W weekend moja żona Ilona chciała pojechać do swojch rodziców, którzy mieszkają poza miastem. Postanowiła pomóc matce przygotować przetwory na zimę. Natychmiast zgłosiłem się na ochotnika, ponieważ od dawna chciałem odpocząć na łonie natury: rodzice żony mieszkają w domu w malowniczym miejscu w pobliżu rzeki, ale Ilona nagle zaczęła się sprzeciwiać, mówiąc, że będę tylko przeszkadzać. Od razu wydawało mi się to podejrzane. Zwykle teściowa i teść zawsze zapraszali nas oboje, a matka żony jeszcze nigdy nie prosiła córki o pomoc przy przetworach, bo uważa, że sama zrobi wszystko najlepiej. Dziwiło mnie, że rodzice zaprosili moją żonę, a ja nie jestem mile widziany. Moje złe przeczucia wkrótce się potwierdziły.
Ilona wróciła późno i bez przetworów. Po krótkim milczeniu zaprosiła mnie do poważnej rozmowy i powiedziała , że wspólnie z rodzicami zdecydowali, że będziemy musieli … wziąć kredyt hipoteczny. Jej brat go potrzebuje, a my będziemy jego poręczycielami. Byłem oszołomiony tym, jak beztrosko o tym mówiła, bez cienia wątpliwości: a jeśli się na to nie zgodzę? Co więcej, na moje pytanie: „czy w ogóle zdajesz sobie sprawę, że w razie niewypłacalności twojego brata, my będziemy spłacać ogromne zadłużenie”, Ilona spokojnie odpowiedziała: „Oczywiście, ale nie ma się czym martwić”, zaniemówiłem słysząc jej słowa. Brat Ilony, Igor jest najmłodszym w rodzinie, rozpieszczonym synkiem mamusi. Kilka razy rozpoczynał studia, których nigdy nie skończył. Pojechał do pracy do Anglii, a po kilku miesiącach dzwonił do ojca, aby przystał mu trochę pieniędzy na powrót do Polski. Nigdy nie wyjasnił, co robił w Anglii i gdzie się podziały pieniądze, które rzekomo zarabiał. Był nieodpowiedzialnym małolatem, a teraz ja miałem być jego poręczycielem?
Po powrocie, mój teść mimo wszystko załatwił mu pracę, w jakiejś firmie jako urzędnik. Praca prosta i przyjemna, ale szybko się znudził i po trzech miesiącach się zwolnił. Nie wiem co teraz robi w życiu, ale wiem na pewno, że jego nastawienie się nie zmieniło! Nie miałem wątpliwości, że jeśli podpiszemy się pod kredytem, to my będziemy musieli go spłacać! Dodatkowo biąrac pod uwagę, że moja żona teraz opiekuje się naszym małym synkiem i nie pracuje, cały ciężar zobowiązań spadnie na moje ramiona. Byłem zaskoczony i rozczarowany, że tak ważną decyzję, moja mozna postanowiła podjąć bez konsultacji ze mną. Dlatego moje oburzenie nie miało granic i natychmiast powiedziałem o tym mojej żonie.
Jednak Ilona przypomniała mi dość ostro, że mieszkanie, w którym mieszkamy i wychowujemy syna, zostało kupione przez jej rodziców. Tak było, Ilonka miała 20 lat, kiedy się pobraliśmy, a nasze trzypokojowe mieszkanie było wtedy prezentem ślubnym od teścia. Był wówczas dość zamożnym biznesmenem, a pieniądze i tak drogi prezent nie stanowiły dla niego problemu.
Młodszy brat mojej żony miał wtedy zaledwie dziesięć lat i był za młody na otrzymanie mieszkania. Można było oczywiście kupić mieszkanie synowi i na przykład wynająć je, dopóki nie będzie dorosły, ale z jakiegoś powodu teść i teściowa tego nie zrobili. Niestety biznes poszedł w złą stronę i firma teścia upadła. Z bardzo bogatego człowieka, stał się niemal nędzarzem. Doszło do tego, że postanowił wyprowadzić się z miasta wraz z żoną i synem, aby maksymalnie zmniejszyć koszt życia i swoje ostatnie oszczędności zainwestować w dom, w którym będą mogli spokojnie dożyć, do późnych lat starości, ale szwagrowi się to nie spodobało. Igor zaczął narzekać na niesprawiedliwość rodziców, że córce zapewnili dobry start, a on został z niczym. Żąda, aby rozwiązali ten problem i nie ochodzi go w jaki sposób to zrobią!
Na naradzie rodzinnej, na którą nie zostałem zaproszony debatowano co zrobić i moja żona zaoferowała, że będziemy poręczycielami dla kredytu brata i pomożemy mu spłacać zadłużenie. Chciała okazać wdzięcznośc rodzicom, ale chyba nie zastanowiła się, w co nas pakuje! Jednak mój zdrowy rozsądek protestuje przeciwko temu. Igor jest już dorosły i może sam zarabiać, ale przez całe życie dostawał wszystko na tacy, więc uważa, że mieszkanie mu się należy i nie obchodzi go, jak go zdobędzie. On nie ma zobowiązań, a ja mam rodzinę, mój syn dorasta, więc muszę myśleć przede wszystkim o jego przyszłości.
Moje tłumaczenia nic nie dają i Ilona jest pewna, że ma rację, że chce pomóc bratu. Gdybym wiedział jak potoczy się życie, nigdy nie przyjąłbym mieszkania w prezencie ślubnym. Wolałbym mieszkać z żoną w kawalerce, niż teraz czuć się w obowiązku, aby spłacać czyjeś długi! Moim zdaniem, jest to czysta manipulacja ze strony krewnych żony, a Ilona po prostu nie ma pojęcia, jaki ciężar weźmiemy na siebie, chociaż nie musimy. Wiem, że czuje się zobowiązania aby pomóc Igorowi, ale czy nie powinna najpierw pomyśleć o mnie i synu?
Kto z nas ma rację? Czy powinienem zgodzić się z żoną i teściami? Czy stać przy swoim zdaniu?



