RODZINA

Kiedy mówimy o rodzinie, nieodłącznie przychodzi na myśl zamieszanie tak mawiali nasi przodkowie.

Bogna, urodzona w małej wsi pod kresą Podlasia, od najmłodszych lat marzyła o ucieczce z tego odludna. Nie widziała w sobie dojnicę, nie widziała chłopeńca, nie wyobrażała sobie pasterki. Gdy skończyła szesnasty rok życia, zebrała się w podróż. Kupując bilet, ruszyła wprost do Warszawy, przysięgając sobie: Już nigdy nie wrócę do tej zapomnianej części świata, coby się stało.

Została przyjęta do technikum, dostała łóżko w akademiku. Po dwóch latach podjęła pracę zgodnie ze specjalnością została operatorką żurawia wieżowego.

Czas nieubłaganie płynął, a zbliżała się pora na małżeństwo. Przez kilka weekendów Bogna, w towarzystwie przyjaciółek, tańczyła w miejskim parku, gdzie spotkała Michała. Mężczyzna także szukał przyszłej żony, więc nie zwlekali zaraz po poznaniu ruszyli do Urzędu Stanu Cywilnego.

Wysłała list do rodzinnego domu: Mamo, tato, wychodzę za mąż! Przyjedźcie!. Rodzice nie mogli przybyć, bo tuż przedtem wydali za mężem starszą córkę. Matka odpowiedziała: przyjedziemy później, by zobaczyć wnuki.

Ślub został uroczystym wydarzeniem.

Wspólne życie zaczęło się w mieszkaniu przy kuchni. Dom trzypokojowy pomieścił Michała, jego matkę, siostrę z synkiem, brata z żoną oraz Bognę. Mimo ciasnoty i licznych zatargów, małżonkowie byli szczęśliwi. Dostała najmalutszą komnatę wystarczyło jej, by czuć się przytulnie. Teściowa lubiła swoją zięćkę: była spokojna, pracowita i nie gadała za dużo. Dla niej szczęście syna z żoną było najważniejsze. Siostra matki miała pięcioro dzieci, dwie córki już mieszkały osobno z mężami.

Najmłodsza z córek Łuska sprawiła wiele kłopotów. Przyniosła na świat synka w szpitalnym podole. Mąż zniknął nagle, nie zostawiając wyjaśnień, a pamięć po nim wciąż żyła. Michał musiał odebrać siostrę i wnuka ze szpitala. Gdy pielęgniarka żartobliwie powiedziała: Teraz będziesz cały czas wychowywać siostrzeńca, oboje się roześmiali.

Tak toczyło się życie, wszyscy współpracowali, lecz napięcia narastały, gdy Michał przyprowadził do domu swoją żonę. Łuska natychmiast poczuła niechęć do Bogny. Przyjechała z jakiegoś odludna i zabrała mi męża! gryźć zaczęła zębami. Bogna nie wdawała się w kłótnie, milcząco znosiła wszystko. Nie mówiła nic Michałowi, bo teściowa nalegała: Bogno, nie gniewaj się na Łuskę! Ona ci zazdrości, bo samotna i pechowa. Bądź dla niej łaskawa, a nie mów Michałowi nic złego.

Gdy Łuska obrażała własną matkę, Bogna broniła jej, wycierając łzy przy kuchennym stole.

Po pewnym czasie w domu pojawiła się córeczka Lili, a Bogna z radością przyjęła macierzyństwo. Łuska wtedy jeszcze bardziej rozszalała się kłótnie przybierały codzienny charakter. Bogna, niczym maczka, broniła dziecka. Gdy walki doprowadziły do krwawej konfrontacji, Michał wpadł w szał i ruszył na Łuskę z żelazkiem. Na szczęście strzał nie trafił, a Łuska od tamtej pory trzymała się z dala.

Łuska jednak nie rozstawała się z kochankami, często zostawiała synka Dymka pod opieką Bogny, by spotkać się z kochankami. Wszyscy byli krótkotrwale zainteresowani, a Dymek stał się ciężarem, którego obwiniała za własną samotność. Pewnego wieczoru, w gniewie, Bogna wykrzyknęła: Zajmij się swoim synem! Rośnie już mały bandyta!. Dymek rzeczywiście był niesfornym chłopcem kradł pieniądze babci, włóczył się po ulicach, szeptał monety w kieszeniach, a nie miał jeszcze dziewięciu lat. Łuska machała ręką: Muszę wyjść za mąż, a potem zajmę się Dymkiem. Nie chce mi się leżeć w zimnym łóżku!.

