No i co, Misza, byłam u lekarza, zrobiłam badania. Wszystko źle. Jak nie zaczniemy szybko leczenia, to nie wiadomo, ile jeszcze pociągnę. Potrzebne są pieniądze operacja, chemia, leki. Skąd je wziąć?
– Spokojnie, kochanie, jakoś to będzie, ja przy tobie! Coś wymyślimy!
– Trzeba powiedzieć mamie, boję się o jej serce, zdenerwuje się. Ale nie mogę milczeć, i tak się domyśli. Muszę ją przygotować.
Ania nie mogła uwierzyć, że to ją spotyka. Przecież jeszcze taka młoda, nawet czterdziestki nie ma. Żyć by i żyć, a tu nagle ta choroba.
Dobrze, że nie jest sama Misza przy niej, a jego syn Aleks, który stał się dla niej jak własne dziecko. Swoich nie dał jej Bóg, przez to pierwszy mąż odszedł. Jest jeszcze mama, siostra, siostrzeniec. Jakoś to będzie, a oni ją wesprą.
Misza sam wychowywał syna. Żona rozwiodła się i zniknęła, gdy Aleks miał dwa lata, od tamtej pory nikt o niej nie słyszał.
Poznali się w parku. Ania wyprowadzała psa, a on bawił się z synkiem. Rozmawiali, zaczęli się spotykać. Z nim było dobrze i bezpiecznie, więc z radością za niego wyszła.
Najpierw mieszkali w jej mieszkaniu od babci. Potem sprzedali i kupili większe, bo w tamtym było ciasno we trójkę. Snuli plany, a teraz wszystko legło w gruzach.
Nie zwlekając, Ania przyjechała do mamy z ciastem.
– Mamo, tylko się nie denerwuj, ale muszę ci powiedzieć. Znalazłam raka. Jeśli nie zaczniemy leczenia, to sama rozumiesz. Teraz z Michałem szukamy, skąd wziąć tyle pieniędzy
– O Jezu, Ania, jak to możliwe? Przecież nic nie bolało, zawsze byłaś zdrowa, nie to co Weronika. Z nią od małego po szpitalach jeździłam. Co za nieszczęście
Tego właśnie bała się Ania reakcji mamy, histerii i lamentów. Ale co zrobić, lepiej od razu powiedzieć prawdę.
– A ja ci nawet nie pomogę. Wszystkie oszczędności dałam synowi Weroniki na nowy samochód. Rozpuściłam wnuka. Tak długo marzył. Ty przecież nie masz dzieci, więc teraz pomagam Weronice i jej synkowi. Jedyny wnuk, wiesz
Jest jeszcze lokata w banku, ale nie mogę jej ruszyć, stracę odsetki, a tam sporo leży, szkoda Ojciec przed śmiercią kazał je tam trzymać, żeby było dodatkowe zabezpieczenie na emeryturę.
– Ale ja nie proszę, tylko mówię, co jest.
Michał sprzedał samochód. Te pieniądze starczyły na początek. Ania trafiła do szpitala, przeszła operację. Teraz czekała ją kolejna faza leczenia, od której zależało wszystko.
– Ojej, córeczko, wyglądasz kiepsko! Co mówią lekarze, jest szansa?
– Zobaczymy, mamo Wierzę, że będzie dobrze, zawsze jestem dobrej myśli. A Weronika w ogóle nie zagląda, nie ma czasu?
– No, wyjechała z mężem do Egiptu, na wakacje, ale pyta o ciebie i przesyła pozdrowienia.
– No to chociaż tyle. Jak tylko dowiedziała się o chorobie, od razu się odsunęła. Raz-dwa zadzwoniła i tyle. No trudno, skoro jej nie zależy
Anię bolało, że starsza siostra tak się zachowuje. Żadnego wsparcia. Przecież wystarczyłoby kilka ciepłych słów
– Misza, lekarz mówi, że potrzebne są drogie leki. Są tańsze, ale słabsze i nie ma pewności, czy pomogą. Co robić? Skąd wziąć tyle pieniędzy?
– Ania, nie martw się, ja coś wymyślę! Jestem twoim mężem, pamiętaj! Aleks bardzo za tobą tęskni, czeka na twój powrót! Oboje czekamy i kochamy cię!
W sercu Ani zrobiło się ciepło. Jakie to szczęście, że ich ma
Przypomniała sobie o mamie i jej lokacie. Może jednak zapytać?
– Mamo, bardzo potrzebuję pieniędzy. Jest dobry lek, ale drogi. Duża szansa, że pomoże. Pożyczysz? My z Miszą oddamy
– Co ty mówisz, pożyczyć? Kto pożycza własnej córce? Dałabym sama, ale córeczko, bądźmy szczerzy. Szanse na wyleczenie małe. Rozmawiałam z twoim lekarzem, wiem, jak jest. Gdzie gwarancja, że wydacie pieniądze, a lek zadziała?
– Rozumiem, mamo. Nie trzeba.
Gdy mama wyszła, Ania rozpłakała się. Więc tak wygląda miłość matki
– Kochanie, znalazłem pieniądze! Pomogli moi rodzice! Jak im wszystko opowiedziałem, od razu się zgodzili. Sprzedali działkę znajomym i całą sumę dali na twoje leczenie!
Wcześniej też chcieli pomóc, ale odmawiałem. Teraz się zgodziłem. Naprawdę cię kochają i wierzą, że wyzdrowiejesz!
Anię ścisnęło w piersi z wdzięczności. Przecież to obcy ludzie, a jednak
Rozpoczęło się leczenie. Stan Ani nagle się pogorszył.
– Córeczko, musimy porozmawiać. Posłuchaj i zrozum mnie dobrze. Niestety, leczenie nie działa. Sprawdziłam informacje.
Nie ma co się oszukiwać czasu zostało niewiele, nieważne, co mówią lekarze. Oni ciągną kasę, póki możesz płacić.
Pomyślałam tak. Jak ciebie nie będzie, mieszkanie przejdzie na Michała, bo kupowaliście je razem. Większość pieniędzy była twoja, ze sprzedaży mieszkania po babci. Michał dołożył tylko trochę.
I co, obcy człowiek przejmie wszystko? To niesprawiedliwe. Przecież masz Krzysia, siostrzeńca, rodzinę. Jemu na pewno przydałoby się mieszkanie.
Może podpiszesz darowiznę na niego teraz? Żeby później nie było problemów
Ania słuchała w osłupieniu. Kim jest ta kobieta? Czy mama naprawdę może tak myśleć? Urodziła ją, wychowała, a teraz czeka na jej śmierć?
– Rodzinę mówisz? A gdzie wy byliście, gdy potrzebowałam pomocy? Ty przejmowałaś się odsetkami, żeby nie stracić zysku.
Ukochana siostra wylegiwała się w Egipcie, nie miała nawet czasu, by mnie wspierać. Po co? Przecież i tak już prawie po mnie.
Ale może jeszcze coś z tego wyciągnąć, póki żyję. Krzysiowi mieszkanie wyprocesować.
Rodzice Michała bez wahania sprzedali działkę i oddali pieniądze na leczenie. I to oni są rodziną? Wyjdź, mamo, proszę
Mama westchnęła ciężko i wyszła. Co ona takiego powiedziała?
Z czasem Ania zaczęła wracać do zdrowia lek zadziałał. Michał był gotów nosić żonę na rękach z radości.
An



