Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o Ewie i Krzyśku. Krzysiek miał żonę niby normalna, a jednak nietypowa. Piękna była, aż zapierało dech: taka prawdziwa Polka naturalna blondynka, czarne oczy, zgrabna, nogi do nieba, biust jak marzenie. W łóżku też była żywiołowa, zrobiła wrażenie. Była namiętność, człowiek nie myślał o niczym, tylko o niej. Potem Ewa zaszła w ciążę. No i ślub, jak przystało.
Urodził się syn, Michałek również jasnowłosy, czarnookie dziecko, istny aniołek. Wszystko tak jak u wszystkich: pieluszki, kaszki, pierwsze kroki i pierwsze słowa. Ewa zachowywała się wzorowo, była zakochaną mamą, rozczulała się nad Michałkiem, taka zwyczajna młoda mama.
Schody zaczęły się, gdy Michałek podrósł. Ewa odkryła w sobie pasję do fotografii. Wiecznie coś pstrykała aparatem, nawet zapisała się na kurs. Bez aparatu niemal jej nie widywał.
Czego ci brakuje, masz dobrą pracę prawniczki, to rób to, co umiesz! mówił Krzysiek.
Prawnikiem poprawiała z uśmiechem Ewa.
No prawnikiem. Rodzinie poświęć więcej czasu, a nie szlajasz się nie wiadomo gdzie.
Sam nie wiedział, co go tak drażni, bo Ewa domem nie zaniedbywała. Obiady zawsze ciepłe, w domu błysk, lekcje Michałka dopilnowane wracał z roboty, rozkładał się z pilotem na kanapie, niby wszystko w porządku. Ale wkurzało go to, że żona jakby znikała w jakimś innym świecie, do którego on nie miał wstępu. Jest, a jakby jej nie było w ogóle. Nigdy razem telewizji nie oglądali, nie rozmawiała o newsach, o polityce. Nakarmi, posprząta i znowu sama.
Ty w ogóle jesteś moją żoną, czy jakąś duchologią? wściekał się, widząc ją znów przy laptopie.
Ewa wtedy milczała i zamykała się w sobie.
A potem jeszcze zaczęła jeździć do różnych dziwnych krajów. Brała urlop i zwiedzała z plecakiem i swoim aparatem. Krzysiek nie rozumiał.
Pojedźmy do Marka i Hanki na działkę, posiedzimy w altance, nową saunę postawili, samogonu napędzili jak trzeba. My też powinniśmy mieć jakąś działkę!
Ewa odmawiała, za to zapraszała go na swoje egzotyczne wyprawy. Raz spróbował. No i co? Nic ciekawego! Wszędzie obcy ludzie, bełkoczą w jakimś języku, jedzenie ostre jak żyletki, a do tych widoczków to on zupełnie był nieczuły.
Więc Ewa zaczęła jeździć sama. Nawet z pracy prawniczki zrezygnowała.
A co z emeryturą?! oburzał się Krzysiek. Co tobie po głowie chodzi? Myślisz, że wielka artystka z ciebie? Wiesz ile trzeba kasy, żeby się przebić?
Ewa nie odpowiadała. Jednego razu tylko nieśmiało powiedziała:
Mam pierwszą własną wystawę. Moje zdjęcia, sama!
Każdy może mieć wystawę mruknął Krzysiek. Co to za wyczyn.
Ale na otwarcie poszedł. Nic z tego nie zrozumiał. Jakieś twarze, wcale niepiękne, pomarszczone dłonie, mewy nad wodą. Wszystko takie dziwne, jak sama Ewa.
Wyśmiał ją wtedy. A ona zwróciła mu się odwdzięczyć i kupiła Krzyśkowi samochód. Proszę bardzo, jesteśmy rodziną, korzystaj. Nawet prawka nie zrobiła, jemu sprezentowała. Zdjęciami sobie na to zarobiła, brała zamówienia.
Wtedy Krzysiek się przestraszył. Dziwnie się zrobiło, coś jakby obcy ktoś mieszkał pod jednym dachem. Skąd te pieniądze? Może jakiś facet ją wspiera? Nie da się tyle zarobić na pstrykanie fotek! Może zdradza? A nawet jak nie teraz, to na pewno zacznie.
Nawet próbował ją wychować tak powiedzmy, lekko spoliczkował. Ona wtedy chwyciła nóż kuchenny i rąbnęła na oślep, na szczęście tylko dwa szwy na brzuchu. Dobrze, że nie wbiła mocniej… Potem przepraszała, a on już się nie odważył jej dotknąć.
Koty kochała ponad wszystko. Wciąż jakiegoś przygarniała, leczyła, szukała domów. U nich zawsze mieszkały dwa mruczki. Miłe, kochane, ale przecież to tylko zwierzaki! Jak można je kochać bardziej niż własnego męża?
Kiedyś zdechł jej kot, nie dało się uratować Ewa przeżywała niesamowicie. Płakała przez kilka dni, piła wtedy koniak, obwiniała się. Krzysiek miał już dosyć i w końcu rzucił w nerwach:
Jakbyś jeszcze za karaluchami płakała!
Odpowiedziała tylko ciężkim spojrzeniem, zamilkła, zignorowała go. Niech robi co chce.
Znajomi współczuli, koleżanki Ewy były po stronie Krzyśka. Wszyscy mówili, że Ewa już całkiem odleciała, pogubiła się. No i wtedy Krzysiek znalazł sobie pocieszenie u sąsiadki Uli, która była dawną przyjaciółką Ewy z dzieciństwa. Prosta dziewczyna, ekspedientka, nie musiał jej tłumaczyć sztuki, zawsze chętna do seksu, gotowa do rozmowy. Piła dużo, no ale nie zamierzał się z nią żenić przecież…
Czekał, aż Ewa się zorientuje, zrobi awanturę, rzuci talerzem wtedy on powie: A ty sama gdzie się włóczysz? Pogodzą się i wszystko wróci do normy. Ulę by rzucił bez żalu.
