Torn między dwiema rodzinami, nie umiem wybrać, którą zostawić.
W czasach studenckich poślubiłem swoją pierwszą miłość, Elżbietę. To była burza namiętności, która zaprowadziła nas przed ołtarz. Po ślubieja zaczęło się zwyczajne życie: praca, dom, codzienność. Urodziło nam się dwoje dzieci, i jak w każdej rodzinie, były wzloty i upadki. Były chwile szczęścia, były kłótnie, ale dawaliśmy sobie radę. Myślałem, że tak już będzie zawsze — spokojne życie, w którym wszystko da się przewidzieć. Ale los zadecydował inaczej, i teraz stoję na krawędzi przepaści, nie wiedząc, jak wyrwać się z pułapki, w którą sam się wpędziłem.
Miałem prawie czterdzieści lat, gdy w naszej firmie, w małym miasteczku pod Poznaniem, pojawiła się ona — Zofia, nowa pracownica. Wyglądała, jakby przyszła z innego świata: młoda, promienna, z olśniewającym uśmiechem, jakby zerwała się z okładki magazynu. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Myśli o niej wypełniały mi głowę, serce biło szybciej, gdy tylko mijała mój gabinet. Nie spodziewałem się, że w moim wieku można zakochać się jak nastolatek. Co dziwne, Zofia odwzajemniała moje uczucia. Jej spojrzenia, lekkie flirtowanie, przypadkowe dotknięcia — all to rozpalało we mnie ogień, który dawno już wygasł.
Nasza znajomość przerodziła się w romans. Stało się to przypadkiem: jedno spotkanie, jeden wieczór, i nie potrafiliśmy się powstrzymać. Z Zofią czułem się znów żywy, młody, wolny. W tych chwilach nie myślalem o tym, że zdradzam Elżbietę. Byłem zbyt szczęśliwy, by zastanawiać się nad moralnością. Zofia wiedziała, że jestem żonaty, ale to jej nie powstrzymywało. Spotykaliśmy się w tajemnicy, w wynajętych mieszkaniach, hotelach, z dala od ciekawskich oczu. Nie planowałem zostawić rodziny — wmawiałem sobie, że utrzymam oba życia w ręnowadze. To była iluzja, ale trzymałem się jej jak podtopiony brzytwy.
Po kilku latach Zofia powiedziała mi, że jest w ciąży. Gdy urodził się nasz syn, byłem w siódmym niebie. Trzymając go w ramionach, nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Moje życie, które wydawało się takie stabilne, wywróciło się do góry nogami. Znów czułem emocje, które już dawno zapomniałem: drżenie serca, euforię, wrażenie nowego początku. Ale wraz z tym szczęściem przyszła też ciężka odpowiedzialność. Żyłem na dwa domy. Elżbiecie mówiłem, że wyjeżdżam w interesach, a sam pędzilem do Zofii i naszego syna. Rozrywałem się, nie wiedząc, jak wybrać. Obie kobiety były dla mnie ważne, każda na swój sposób. Kochałem je obie, ale czułem, że tracę kontrolę.
Z czasem Zofia się zmieniła. Macierzyństwo uczyniło ją wymagającą. Wychowywała naszego syna niemal sama, i to odcisnęło na niej piętno. Zaczęła mi wypominać: za mało zarabiam, niewystarczająco ich utrzymuję, za rzadko jestem. „Wiedziałeś, na co się piszesz” — mówiła, ale jej słowa bolały. Przecież doskonale wiedziała, że mam żonę, że mam inną rodzinę i innych dzieci, które też muszę utrzymać. Wymówki zamieniły się w kłótnie. Ale w domu nie było lepiej. Elżbieta też zauważyła, że pieniędzy jest mniej. „Zarabiasz za mało, jak mamy żyć?” — krzyczała. Miotalem się między nimi, ale gdziekolwiek przyszedłem, czekały na mnie awantury. Moje życie zmienilo się w koszmar, w którym nie ma spokoju.
Jestem zmęczony. Zmęczony kłamstwami, rozdartym sercem, wiecznymi oskarżeniami. Każda z nich ciągnie mnie w swoją stronę, a ja nie potrafię się zdecydować. Elżbieta to moja przeszłość, moja rodzina, matka moich starszych dzieci. Przeszliśmy razem tyle, i myślę, że zostawić ją, łamie mnie serce. Ale Zofia to moja niewygasła namiętność, mój nowy rozdział, matka mojego syna. Bezniej nie umiem już siebie wyobrazić. Obie są częścią mnie, ale nie moge dłużęj żyć w tym piekle. Kogo ostawić? Kogo zdradzić? Miłość do obu kobiet pali mnie od środka, a ich żądania i kłótnie wpędzają w rozpacz. Stoje na rozdrożu, i każdy krok wydaje się prowadzić w przepaść. Jak wybrać, skoro każda decyzja oznacza złamane serce?



