Rodzina męża sama się zaprosiła na naszą działkę na ferie, ale nie dałam im kluczy – czyli jak musia…

No, wiesz, tak sobie z Tomkiem pogadaliśmy i stwierdziliśmy: po co Wasza działka tak pusto stoi? My byśmy z dzieciakami na ferie zimowe chętnie pojechali. Czyste powietrze, górka na sankach, saunę rozpalimy. Ty, Ula, przecież ciągle tylko w pracy siedzisz, a Paweł i tak już narzekał, że chce tylko odpocząć i się wyspać, a z nami jechać nie zamierza. Tak że daj nam, proszę, klucze. My jutro rano podjedziemy.

Małgorzata, szwagierka Uli, nadawała przez telefon tak donośnie i stanowczo, że Ulka aż musiała odsunąć aparat od ucha. Stała wtedy w kuchni, wycierając talerze, i próbowała ogarnąć to, co właśnie usłyszała. Od lat wiedziała już, że rodzina męża potrafi być bezczelna, ale czegoś takiego się nie spodziewała.

Gośka, poczekaj powiedziała powoli, starając się, żeby złość nie przebiła się przez jej głos. Jak to 'zdecydowaliście’? Z kim? Działka to nie hotel ani schronisko. To NASZ dom, mój i Pawła. Sami w ogóle planowaliśmy tam pojechać.

Oj daj spokój! prychnęła Małgorzata, wyraźnie coś przeżuwając. Słyszałam, że popytacie, a i tak w domu siedzicie z książkami. Miejsca tam masa, dwa piętra. Nawet jak tu się pojawicie, to się nie potrącimy. Ale w sumie lepiej żebyście nie przyjeżdżali, bo u nas będzie głośno, Gienek już kumpelom powiedział, grill, disco polo Sama rozumiesz, wasze klimaty to nie są.

Ulka poczuła, jak robi jej się gorąco na twarzy. Oczami wyobraźni już widziała ekipę Gienka, fana grilla i czystej, dwójkę nastolatków Małgorzaty, którzy słowa 'nie wolno’ nie znają, i swoją działkę, w którą od pięciu lat wkładała każdą złotówkę i kawałek serca.

Gośka, nie powiedziała twardo Ulka. Kluczy nie dam. Działka nie jest gotowa na gości, ogrzewanie trzeba umieć ustawić, szambo lubi się buntować zimą Poza tym nie życzę sobie tam obcych ekip.

To my 'obcy’?! wrzasnęła szwagierka, przerywając przeżuwanie. Siostry, bratankowie! Tyś całkiem oschła przez tę swoją księgowość! Zaraz zadzwonię do mamy, powiem jak rodzinę traktujesz!

Rozłączyła się, zostawiając Ulkę z telefonem w dłoni i trzepoczącymi rękoma. Wiedziała, że to dopiero początek. Do akcji zaraz wkroczy ciężka artyleria, czyli teściowa, pani Janina.

Paweł wszedł do kuchni minutę później z miną winowajcy. Podsłuchiwał rozmowę z salonu, ale liczył, że żona sama sobie poradzi.

Ulka, no czemuś tak ostro na nich? zaczął ostrożnie, próbując objąć ją ramieniem. Gośka jaka jest, taka jest, ale rodzina to rodzina. Obrażeni będą, niepotrzebnie.

Ulka strząsnęła dłoń męża. W jej oczach tliło się zmęczenie pomieszane z uporem.

Paweł, pamiętasz majówkę rok temu?

Paweł skrzywił się jakby mu ząb dokuczał.

No, bywało…

Bywało? Przyjechali 'na grilla’, rozwalili jabłonkę, którą tata sadził. Dywan w salonie spalony żarem z grilla szorowałam tydzień, plam nie zmyłam. Góry brudnych naczyń Gośka stwierdziła, że ma manicure, a zmywarka stała przez tydzień zapchana resztkami. Rozwalona waza? Zadeptane piwonie? A w saunie jakby ognisko rozpalali, mało się nie popaliło.

No, dzieci przecież mruknął Paweł, patrząc na podłogę.

Dzieci? Michał ma już piętnaście lat, a Majka trzynaście. To nie przedszkolaki. Dobrze wiedzą, co robią. Chcesz ich tam puścić samych? Na tydzień? Zimą?

Mówili, że będą grzeczni Gienek będzie pilnował.

Gienek się będzie tylko martwił, żeby wódki nie zabrakło fuknęła i spojrzała przez okno. Nie! To mój dom. I formalnie, i z krwi. Cały remont z pieniędzy po babci. Każdy gwóźdź znam na pamięć. Nie pozwolę zamienić tego w chlew.

