Rodzina przyjechała w odwiedziny… i została na dłużej

Rodzina się zjawiła i została

Barbara Stanisławowa właśnie wyjmiał z piekarnika jabłecznik, gdy zadzwoniono do drzwi. Spojrzała na zegarek wpół do dziesiątej rano. Za wcześnie na gości.

Idę, idę! krzyknęła, wycierając ręce w fartuch i kierując się do drzwi wejściowych.

Na progu stała Wiesława z mężem Zbigniewem, obwieszona torbami i walizkami. Kuzynka wyglądała na zmęczoną i zgniecioną, a jej mąż marszczył się niezadowolony.

Basiu, kochana! zaszczebiotała Wiesława, rzucając się w ramiona. Przyjechaliśmy do ciebie! Nie odmówisz przecież rodzinie?

Wiesiu? Barbara Stanisławowa spojrzała na nich zdezorientowana. Co się stało? Skąd jesteście?

Z Katowic przyjechaliśmy mruknął Zbigniew, wciągając do przedpokoju ogromną walizę. Długo jechaliśmy, przeklęte korki.

Wchodźcie, wchodźcie zakrzątnęła się gospodyni. Rozbierzcie się. Tylko nie rozumiem Nie daliście mi znać.

Wiesława zrzuciła kurtkę i powiesiła na wieszaku.

Basiu, rozumiesz, znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Zbyszek stracił pracę, pieniędzy brak. A do tego musieliśmy sprzedać mieszkanie.

Jak to sprzedać? zdziwiła się Barbara.

No, długi były, kredyty machnął ręką Zbigniew. Więc pomyśleliśmy, że przyjedziemy do ciebie. Mieszkasz sama w trzypokojowym, miejsca starczy.

Barbara stała i mrugała, nie wierząc własnym uszom. Tymczasem Wiesława już przeszła do kuchni i węcz wyczuwała zapachy.

Ojej, jak pysznie pachnie! Jabłecznik, co? A my akurat głodni. Całą drogę oszczędzaliśmy, nic nie jedliśmy.

Siadajcie do stołu zdezorientowana zaprosiła gospodyni. Zaraz zrobię herbatę.

Zbigniew rzucił się na krzesło i rozejrzał się po mieszkaniu.

Nieźle tu masz, Basiu. Remont świeży, meble porządne. Widać, że sama żyjesz jak królowa.

W jego tonie wyczuła pretensję, która ją ukłuła. Od śmierci męża mieszkała sama już osiem lat, przyzwyczajona do ciszy i porządku. Pracowała w bibliotece, zarabiała niewiele, ale starczało na wszystko.

A gdzie wasze rzeczy? spytała, nalewając herbatę.

Ano tam, w przedpokoju skinęła Wiesława. Zbyszek, wnosisz wszystko do pokoju.

Do którego pokoju? ostrożnie zapytała Barbara.

No jak to do którego? Do wolnego. Masz przecież trzy pokoje.

Wiesiu, chwileczkę. Najpierw porozmawiajmy. Nie rozumiem, na jak długo przyjechaliście?

Wiesława i Zbigniew wymienili spojrzenia.

No, dopóki się nie ogarniemy wymijająco odparła kuzynka. Praca się znajdzie, jakoś się ułożymy.

A kiedy mniej więcej to będzie?

Kto to wie? Zbigniew odciął sobie spory kawał ciasta. Może miesiąc, może pół roku. Zależy, jak pójdzie.

Barbara poczuła, jak ściska ją w środku. Rozumiała, że wypada pomóc rodzinie w biedzie, ale myśl, że w jej spokojnym życiu zagości na stałe towarzystwo, napawała ją lękiem.

Basiu, przecież nas nie wyrzucisz? Wiesława złapała ją za rękę. Jesteśmy rodziną. W rodzinie trzeba sobie pomagać.

Oczywiście, że nie wyrzucę westchnęła. Tylko to takie nagłe.

Do wieczora goście już się rozgoszcili. Zbigniew rozłożył się na kanapie z pilotem i przeskakiwał kanały, głośno komentując, co się działo na ekranie. Wiesława krzątała się po kuchni, pozmywała naczynia i poustawiała słoiczki z przyprawami po swojemu.

Basiu, ale tu dziwny masz porządek zauważyła, wycierając talerz. Sól przy herbacie, cukier w drugim końcu. Ja to poukładałam normalnie.

Barbara z przerażeniem patrzyła na tę reorganizację. Każda rzecz w jej domu miała swoje miejsce, wszystko było przemyślane. Teraz nie mogła nawet znaleźć ulubionej kawy.

Wiesiu, po co to wszystko przestawiałaś? Mnie było wygodnie.

Ależ, Basiu, tak było niepraktycznie! Ja się na tym znam, mam wprawę.

Hej, kobiety! krzyknął z salonu Zbigniew. A jeść kiedy będzie? Już mi się burczy w brzuchu.

Już, już zakrzątnęła się Wiesława. Basiu, a co masz na kolację?

Barbara otworzyła lodówkę. Był tam kawałek kiełbasy, trochę sera i dwa jajka jej skromny posiłek na kilka dni.

Niewiele odpowiedziała niepewnie.

Ojej, ale to za mało! zawołała Wiesława. Dla trzech osób to nic. Zbyszek, bierz forsę, idziemy do sklepu.

Jaką for

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia + 6 =

Rodzina przyjechała w odwiedziny… i została na dłużej