Krewni przychodzą po tym, jak buduję dom nad morzem.
Urodziłem się w małej wiosce w okolicach Siedlca na Mazowszu. Mam dwadzieścia dwa lata. Ojciec i matka zmarli dopiero niedawno, więc mogę bez wyrzutów sumienia opuścić rodzinny zakątek. Pogrzeby są skromne prawie nikogo nie przybywa, choć rodziców było rodzeństwa po kilkaset.
Kiedy ceremonie się kończą, wszyscy krewni mają pilne sprawy. Niech im Bóg dopisze! Po pogrzebie decyduję, że lepiej wyjechać, bo wspomnienia bolą za bardzo.
W rodzinnej miejscowości nic się nie zmienia. Już w liceum byłem wykorzystywany przez kolegów z klasy. Po studiach i pierwszej pracy stałem się wiecznym chłopcem do bicia dla szefów. Pomyślałem i postanowiłem spróbować szczęścia gdzie indziej sprzedałem dom rodziców i ruszyłem nad Bałtyk. Tam nabywam mały kawałek ziemi w okolicach Kołobrzegu i wznoszę dom o powierzchni stu pięćdziesięciu metrów kwadratowych.
Po zakończeniu budowy robię zdjęcia i wrzucam je na Facebooka i Instagram. Podczas budowy dzwonię do krewnych, pytam o radę, a oni kręcą nosem, że nic nie wiedzą. Nikt nie pomaga, ani nie daje żadnej wskazówki.
Gdy nadejdzie lato, nagle wszyscy zaczynają dzwonić, że chcą spędzić wakacje nad morzem i proszą, żeby zostali u mnie pod dachem. Mogę się zgodzić, ale dlaczego właśnie teraz?
Kiedy pochowano rodziców, krewni nie zdążyli przyjechać, a finansowo nikt nie mógł mi pomóc ciągle ledwo wiązali koniec z końcem. Teraz zjeżdżają na wakacje pod mój dach, co, szczerze mówiąc, nie jest tanią przyjemnością.
Latem zdaje się, że mam ogromną rodzinę, wszyscy mnie kochają i tęsknią. Nawet dawni koledzy z klasy piszą, chwalą i proszą o wizytę, mówiąc, że super, że masz nowy dom.
Mnie to męczy. W mediach społecznościowych zamieszczam post, że to moje niewinne marzenie, a potem zdjęcie starej, zniszczonej chaty i piszę, że straciłem całą kasę na dom rodziców i dlatego mogłem kupić tylko tę ruderę. Dodaję, że nie mogę się doczekać, kiedy przyjadą i może pomogą mi naprawić dom. Po tym krewni i znajomi znowu znikają, tłumacząc się pilnymi sprawami wszyscy biedni jak myszy kościelne.
Teraz zastanawiam się, czemu ludzie są tak obłudni, a świat tak okrutny. Leżę na plaży w słońcu, myśląc o kolejnych zdjęciach na mojej stronie. Decyduję, że nie będę już wywieszał czerwonej wstążki przed bykiem i nie będę wzbudzał zazdrości. Może w przyszłym roku opublikuję prawdziwe zdjęcie domu, żeby zobaczyć, co u rodziny.