Wieczór minął w napiętej ciszy. Paweł niby oglądał telewizję, ale po chwili wyłączył go i poszedł do sypialni. Ulka siedziała w kuchni, popijała zimną herbatę i wspominała, jak przez lata budowali swój azyl.

To nie była po prostu działka to było ich miejsce marzeń. Stary domek po rodzicach, remontowali w pocie czoła przez trzy lata. Ulka odkładała na wszystko: nie kupowała nowych ciuchów, nie była na urlopie. Każdą złotówkę ładowała w działkę. Sama szlifowała deski, malowała ściany, szyła zasłony, wybierała kafle do kominka. To było jej sanktuarium i oddech od miejskiego bałaganu. A dla rodziny męża po prostu darmowy pensjonat z luksusowymi akcentami.

Nazajutrz zadzwonił dzwonek. Ulka spojrzała przez wizjer, westchnęła ciężko. Na progu stała Janina cała na galowo w futrzanej czapie, ustach w kolorze fuksji, z wielką siatą, z której wystawał ogon mrożonego karpia.

Otwieraj, Ula! Trzeba pogadać! zawołała teściowa, bez powitania.

Ulka otworzyła. Janina wpadła do mieszkania jak lodołamacz, od razu zdominowała przedpokój. Paweł wyskoczył z pokoju niby szczęśliwy, ale przestraszony.

Mama! A czemu nie dałaś znać?

Człowiek do syna potrzebuje się umawiać? burknęła Janina, rzucając futro na ręce Pawła. Parzcie herbatę, i daj mi melisę, bo już drugi dzień przez was mam palpitacje.

W kuchni rozsiadła się jak przewodnicząca rady. Ulka nalała herbatę, pokroiła babkę. Wiedziała, co ją czeka.

No, mów, synowo zaczęła Janina, pociągając łyk herbaty. Czym cię Gośka tak uraziła? Siostra przecież Pawła. Grzecznie prosili: klucze chcą, odpocząć. U nich remont, syf, dzieciaków nie ma gdzie trzymać. Działka stoi pusta. Nie żałuj!

Pani Janino zaczęła spokojnie Ulka, patrząc jej prosto w oczy. Po pierwsze, nie pałac a zwykły dom wymagający opieki. Po drugie, Gośce ten remont ciągnie się piąty rok, a to nie powód, by okupywać nasz dom. I po trzecie, doskonale pamiętam ich wizytę ostatnio. Do dziś nie mogę wywietrzyć dymu papierosowego ze ścian w gościnnej sypialni, choć zakazałam palenia.

I co? Zapalili, to wywietrzyć trzeba! machnęła ręką Janina. Ty, Ula za bardzo rzeczy cenisz, ludzi mniej. Materialistka! Pawła wychowałam na dobrego i szczerego, a ty z niego sknerę robisz. Działki do trumny nie zabierzesz!

Mamo, Ulka sporo pracy i pieniędzy tam wpakowała wtrącił się Paweł cicho.

Cicho! uciszyła go matka. Pod pantoflem! Żona ci życiem rządzi. A siostrze i dzieciom każesz marznąć? Gienek ma urodziny trzeciego stycznia, okrągłe czterdzieści pięć! Chcieli na świeżym powietrzu świętować. Już zaproszenia poszły, mięso kupione. Teraz co, wszystko odwołać?

To nie mój problem, że im się zachciało w cudzym domu imprezy, bez pytania właścicieli odcięła Ulka. Nazywa się to chamstwem, pani Janino.

Teściowa aż poczerwieniała. Zwykle jej presja działała, zwłaszcza na miękkości Pawła. Ale Ulka nie pękała.

Chamstwem? złapała się za serce Janina. Do córki cię jak własną traktowałam! Paweł, słyszysz, jak z matką rozmawia? Jeśli nie oddasz kluczy Gośce, przeklnę ten dom! Mojej nogi tam nie będzie!

I tak nigdy nie przyjeżdżasz, bo grządek nie lubisz mruknęła pod nosem Ulka.

Ty żmijo! Janina zerwała się gwałtownie, przewracając krzesło. Paweł, daj mi klucze! Sama przekażę. Tyś gospodarz czy nie?

Paweł patrzył na Ulkę, potem na matkę. Widać było, jak walczy ze sobą. Bał się złości matki, choć kochał żonę i sam wolał zachować działkę w spokoju. Pamiętał, jak naprawiał schody, które Gienek zepsuł, próbując wtaszczyć grill w deszczu pod dach.

Mama, klucze ma Ula zdołał powiedzieć. I no, może sami jednak pojedziemy.

