Pracuję w banku. Widziałam już różne sytuacje i mogłabym opowiedzieć różne historie, ale ta z jakiegoś powodu zapadła mi najbardziej w pamięci. Miesiąc temu jednym z moich licznych klientów być 69-letni staruszek. Był ubrany bardzo skromne, widać było, że raczej nie ma za dużo pieniędzy, ale był czysty i mimo wszystko zadbany. Po sposobie wypowiedzi odgadłam, że mężczyzna ten nie jest jakimś prostym człowiekiem, a jest wykształcony i elokwentny. Naprawdę, aż przyjemnie mi się go słuchało, tak pięknie się wypowiadał.
Staruszek przedstawił się i poprosił o wydanie oficjalnego zaświadczenia, że odmówiono mu udzielenia pożyczki i że nie ma, ani nigdy nie miał zdolności kredytowej, co było oczywiście prawdą. Po co mu to było? Jego krewni próbowali go zmusić do zaciągnięcia pożyczki, a kiedy odmówił powiedzieli, że ukradną mu dowód i zrobią to za niego, czy tego chce, czy nie. Wiedział, że ciężko będzie mu z nimi walczyć tym bardziej, że mieszkają razem pod jednym dachem, dlatego postanowił, że znajdzie sobie usprawiedliwienie i może wtedy mu odpuszczą, gdy zobaczą, że ich działania mogą nie przynieść upragnionych przez nich skutków.
Było mi bardzo żal tego mężczyzny, dlatego w kilka sekund wydrukowałam to, o co mnie poprosił. Nie do końca zrobiłam to zgodnie z procedurą, bo wydanie takiego dokumentu wymaga złożenia wniosku pisemnego, ale nie miałam serca mu odmawiać.
Są ludzie, którzy nie mają sumienia i zrobią wszystko, aby zaciągnąć na drugą osobę kredyt nie bacząc na to, że mogą skrzywdzić bardzo swoich bliskich, a nawet doprowadzić ich do bankructwa.
Dlaczego przypomniałam sobie dzisiaj tę sytuację? Niedawno ten sam staruszek przyszedł do banku. Gdy mnie zobaczył, od razu się ucieszył i zaczął dziękować mi za wyświadczoną przysługę. Okazuje się, że staruszek i tak pomaga krewnym spłacić pożyczkę, oddając część emerytury. Cóż, przynajmniej nie wrobili jego samego osobiście w żaden kredyt…