Kiedy przyjechali rodzice Bogny, by zobaczyć wnuczkę Lili, zszokowani stanem mieszkania, zapytali: Bogno, nie chcesz wrócić do domu? Zostaniesz tu szalona!. Ojciec szepnął na ucho matce: Bogno, wracaj! Wanciu wciąż zagląda do naszego podwórka, przyjmie cię i Lili z radością. Bogna odpowiedziała: Nie przyjechałam do miasta po to, by wrócić do życia przy traktorach i kombajnach Poświęcę się. Niedługo Michał, jako inżynier, dostanie mieszkanie.

Rodzice wzdychali ciężko, po czym pojechali z ciężkim sercem. Po trzech latach z fabryki, w której pracował Michał, otrzymał własne cztery pokoje. Szczęście przelewało się z brzegów! Wkrótce po tym urodził się syn. Rodzina przeprowadziła się do własnego gniazdka choć puste i zimne, stało się domem.

Po roku zmarła matka Michała. Łuska po stracie matki przybrała siwe włosy, dręczona poczuciem winy za drobne kłótnie i szorstkie słowa. Codziennie odwiedzała grób, zamykała furtkę za sobą i siedziała na ławce, wpatrzona w jeden punkt. Często szeptała pod nosem: Nie zamykaj drzwi, bo zostaniesz w środku. Na to odpowiadała: Nie obchodzi mnie to. Czas, jak wiadomo, leczy rany. Ból ustępował, a życie toczyło się dalej.

Łuska wkrótce weszła w poważny związek, zbliżając się do nowego małżeństwa. Zaprosiła Bognę do swojego domu, by popijały herbatę i pośmiały się razem. Gdy Bogna szykowała się do wyjścia, Łuska zatrzymała ją: Poczekaj, Bogno. Chcę cię przeprosić. Zazdrościłam ci, była to czarna zazdrość. Teraz widzę, że naprawdę kochasz Michała i macie szczęśliwe życie. Jestem dumna. Jesteś dla mnie najdroższą osobą na świecie.

Bogna, zdumiona takimi słowami, spojrzała na swoją szwagierkę: Jak pięknie wyglądasz teraz, Łusiu!. Łuska uśmiechnęła się smutno i pocałowała Bognę w policzek. Zszokowana Bogna ruszyła w drogę do domu.

Rankiem zadzwonił młodszy brat Michała: Michał! Łuska nie obudziła się! Zmarła we śnie. Miała 37 lat, cierpiała na chorobę serca. Została pochowana obok matki, w tej samej zagrodzie.

Rok po jej śmierci na grobie wciąż układały się świeże kwiaty regularnie przynoszone przez nieudanego narzeczonego Łuski. Po pewnym czasie zastąpił je duży bukiet sztucznych róż; prawdziwe zwiędły na zawsze.

Pozostał Dymek, pół sierota, czternastoletni. Wszyscy zastanawiali się, co z nim zrobić. Odszukano jego biologicznego ojca, lecz miał już nową rodzinę i nie miał miejsca dla syna. Krewni chcieli wysłać Dymka do domu dziecka, twierdząc, że jest trudnym i niespokojnym nastolatkiem, a państwo go wyedukuje. Michał jednak odmówił: Nie ma mowy o internacie! Czyż wy, wujkowie i ciocie, odmawiacie pomocy własnemu krewemu? Gdzie rodzina, tam i kłopoty, ale nie zostawimy go samego. Uzyskał opiekę prawną.

Krewni westchnęli z ulgą: Na szczęście nie popełniliśmy grzechu, przygarnięto dziecko. Michał i Bogna, żywiąc Dymka, mieli swoje przygody kradzieże, awantury i groźby, ale przetrwali.

Dymek dorósł, ożenił się i nazwał synów: Lubomir i Kola, na cześć opiekunów. Krewni patrzyli zdumieni: Co za przemiana tego Dymka!.

Na grobie Łuski wciąż pojawiały się świeże kwiaty, tym razem przynoszone przez jej syna Dymka.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 4 =

RODZINA