Ale Ewa nie robiła afer. Patrzyła tylko z chłodem, a zbliżeń unikała, nawet w końcu osobno spała.
Ich syn dorósł, skończył uniwersytet. Cały w mamę czarne oczy, blond czupryna i taki trochę nie z tego świata.
Kiedy wnuki? dopytywał Krzysiek.
Michał tylko się śmiał: że chce coś w życiu zrobić, prawdziwą miłość spotkać, to wtedy może. Obcy, nie do końca zrozumiały. Z Ewą zawsze miał pełną harmonię, dogadywali się bez słów. Krzysiek czuł się jak piąte koło u wozu, aż ciarki przechodziły od tego chłodnego spojrzenia nieodgadnionych, czarnych oczu. Znów wracał do Uli.
Aż w końcu Ewa się dowiedziała. Ktoś jej powiedział, bo Krzysiek specjalnie się nie krył. Przyszedł do domu, Ewa siedziała przy stole, paliła papierosa. Powiedziała cicho, szeptem:
Idź stąd. Wynoś się z tego domu.
I te czarne oczy, podkrążone, zimne.
Odszedł do Uli, czekał na sygnał od żony. Po tygodniu dostał wiadomość na WhatsAppie, że muszą pogadać. Ucieszył się, wziął prysznic, pachnidłem się popsikał. Ale Ewa od progu:
Jutro jedziemy złożyć papiery do rozwodu.
Potem wszystko jak w śnie rozwód, papiery, podpisy, zgodził się oddać swoją część mieszkania, bo przecież i tak była spadkiem po jej rodzicach…
I co teraz? Zamierzasz żyć jako rozwódka? rzucił złością po wyjściu z urzędu. Chciał jeszcze dorzucić coś o tym, że i tak nikt jej nie zechce, ale się ugryzł w język.
Ewa pierwszy raz od dawna się uśmiechnęła, szeroko, szczerze tylko do niego:
Jadę do Gdańska, dostałam tam fajny projekt fotograficzny.
Tylko mieszkania nie sprzedawaj, gdzie wrócisz?
Nie wrócę odpowiedziała spokojnie. Wiesz, dawno już kogoś pokochałam. Też fotograf, z Gdańska. Świetnie mi z nim. Ale byłam mężatka, nie chciałam zdradzać, a rozwodzić się też bez sensu, bo niby o co… Po prostu jesteśmy różni. A rozwodzić się przez to nie wypada. Albo jednak wypada?
Raczej nie potwierdził Krzysiek.
A widzisz, a jednak się rozwiedliśmy. Zaśmiała się Ewa. Najpierw się wściekłam jak się dowiedziałam o Uli. A potem stwierdziłam wszystko na dobre wychodzi. Ja będę szczęśliwa, ty też. Weź sobie Ulę, może będzie wam dobrze.
I wyszła.
Ja się nie ożenię! rzucił jej w ślad.
Ale Ewa już nie słyszała.
Od tamtej pory nie miał z nią kontaktu. Tylko raz w roku przychodziła krótka wiadomość na WhatsAppie: Wszystkiego najlepszego! Dużo zdrowia i szczęścia! Dzięki za syna.Krzysiek siedział kiedyś przy telewizorze, z butelką piwa i kolejną paczką chipsów, kiedy na ekranie mignął reportaż o jakiejś wystawie w Gdańsku. Ot, sztuka współczesna, dziwne zdjęcia, tłum ludzi, flesze, śmiechy. Przez ułamek sekundy dostrzegł znajomą sylwetkę blond włosy spięte w niedbały kok, aparat zawieszony na szyi, czarne, rozświetlone oczy. Uśmiechała się szeroko, opowiadała coś komuś z pasją.
Przez chwilę coś go zabolało. Nie tęsknota, raczej dziwny żal bo przecież mogli razem, gdyby tylko A potem wzruszył ramionami. W końcu Ula włączyła się do salonu z kawą i świeżym kotletem schabowym na talerzu. Zajrzała mu przez ramię, zerknęła na telewizor.
O, co to za baba? zapytała.
Nikogo ważnego odpowiedział, wyłączając ekran.
Ale tej nocy długo nie mógł zasnąć. Myślał o Ewie, o tym, jak życie potrafi zaskoczyć, rozdzielić ludzi, którzy kiedyś byli wszystkim dla siebie. Zastanawiał się, czy ona pamięta smak ich starych pierogów, zapach lip pod domem, mruczenie kotów. Czy kiedykolwiek żałowała?
Po jakimś czasie przestały nawet dochodzić te krótkie wiadomości. Michałek dzwonił rzadko miał swoje życie, swoje miłości do odkrycia. Krzysiek został trochę sam, trochę z Ulą i jej czkawką po śliwowicy. Było zwyczajnie. Tylko czasem, kiedy na klatce schodowej mignęło mu ciche, zielonookie stworzenie, przypominał sobie ciepły dotyk miękkiego kociego futra i kogoś, komu nigdzie nie było dość daleko.
I wtedy pojawiał się na jego twarzy cień uśmiechu bo przecież, jakby nie patrzeć, miał w życiu coś pięknego. A teraz? Teraz miał wspomnienia, które z roku na rok były coraz wyraźniejsze i bardziej kolorowe, jakby Ewa zostawiła mu wszystkie swoje zdjęcia w sercu, na zawsze.