Kłamiesz! przycięła Janina. Dobra. Gośka jutro przyjeżdża po klucze. Masz je położyć na stole i napisać instrukcję do pieca. Jak nie, Paweł, nie masz matki! A ty wskazała Ulkę palcem ten dzień zapamiętasz. Los w koło się toczy.

Trzasnęła drzwiami. W mieszkaniu zrobiło się, aż gryzło ciszą.

Nie dasz im? zapytał Paweł półgłosem po dłuższej chwili.

Nie dam odpowiedziała Ulka. Mało tego, jutro rano sami jedziemy na działkę.

Ale mieliśmy nie jechać Chciałaś raporty skończyć.

Plany się zmieniły. Jak nie my zamieszkamy, to ich tabun wedrze się jak huragan. Znasz Gośkę może i oknem się prześlizgnie, jak uzna że jej 'należy się’. A jak tam będziemy, nie będą mieli jak wejść.

Ula, przecież to wojna

To obrona granicy, Paweł. Pakuj rzeczy.

Wyjechali wcześnie rano, kiedy jeszcze było ciemno. Miasto świeciło przedświątecznymi dekoracjami, ale humor nie był świąteczny. Paweł co chwilę zerkał nerwowo na telefon, który Ulka wyciszyła.

Podróż trwała półtorej godziny. Kiedy podjechali pod bramę, osiedle spało pod pierzyną śniegu. Ich domek, wysoki, z jasnego drewna, wyglądał jak z kartki świątecznej. Ulka odetchnęła. Tu czuła się bezpieczna.

Rozpalili dom, włączyli ogrzewanie. Ulka wyciągnęła z szafy bombki i światełka. W południe w domu pachniało choinką i mandarynkami. Nerw zaczynał puszczać. Paweł poszedł odśnieżać podjazd, a ona patrzyła przez okno jak z uśmiechem machał łopatą. Jemu też tego było trzeba spokoju.

Oczywiście, wszystko rozegrało się o trzeciej.

Przy bramie zabrzmiał klakson. W oknie Ulka zobaczyła, że stoją już dwa auta: stare kombi Gienka i druga, nieznana osobówka. Z aut wysypała się grupa: Małgorzata w kolorowej kurtce, Gienek z rozpiętą kurtką, dzieciaki, jakaś para z wielkim wilczurem bez kagańca. I Janina, jak dowódca na posterunku.

Paweł zamarł w pół ruchu z łopatą.

No to witajcie, gospodarze! Goście przybyli! wrzasnął Gienek, a jego głos rozszedł się po całej okolicy.

Ulka szybko narzuciła płaszcz, wsunęła stopy w kożuszki i wyszła. Paweł stał przy bramie, nie podejmując decyzji.

Pawle, otwieraj, zamarzniemy! wrzeszczała Małgorzata, szarpiąc klamkę. Ulka, co Ty tam zwlekasz? Robimy niespodziankę! Jak Wy tu jesteście, jeszcze lepiej wszyscy się zabawimy!

Ulka podeszła, położyła mężowi dłoń na ramieniu i głośno powiedziała:

Dzień dobry. Nie spodziewaliśmy się gości.

Daj spokój z tym sztywniactwem! machnął ręką Gienek, od którego czuć było już zapach alkoholu. Szkoda gadać, mamy mięso, skrzynkę wódki! Zobacz, Tomek z żoną i psem wpadli, spokojny, nie gryzie. No, Paweł!

Psa? Ulka zobaczyła, jak wilczur podnosi łapę przy jej ukochanych tujach, które specjalnie osłoniła na zimę. Proszę zabrać psa od moich roślin!

Oj, to tylko drzewo! zarżała Małgorzata. Otwierajcie! Dzieci muszą do łazienki!

Stacja benzynowa z toaletą jest pięć kilometrów stąd wycedziła Ulka powoli. Mówiłam wczoraj, że działka zajęta. My tu odpoczywamy sami. Nie ma miejsca dla dziesięciu osób i psa.

Cisza. Rodzina analizowała sytuację nie spodziewali się, że zostaną odprawieni z kwitkiem. Ich sposób to stawiać przed faktem dokonanym.

Ty nas nie wpuścisz?! głos Janiny się załamał. Matkę na mrozie trzymać?! Pawle! Powiedz coś!

Paweł spojrzał błagalnie na żonę.

Ula, naprawdę Przecież już przyjechali Jak tak można?

