co to znaczy? – spytała.

– Nie domyślasz się?

Barbara położyła się, podkurczając nogi, bo kanapa była za krótka. Całą noc myślała, co robić. Starała się być dobrą żoną i matką. A nie została ani jedną, ani drugą. Nie będzie się prosić. Nie wybaczy. Nie będzie walczyć o mieszkanie – przegra. Walczyłaby tylko o Olę. Jeszcze nie wszystko stracone. Musi znaleźć wyjście.

Rano wyszła, gdy mąż i córka spali. W pracy pojawiła się przed wszystkimi, budząc zdziwienie portiera.

Koleżanka od razu zauważyła jej stan.

– Nie mam już rodziny, córki, mieszkania. Nie mam gdzie iść. Jestem bezdomna. – Zakryła twarz dłońmi.

– Naprawdę tak źle?

– Gorzej być nie może. Muszę znaleźć gdzieś mieszkanie.

– No to… Mam jedno. Małe, zaniedbane. Po tacie. Nie zdążyłam go wyremontować. Możesz tam zostać, płacisz tylko rachunki.

– Dziękuję. – Barbara spojrzała z nadzieją.

– Najpierw jeBarbara westchnęła ciężko, ale w jej sercu już kiełkowało ziarno nadziei, że kiedyś Ola zrozumie i wróci do niej, bo więź między matką a córką jest silniejsza niż wszystkie burze życia.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 1 =

Rozwód? Ja zostanę z tatą!