Właśnie tak, Paweł spojrzała mu w oczy twardo. Otworzysz bramę, to za godzinę mamy tu pijaną rozróbę, pies rozkopie ogród, dzieci rozwalą górę, Gośka będzie mi tłumaczyć jak gotować bigos, a Gienek będzie popalał w salonie. I po urlopie. Czego chcesz bardziej spokoju z żoną, czy szopki z całą rodziną? Decyduj. Teraz.

Paweł popatrzył na wrzeszczącą grupę za płotem. Gienek już kopał w koło auta, Małgorzata wyzywała Ulkę, dzieci rzucały śnieżkami w okna, a Janina trzymała się za serce.

I wtedy Paweł przypomniał sobie, jak naprawiał huśtawkę trzy dni. Jak wstydził się za przepalony dywan. Jak chciał tylko posiedzieć w spokoju przy kominku, a nie latać po wódkę dla Gienka.

Wyprostował się, podszedł do bramy i powiedział cicho, ale stanowczo:

Mamo, Gośka Ula ma rację. Uprzedzaliśmy, że nie damy kluczy i nie planujemy gości. Wracajcie.

CO?! zawyli wszyscy.

Słyszeliście. To mój dom też. I nie chcę tu bajzlu. Koniec. Wracajcie.

Ty Ja cię zaczął Gienek, próbując chwycić klamkę.

Odsuń się, Gienek Paweł mocniej chwycił łopatę. Jak dalej będziecie próbować wejść, dzwonię na policję. Mamy ochronę na osiedlu.

Obcy jesteśmy?! aż zachłysnęła się Janina. Synku! Zdradziec i twoja żmija! Nie chcę więcej z wami kontaktu!

Chodźcie zawołała Małgorzata, ciągnąc męża Jedziemy do Tomka. On ma jeszcze niedokończoną chałupę, ale serca ma na miejscu!

Jasne, jedziemy poparł Tomek, widać mu było głupio.

Auta warczały, ruszyły przez śnieg. Małgorzata pokazała Ulce palec, a Janina siedziała sztywno z przodu, z wzrokiem wbitym w szybę.

Po pięciu minutach na podjeździe zrobiło się znowu cicho. Została tylko śnieżna breja i żółta plama na plandece tui.

Paweł oparł się łopatą i usiadł ciężko na schodkach. Zakrył twarz rękami.

Boże, co za wstyd Matka własna

Ulka usiadła obok, objęła go i przytuliła.

To nie wstyd, Paweł. To dorosłość. Po raz pierwszy stanąłeś za naszą rodziną, nie za ich klanem, co tylko wymaga.

Nie wybaczy

Wybaczy. Jak będzie znowu czegoś potrzebować na leki, na remont. Oni są tacy, Paweł. Ale teraz będą wiedzieli, gdzie jest granica. I zaczną szanować. Nie od razu, ale zaczną.

Myślisz?

Wiem. A jak nie to będziemy mieć święty spokój. Chodź do domu, zmarzniesz. Zrobię Ci grzańca.

Weszli do ciepłego domu. Ulka zasłoniła zasłony, zamykając ich świat przed zimnem i złymi słowami. Wieczorem siedzieli przy kominku, wpatrując się w ogień. Milczeli, ale to nie była ciężka cisza, tylko pełna bliskości.

Przez trzy dni panował błogi spokój. Chodzili na spacery do lasu, sami smażyli mięso, relaksowali się w saunie, czytali książki. Telefony milczały rodzina obraziła się na dobre.

Trzeciego stycznia, jak Ulka przewidziała, Paweł dostał smsa od Gośki. Żadnych przeprosin. Zdjęcie: obskurny garaż, koza do ogrzewania, stosy wódki i pijane twarze. Podpis: Bez Was też świetnie się bawimy! Zazdrośćcie!

Ulka tylko spojrzała na zdjęcie, spojrzała na śpiącego w fotelu Pawła z książką na piersi spokojnego i wyciszonego.

Gośka, naprawdę nie mam czego zazdrościć mruknęła i usunęła wiadomość, żeby mąż nie widział.

Tydzień później, kiedy wrócili do miasta, zadzwoniła Janina. Ton miała chłodny i nadąsany, ale poprosiła Pawła, żeby zawiózł ją do przychodni. Słowem o działce się nie odezwała. Granica już stała. Małe potyczki się zdarzały, ale twierdza pozostała nietknięta.

Ulka zrozumiała jedno żeby być 'złą’ dla innych, czasem musisz bronić tego, co najważniejsze dla siebie i bliskich. A klucze do działki trafiły do sejfu. Na wszelki wypadek.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 + cztery =

Rodzina męża sama się zaprosiła na naszą działkę na ferie, ale nie dałam im kluczy – czyli jak musia…